31 sierpnia 2010, 0:41
Dzisiejszy Zjazd "Solidarności", słowa Lecha Wałęsy, brak śp. Anny Walentynowicz, samo to mówi za siebie czym był, a czym jest dzisiaj ten Związek Zawodowy. Osobiście nie byłam zaangażowana w działalność Solidarności (studia, inne sprawy) toteż nie chcę dywagować na ten temat. Nigdy jednak nie byłam związana z "nieboszczką partią" w jakimkolwiek stadium tak jak i nikt z mojej rodziny ( na moich studiach i innych samo bycie członkiem na.. dawało fory). Gdzieś tam w cieniu zawsze przemykają duchy esbecji. Wydaje mi się jednak, że Statuły Wolności jednak nie mamy. Trzeba by ją dopiero stworzyć.
Atmosfera na zjeździe trzydzistolecia była dość gorąca. Nie wiem czy mi wolno porównywać ale wydawała mi się podobna do miejscowego Forum o kulturze. Czy opiniotwórczego?
28 sierpnia 2010, 22:27
Program w telewizji wg. mojej dostępności do programów jest denny, dziecię poszło wcześniej spać gdyż zbliża się rok przedszkolny i trzeba przestawić się na wcześniejsze wstawanie, więc zaczęłam przeglądać dokładniej internet i dotarłam do bardzo kulturalnej ankiety dotyczącej planowania kultury w naszym powiecie. Niektóre z pytań są dla mnie co najmniej dziwne, więc wywnioskowałam z tego, że ankieta była przygotowywana dla wąskiegto grona osób. Pierwszy problem z wykształceniem gdyż nie wiem co podawać wyższe czy średnie, ale to jest mały pikuś. Bardziej mnie zdziwiło pytanie nr 6 czyli w jakich wydarzeniach kulturalnych pan/pani uczestniczy. W podpunkcie 6 jest chodzenie do biblioteki i to już mnie dziwiło gdyż nie wiedziałam, że jest to wydarzenie. Jednak jeszcze bardziej zdziwiło mnie takie wydarzenie jak czytanie książek. No cóż bardzo rzdako chodzę do bibliotek ale kupuję książki i je czytam. Nie wiedziałam do tej pory, że jest to wydarzenie kulturalne, a jeśli zaś tak, to pwinno ono być gdzieś ogłaszane np. taki/a pan/i dnia dzisiejszego ukończył/a czytanie ksiązki: ( i tu tytuł ). Ja zaś czytam, czytam też i głośno zwłaszcza mojemu dziecku bajki i opowiadania. Osobiście czytam ksiązki kosztem np.wprawek czego nie zalecają szkoły pisarskie ani warsztaty literackie, które uważają, że jeśli nie masz czasu na pisanie to nie czytaj. Rozgrzeszam się, że jako wprawki uważam blog. Z ciągłego braku czasu pisuję więc bardzo późno i moje zmęczenie odbija się na blogu i moim niewyspaniu. To jest jednak mój wybór.
Wracając do nakiety. Co by było z tym pytaniem gdyby ktoś namiętnie czytający np. książkę telefoniczną (jak bohaterka kryminału p. Joanny Chmielewskiej, którą to książkę czytałam m.in. podczas wczasów, pisałam też dziennik) albo książkę skarg i zażaleń w jakimś sklepie np. upier... klient, odpowiedział na to pytanie: tak. No cóż skromnie uważałam, że książka jest dobrem kulturalnym dla ludzi, nie zaś czytanie książek wydarzeniem kulturalnym. Wydarzeniem jest dla mnie np. wydanie książki zwłaszcza gdy muszę wysłupłać na nią jakieś pieniądze, jdnak finansowym.
