Kalekie pojęcie

O Rosji mówi się, że nie przeżyła epoki Odrodzenia, nie dotarła do niej fala Renesansu. Ma to mieć oczywiście swoje konsekwencje jeśli chodzi o rolę jednostki w tym kraju...
Zastanawiam się: co nie dotarło zatem do Polski? I mam tu konkretne podejrzenia, a mianowicie, praktycznie, odkąd pamiętam, odczuwam coś w rodzaju głębokiego deficytu wolności - owo odczucie jest w zasadzie nieuzasadnione (gdyby zastanowić się nad tym przytomnie). Jednak nie o przytomność tu chodzi, ale właśnie o to co nieuświadomione i niezasadne.
Mam coraz silniejsze przeświadczenie, iż odczuwany deficyt wolności dotyczyć może bezpośrednio samego jej pojęcia. Wszelkie konotacje, asocjacje, skojarzenia i doświadczenia jakie determinuje przywoływanie słowa "wolność", w języku polskim nieuchronnie prowadzą człowieka mojego pokolenia do Mickiewicza, Herberta, do ojców założycieli Solidarności. Jednak dziwnie zapominam postać Sartre'a, Kirkegaarta - nie wyczuwam przebudzenia, a tylko obowiązek jaki przynosi owe słowo. Obowiązek jednak to nie to samo co odpowiedzialność. Obydwa pojęcia mają nieco inny zakres, a godzą się ze sobą tylko w niektórych kwestiach.

Widzę jakimi aspiracjami dzisiejsze polskie społeczeństwo próbuje zdążyć za marzeniami o domkach na przedmieściach, jak ludzie mieszczą się i stają się na miarę salonów piękności, gabinetów biologicznej odnowy, siłowni świątyń ciała (bynajmniej nie próbuję tutaj napisać, że to coś złego, raczej akcentuję tylko ten rodzaj powierzenia się, zaufania, przystąpienia jaki towarzyszy zjawisku). Widzę także jak wciąż dają się porwać suchej namiętności - monstrum ideii, młodzi, dorośli i starcy, głupiejąc do cna byle tylko zaczerpnąć ułudy, uzyskać przeświadczenie o sensie życia i wyższej konieczności (uczestniczę w tym procederze aktywnie) Iub dla odmiany tylko zbrylają się w grupy, tworząc nowe świeckie rytuały, obywatelskie, mieszczańskie i inne obrzędy, które w swojej powierzchowności czynią z nich pacynki, masonerię pacynek - smutny ekwiwalent wspólnoty - stawiają pomniki, obeliski, figurki - cielce różnej prowiniencji i formy. To coś jak rodzaj hibernacji - dysfunkcja słowa "wolność" ma takie właśnie konsekwencje - ten stadny obezwładniający zew zlewa nas w jednorodną masę. Nie zmienią tego żadne kampanie, rewolty albo siłowe rozstrzygnięcia - krucjaty wolności. Nie tędy droga. Ucieczka..., a może raczej: ów wybór musi być ostateczny i samotny jak śmierć, nikt za nas nie może tego zrobić lepiej.

Wesołych świąt, spokojnych.