Z pytaniem 6 łączy się pytanie: czy na terenie pana/pani gminy są podejmowane działania umożliwiające realizację pana/pani zainteresowań wskazanych w pkt.6 tej ankiety? Mieszkam w T.Górach i "nie mam gminy" ale jeśli chcę ukończyć tą ankietę to na to pytanie muszę odpowiedzieć pomimo tego iż na początku ankiety daje mi się możliwość zamieszkiwania w T.Górach. Zgodnie z prawdą muszę odpowiedzieć na to pytanie w większości podpunktów tak, a zwłaszcza na czytanie książek gdyż daje mi się możliwość kupienia tychże bo w Tarnowskich Górach są przecież księgarnie. Nikt też przecież nie zabrania mi dostępu do internetu gdzie mogę kupować książki w promocyjnych cenach, a Poczta Polska chętnie dostarcza mi je do domu.
Zdziwiło mnie też pytanie dotyczące oceny działania wymienionych w pkt.12 organizacji i instytucji kultury dotyczące Kopalni Zabytkowej. Jest otwarta więc czy to znaczy, że działa? Natomiast jeśli chodzi o Galerię Barwy Śląska to mam osobiście kłopot aby dostać się do środka. Kilkakrotnie z moimi gośćmi chciałam tą Galerię odwiedzić ale zawsze skończyło się na klamkowaniu. Telefon też milczy, a właściwie to piszczy sygnał faxu. Nie wiem co tam należy nadawać.
Uważam, że pytania powinne być inaczej sformuowane albo jest aż tak źle z naszą kulturą. A przecież tak nie jest bo dużo się dzieje.
Podsumowując, są to moje przemyślenia na temat ankiety. Czytałam też wypowiedzi na forum.
26 sierpnia 2010, 23:46
W naszym mieście odbędzie się podczas Gwarków I zjazd Tarnogórzan, właśnie przeczytałam program, a w niespełna 14 tysięcznym mieście powiatowym Wolsztynie w Wielkopolsce odbędzie się X zjazd absolwentów LO z o wiele więcej imponującym programem obchodów. Cała impreza rozpoczyna się od uroczystego nadania jednej z ulic imienia, potem przemarsz ulicami miasta, na Rynku przekazanie kluczy do miasta, msza św. w kościele Farnym i dalszy przemarsz w kierunku LO. Później odbędą się koncerty, występy, zawody sportowe, dyskoteka, bal, itd... Na szczęście w Wolsztynie zjazd odbędzie się 25 września gdyż mąż jako absolwent tegoż ogólniaka wybiera się na obchody, a my oczywiście z nim. Dawno już tam nie byłam, a bardzo polubiłam to urokliwe miasteczko z pięknymi jeziorami. Gdyby nie moja "choroba" na Śląsk to pewnie bym tam mieszkała. Wolsztyn oprócz walorów turystycznych i zabytków może poszczycić się salą widowiskowo - sportową "Świtezianka" usytuowaną przy tamtejszym LO, w której odbywają się nawet międzynarodowe imprezy sportowe. Może i my doczekamy się takiej sali.
22 sierpnia 2010, 21:06
Kobiety pielgrzymowały do Piekar Śl., a w Krakowie odbywały się obchody 100 lecia Harcerstwa. Jako, że dziecię bolał żołądek zostaliśmy w domu. Z ciekawości patrzałam więc na obchody święta harcerstwa. W moim domu są duże tradycje harcerskie i to z obu stron. Mama była nawet przedwojenną drużynową, a ja sama też byłam od szóstej klasy harcerką, a od siódmej już jeździłam co roku na obozy letnie. Ceniłam sobie, jako jedynaczka, trochę wolności i odpowiedzialności jakie dawało mi harcerstwo. Nauczyłam się też w Harcerstwie pokonywać własny strach czy to podczas wart nocnych gdzie każdy szelest liści lub trzask łamania suchego patyka nieopatrznie nadepniętego odczuwa się jak wybuch granatu, czy też podczas zdobywania różnych sprawności. Zapamiętałam jeden taki obóz, podczas którego prawie co drugą noc mieliśmy alarmy plecakowe z apelem i biegi na azymut w lesie albo leśne stawianie chatki Robinsona.(Jeśli ktoś miał bliski kontakt z harcerstwem to wie, że alarm polecakowy to znaczy, że trzeba być w mundurze, a plecak musi być spakowany tak jak do wymarszu czyli wszystko w środku, na zewnątrz koc, menażka, garnuszek i wszystko odpowiednio przymocowane paskami, nie za luźno, nie za ściśle, rwg regulaminu i to zwykle w 10 min, a jak coś nie gra to "zabawa" od nowa. To zaś znaczy rozebranie się, rozpakowanie położenie do łóżek i nowy sygnał do wymarszu) Podzieleni na podzastępy w takiej jednej chatce musieliśm mieszkać dwie doby i same sobie organizować żywność. Zawsze były kontrole czy chatki są zbudowane tak jak powinny i na czym śpimy i czy trzymamy warty. Dla mnie największym wyczynem było dotarcie mojej grupy na azymut w nocy, w nieznanym mi lesie do celu (gdzie odbyło się zaprzysiężenie chyba właśnie na instruktorki/ów) gdyż normalnie mylę wszystkie kierunki. Mąż świadkiem gdyz zawsze ma ze mną kłopoty w takich sytuacjach (upieram się przy swoim). Po kilku takich nocach zaczęliśmy ubierać mundury pod dresy do spania co skończyło się przyłapaniem nas przez komendanta i oczywiście nocnym apelem i dwugodzinnym naprzemiennym staniem raz na baczność, a raz na spocznij. Nie wyznam tutaj co udało nam się zrobić z komendantem w ostatnią obozową noc. Zdałam nawet egzamin na instruktorkę. Kilka razy zaliczyłam wpadki gdy na obozach byłam zastępową i nauczyłam druhny piosenek z przedwojennego harcerstwa śpiewane przez mamę. Kończyło się to zawsze karną wartą ale wyrobiłyśmy sobie tym dobrą opinię. Wspomnienie obozowych ognisk przywołuje do pamięci wspaniałych ludzi i wspaniałe opowieści. Pamiętam też jeszcze dużo imion i nazwisk koleżanek i kolegów z Bytomia i Zabrza i np. Dosię z Kozłowej Góry, z którymi razem przeżywaliśmy obozowe przygody. Szukałam nawet w Nk.pl ale ich nie odnalazłam. Był to wspaniały okres w życiu, chociaż wtedy do kościoła trzeba było chodzić bardzo raniutko przed apelem. Często było tak, że komendant obozu robił niedzielne apele pół godziny później, a ksiądz w kościele mszę św. pół godziny wcześniej. Zdarzało się, że tylko dla nas była msza św. i było to bardzo miłe. Mój małżonek oczywiście dopiero jako dorosły jeździł kilka razy (chyba dwa) na obozy harcerskie w charakterze instruktora radiopelengacji i biegów ale wydaje mu się, że wszystko wie na temat harcerstwa. Dla mnie więc bardzo sympatyczne było dzisiejsze spotkanie obecnych harcerzy z parą prezydencką, byłymi harcerzami i wspomnienie ich zauroczenia sobą. Ja natomiast najpierw zachwyciłam się książkami mojego ślubnego, a potem dopiero nim. Miał imponującą bibliotekę jak na tamte czasy. Wracając do harcerstwa to bardzo pragnę aby nasze dziecię kiedyś wstąpiło do harcerstwa, o którym często jej opowiadam.
Na koniec przypomniał mi się największy obciach w moim harcerskim życiu. Otóż był to pierwszy mój obóz i było to w Borowianach. Gdy w drugim tygodniu zrobiło się deszczowo moja mama wysłała do mnie kuzyna z kołdrą. Dobrze, że miał ją upchaną w plecaku i zanim do mnie
dotarł zostawił plecak w krzakach przy bramie obozowej. Powiedziałam mu, że choćbym miała się przeziębić to kołdry za nic w świecie nie wezmę. Stanęło na tym, że schował ją na strychu aby moja mama przez ciocię nie dowiedziała się, że kołdry nie wzięlam. Wracając z obozu misiałm więc wysiąść w T.G. i iść po ten nieszczęsny plecak. Do domu, z nowu przy pomocy tegoż kuzyna, dotarłam już z dwoma plecakami.
22 sierpnia 2010, 2:56
Wtrącę swoje trzy grosze do tego co się znowu dzieje i mówi w kraju. Z Moskwy przywiezione zostały kolejne tomy akt katastrofy pod Smoleńskiem i znowu rozgorzały dyskusje zwłaszcza czy Rosjanie czegoś nie ukrywają. Sami podejrzewamy się, jedni drugich i stawiamy kolejne krzyże. Wujek mój, mieszkajacy w Wielkiej Brytanii mówi, że Anglicy uważają iż gdy spotka się dwóch Polaków to są cztery różne zdania o polityce. Uważa się też powszechnie się, że nie jesteśmy tolerancyjni i to w wielu dziedzinach. Nie lubimy kolorowych i nie tylko, wytykamy tęgich, podejrzewamy wszystkich o nie sprzyjanie nam, o polityce już wspomniałam. Ostatnio w zw. z wydarzeniami we Francji przypomniały mi się hasła wypisywane przy kościołach przed kilkunastu laty: księża na księżyc. Francuzi jakby odkurzyli to hasło i wysyłąją Romów do Rumunii. Kilka lat temu cały świat obiegł bestseller wydawniczy: Francuzki nie tyją. Czy autorka tego bestsellera chce czy nie ale też tyją. Widziałam tęższe Francuzki i w Tunezji i ostatnio w Turcji. No może nastolatek i bardzo młodych kobiet nie widziałam z nadwagą. Nie jestem jednak przekonana, że takich nie ma. Z innych nacji to wszędzie są w jakimś procencie grubsi. Zdziwiła mnie natomiast ilość tęgich Rosjan. Mój mąż mówi, że gdyby te wszytkie diety były tak skuteczne to bogaci/te byliby najlepszymi modelami/kami na świecie, a w tym przypadku nawet pieniądze nie pomogą. Co innego gwiazdy kina amerykańskiego, które otrzymują horendalne pieniądze za utrzymanie wagi, a i tak nie wszyscy dają radę. Sama też wiem coś o tym gdyż już kilkakrotnie się odchudzałam pod opieką lekarzy i przyznam z dobrym skutkiem ale po kilku latach znowu wzrasta waga. Jeden z lekarzy gdy usłyszał moje narzekanie, że tyję kazał mi zakleić sobie buzię, po czym zbeształ mnie, że narzekam gdy udało nam się opanować skoki ciśnienia ale w końcu dał mi skierowanie do pani profesor zajmującej się odchudzaniem. Jeśli jest się solo to dużo łatwiej utrzymać wagę, tak ja uważam. Ale nie o odchudzaniu chciałam pisać. Tak więc, w naszym hotelu w Turcji cała obsługa mówiła po rusku. Ja nie chciałam się odzywać w tym języku bo z jakiego powodu? Przecież nie byłam na wczasach w Rosji? Wczoraj (właściwie to już przedwczoraj) w wieczornym dzienniku na 3. redaktor powiedział, że gdy był jako dziecko w Turcji i gdy wspominało się o Wałęsie to wszyscy wiedzieli, że to Polska. Otóż ja też usiłowałam zagrać w tym tonie ale młodzi kelnerzy nie reagowali. Jednakże wszyscy oni dobrze wiedzą co się dzieje w Polsce, może też i dzięki turystom bo często pytają jak tam u nas z pracą i czy musimy wyjeżdżać za pracą. My nie musimy, przekonywaliśmy ich co do nich dość trudno docierało. W naszych rodzinach nikt nie wyjeżdżał za pracą. Mnie natomiast to denerwowało, że wszyscy kojarzą Polaków z tym iż mjuszą wyjeżdżać z kraju za pracą.W dalszym pokrewieństwie są przypadki, gdzie wyjeżdżają za pracą, jednak uważam że brak pracy nie jest jedynym powodem. Tu w kraju chcą podjąć jakąś swoją wymarzoną pracę, a za granicą pracuja gdzie się da. Zdarzyła się taka sytuacja, że podczas kupna wyrobów skórzanych, bazarowy sprzedawca zagadnął nas skąd jesteśmy. Z Polski? A to on ma dobrego znajomego właściciela firmy spedycyjnej. Często też pomaga sprzedawać przez niego ich wyroby. Tamtejszi jubilerzy są nawet na bieżąco z cenami naszego złota. Dzisiaj liczy się biznes. Natomiast nasza podejrzliwość w stosunku do Rosjan jest duża. U mnie też. Opiszę takie zdarzenie. Normalnie to uważam, że nie są oni nieprzychylnie nastawieni do Polaków. Starałam się też na wczasach w Turcji w kontaktach z nimi być bardzo uprzejma. Gdy proszono mnie o trzmanie miejsca w kolejce do jedzenia to grzecznie przepuszczałam, gdy na plaży jakaś kobieta się odezwała to odpowiadałam ale krótko. Dziecię chodziło na dyskotekę z z małymi Rosjanami prowadzoną przez Rosyjską animatorkę. Nie powiem, rosyjskie matki dawały mi tam fory i przepuszczały mnie jak najbliżej podium tanecznego i zawsze miło się uśmiechały. Opiszę jednak pewne zdarzenie. Otóż gdy podczas oglądania portfeli sprzedawanych na bazarku organizowanym w naszym hotelu jedna z Rosjanek zwróciła się do męża szarpiąc go za rekę: predawiec, predawiec, moj malczik chocziet pokupować .. Wstąpił we mnie duch sarmacki i głośno odrzekłam: Grażdanka ( nie pamiętam jak jest pani po rosyjsku), my jesteśmy Polakami na wczasach, proszę sobie pokupować okulary ... i chciałam jeszcze coś powiedzieć o Katyniu ale na szczęście ugryzłam się w język. W tej chwili zjawił się jakiś Ruski w koszulce z napisem: Nagasaki 1973. Pomyślałam gniewnie, ja ci dam Nagasaki to ci nie tylko bomba ale awtomat urośnie ( tak na marginesie, ostatnio jakiś Turek na swoim weselu awtomatom wstrzelał pół rodziny). Gdzie jest sklep z farbami, zastanawiałam się, zaraz idę kupić jakąś farbę i na mojej jedynej białej trykotkce wysmaruję napis: Katyń 2010 i dodam skrzydło, a potem bądę chodziła z tym napisem Ruskim przed nosem. Na szczęście zapytałam męża: co to była za rocznica w Nagasaki 1973? - Światowa wystawa przemysłowa, odpowiedział. Zrobiło mi się nieprzyjemnie ale w pierwszej chwili tylko dlatego, że nie udało mi się dopiec Ruskim, dopiero po chwili przyszła refleksja nad moją głupotą. Gdy więc następnego dnia zwiedzaliśmy w Side dobrze zachowany teatr z czasów rzymskich, a za nami kręcili się Rosjanie to byłam zła. W dodatku zauważyłam, że łażą za nami i nazbyt głośno wspominają jak to jeszcze nie tak dawno często rozmawiali z Polakami, przyjeżdżali do nich Polacy, na wczasach chętnie przyjaźnili się z Polakami,.. Przeciągłam rodzinkę w inne miejsce, a ci za nami i apiać na nowo. Znowu poszukaliśmy cienia a oni za nami i znowu jacy to Polacy są mili. Nadeszli w tym momencie Węgrzy i pokazali na dziecię, że takie dzielne, wymieniliśmy kilka komplementów (po niemiecku) i uśmiechów i zrobiło się wesoło. Przemyślałam to wszystko i uważam,że większość Rosjan czuje się z tą katastrofą pod Smoleńskiem bardzo źle i faktycznie jest im przykro z tego powodu. Na pewno odczuwają też naszą podejrzliwość.
Natomiast gdy podczas Mistrzostw w piłce nożnej wygrali w ćwierćfinale Niemcy to w fetowano ogromnie i wszyscy daliby głowy za swoich piłkarzy. Wtedy też w ich telewizji pr.I ARD odbyła się dyskusja historyków młodszego pokolenia, w której doszli do wniosku, że przywarą Niemców jest to że byle zwycięstwo ich jednoczy i oszołomieni tym idą za swoimi pupilami nic nie widząc w około. Upatrywali w tej niemieckiej przywarze zwycięstwa Hitlera i tego, że bezgranicznie mu zaufali nie zastanawiając się co robią.
Nas zaś jednoczy tragedia niezależnie jaka by była, czy to rozbiory, czy walka z najeźdźcą, czy z socjalizmem, czy z powodzią, a potem już każdy ma co najmniej dwa różne zdania na ten sam temat.
20 sierpnia 2010, 1:53
W nocy z 19/20 sierpnia 1920 roku pod kierunkiem Alfreda Zgrzebnioka, dowódcy POW, wybuchło II Powstanie Śląskie. Wspominam o tym gdyż w katowickiej TV w wiadomościach podano, że oprócz urzędników składających w godzinach urzędowych kwiaty pod pomnikiem Powstańców Śląskich zebrało się tylko kilka osób pamiętajacych o tych wydarzeniach. Być może jest to jeszcze uraz do takich "spędów" z czasów PRL-u, tak myślę. Kropką nad i o decyzji rozpoczęcia II powstania było zamordowanie w Katowicach dr Andrzeja Mielęckiego a konsekwencją tego krótkiego zrywu było m.in. utworzenie Międzysojuszniczej Policji Plebiscytowej polsko-niemieckiej.
Przy okazji poszukiwania ciekawostek o II powstaniu w internecie znalazłam stronę: Zasoby Archiwalne Powstań Śl. 1919 - 1921 Józef Piłsudski Institute of America
www.pilsudski.org/powstania/powstanie2.php
15 sierpnia 2010, 1:47
Nasz kompleks hotelowy znajdował się w małej wiosce Kumkoy, na której jednak terenie znajduje się kilkadzisiąt hoteli. Kumkoy leży nad Morzem Śródziemnym i jest oddalone kilka kilometrów od Side ( znaczy to samo co owoc granatu i jest tu jeszcze dużo drzew granatowców) miejscowości znanej jako prowincja rzymska w satrożytności. Przybył tutaj sam Aleksander Wielki i nakazał wybudować świątynię Apolla przy niegdysiejszym porcie jak i Nymfeum. Przed świątnią Apolla zbierały się wojska, które przypływały tu statkami. W szykach szły do Nymfeum i stamtąd wyruszały na bitwy. W późniejszym okresie w Side było biskupstwo i pobudowano bazylikę tuż obok świątyni Apolla. Latem zaś msze św. odbywały się w teatrze gdzie we wcześniejszych wiekach walczyli gladiatorzy i odbywały się przedstawienia teatralne. Dopiero w XVI w. tą część Azji Mniejszej zdobyli Turcy Osmańscy. To tutaj przecież Marek Antoniusz spotykał się z Kleopatrą. Niesamowite wrażenie robią pozostałości starożytnych budowli z II w.n.e. na turyście, który choć trochę interesuje się historią. Zważywszy iż Turcja jest krajem górzystym i ma obecnie 80 mln mieszkańców to wypadałoby,że zaludnienie na 1 km jest większe niż w Polsce. Jednak nie widać tam budynków ludności miejscowej tylko hotele i wczasowiczów, a jeśli są jakieś mniejsze budynki to są to wille z pokojami na wynajem. Na tym terenie tj. okolice nadmorskie Antalii aż do Alanii nie widać też dużo meczetów i nie słychać nawołujących do modłów imamów tak jak to było w Tunezji. Zdecydowana większość miejscowych ubiera się po europejsku, a kobiety chodzą z odkrytymi głowami. Dziwi mnie teraz dlaczego tak domagają się zgody na noszenie ich ubiorów zgodnie z islamską religią gdy osiedlą się w Europie.
Zamieszczam kilka zdjęć z miejscowości, do których dotarliśmy, a są w nich pozostałości helenistyczne II w.p.n.e i rzymskie z ok. I - II w.n.e. gdyż wydają mi się te zabytki historii z przed 2000 lat bardzo interesujące.

Pierwsze zdjęcie przedstawia widok z morza na Alaniyę. Na pierwszym planie ośmiokatna Czerwona Wieża wzniesiona z rozkazu sułtana Allaedina Keykubaba I, dalej wśród domów widać dobrze zachowane mury obronne i twierdzę zbudowaną przez Ormian. Niegdyś uważano, że jest to najtrudniejsza do zdobycia twierdza w całej Turcji.

Na drugim i trzecim zdjęciu jest są widoczne ruiny miasta Perge załozonego przez Greków już w 1000 r.p.n.e. Później panowali tu Persowie aż do czasu podboju przez Aleksandra Welkiego. W 48r.n.e. przebywał tu św. Paweł, który założył tu pierwszą gminę chrześcijańską. W Perge urodził się słynny grecki matematyk i astronom Apoloniusz (ok. 262 - 200 r.p.n.e.), który wprowadził tak znane pojęcia matematyczne jak elipsa, hiperbola czy parabola. Apoloniusz oznaczył również wartość liczby pi. Cały czas na terenie starozytnego Perge trwają prace wykopaliskowe prowadzone przez studentów archeologii Uniwersytetu z Antalii.

Na czwartym zdjęciu jest widoczny teatr w Aspendos, które również pamięta okres Hellady i czasy Aleksandra Wielkiego. Jest to najlepiej zachowany teatr w Azji mniejszej i został zbudowany W poł. II w.n.e. na modłę grecką gdyż jest oparty o górę a nie jest położony na równinie jak inne rzymskie teatry. Posiada bardzo dobrą akustykę. Gdy my z córką chodziłyśmy w okolicy sceny rozmawiając to mąż z wysokości kilkunastu metrów nam odpowiadał nie podnosząc głosu. Gdy tak podziwialiśmy tą budowlę mogącą pomieścić 20 tyś. widzów weszła grupa Francuzów. Ich przewodnik zaklaskał w dłonie i odezwał się tak potężny odgłos klaskania, że bardzo spontanicznie zewsząd odezwały się gromkie brawa. Były to chyba brawa pochwały dla rzymskiego architekta i budowniczego.

Piąte i szóste zdjęcie jest z miejscowości Side ok. 6 km od Kumkoy gdzie byliśmy na wczasach. Jest to maleńkie piekne 20 tyś. miasteczko ale jest centrum turystycznym chybz z powodu przepieknej szerokiej plaży, przecież nawet Kleopatra spędzała tu wakacje. Z czasó rzymskich pięknie zachował się teatr na 15 tyś, widzów, w którym do tej pory co roku odbywają się koncerty w lipcu i sierpniu. Z najwyższych pięter teatru widać agorę, ulicę kolumnową i Nymfeum bardzo dobrze zachowane. Nymfeum to ogromna budowla wysoka 50 m, dwukondygnacyjna fontanna z kilkoma mniejszymi fontannami rozmieszczonymi w różnych jej częściach, do której woda była doprowadzana akweduktami. W niszach jej stały ogromne posągi z marmuru (część z nich znajduje się w Muzeum). Nymfeum spełniało również rolę światyni. Przy nabrzeżu w okolicy nieistniejącego już dzisiaj portu była usytuowana świątynia Apolla / Apollina, a tuż obok świątynia Artemidy. Romantyczne ruiny świątyni Apollina,reprezentującej porządek koryncki można podziwiać bez końca. Na dłuższych jej bokach stało jedenaście kolumn, a na krótszych sześć. Dobrze zachowała się też część fryzu z głową Meduzy. Większość kolumn ustawili ponownie archeolodzy.


Na koniec klimaty wakacyjne czyli piękne pokazy tresury delfinów w Seaalanya przy Aqua Parku Alanya. Delfiny są bardzo przyjazne i towarzyskie. Pokazy najwyraźniej je bawią bo nie tylko usiłują "śpiewać" ale i bawić się z widzami np. rzucając w widownie dużymi piłkami. W programie był również występ przemiłych i przezabawnych fok.

strona :
1 |
2 |
3 |
4 |
5 |
6 |
7 |
8 |
9 |
10 |
11 |
12 |
13 |
14 |
15 |
16 |
17 |
18 |
19 |
20 |
21 |
22 |
23 |
24 |
25 |
26 |
27 |
28 |
29 |
30 |
31 |