Czasami przepowiednie się spełniają

Idzie luty podkuj buty, mówi przysłowie i tak też tej zimy mamy chociaż w dniu gdy wreszcie udało nam się przywieźć naprawioną odśnieżarkę zauważyłam: - no to teraz wreszcie zimię będziemy mieć z głowy. Niestety ironia mi nie pomogła i zima ma się dobrze, nadal. Przed chwilą spoglądałam na termometr i jest minus 10 stopni jak nic. Byłam dzisiaj na cmentarzu aby zaświecić znicz i pomodlić się w rocznicę śmierci mojej mamy i już wtedy w Reptach było na minusie 10,5 stopnia Celcjusza, zziębłam. Nie wspominając o konieczności brodzenia w śniegu sięgajacym prawie do kolan i rozbicia bryły lodu na nagrobku aby móc ustawić znicze. Dawno nie było takiej śnieżnej i mroźnej zimy. Wracając przypomniały mi się czasy gdy na tych ulicach dzieci mogły szusować na sankach. Zbliżają się ferie, nie mam łańcuchów na koła do auta, więc ferie spędzimy raczej na miejscu. Gdzie jednak pójść z dzieckiem na sanki? Aby z dziecięciem pojeździć na sankach w naszym ogrodzie to musiałabym najpierw się do niego przekopać albo jeździć z odśnieżarką, a potem zbudować górkę ze śniegu,, chociaż działka nie jset całkiem płaska. W parku miejskim widziałam górkę ale jest za stroma dla kilkulatki. Szkoda, że nikt nie pomyślał o tym aby przygotować w parku dla młodszych dzieci taką atrakcję jak łagodna górka do zjeżdżania zimą na sankach, a latem do innych zabaw. Będziemy więc musiały jeździć do Doliny Sportowej, tam górka dla saneczkarzy jest i to chyba jeszcze bezpłatna.

Z bliższych spraw to ciągle jeszcze jestem w fazie tworzenia mojej strony www, już mam pełny adres:
www.rostkowska.art.pl i mam nadzieję, że w połowie lutego będzie już widoczna w wyszukiwarkach.
Aby przybliżyć więcej informacji o Trzech Rozaliach i Ewie dodałam tam zdjęcia moich prababek.

Pracuję też nadal nad nowelą i szukam mocnego punktu zwrotnego dla mojej opowieści. Ciągle jednak czuję, że to nie jest to. Przestudiowałam już całą teorię sokoła ale na nic mi się zdało w tym przypadku.


Walka z piratami drogowymi

Walka z piratami drogowymi u nas i u naszych niemieckich sąsiadów jest prowadzona w różny sposób. Oczywiście oprócz mandatów wystawianych przez policjantów. Oczywiście też pomimo społecznego przyzwolenia typu:- o kurcze ale ten sunie! (niestety ale to mowa o tych, którzy jadą powyżej 180 km/h jak i tych po piwku), albo: -taką bryką to można sobie pojeździć!
Walka ta jednak różnie wygląda. Piszę to na "gorąco" gdyż dopiero co wróciłam z Niemiec, z krótkiego urlopu jeśli kilka dni załatwiania rodzinnych spraw można nazwać urlopem. To co mnie zaszokowało na niemieckich autostradach to nie dobry ich stan i dobra przejezdność bo teraz zima tam nawraca ale ostrzeżenia na mostach, wiaduktach, planszach przy autostradach typu: FUSS AUS GAS, a przy tym duża fotografia rodziny przepasana kirem, albo dziecko (zazwyczaj dziewczynka) trzymające fotografię rodziców również przepasaną kirem i napis w kilku językach np. zwolnij czekam na ciebie!. Inne fotografie żałobne to np. mama z córką z fotografią zmarłego ojca, inne jeszcze zmarłej matki. Jest to bardzo przygnębiajacy widok i nie wiem czy spełnia swoje zadanie. Nie dosyć, że autostradami jeździ również dużo osób o skłonnościach depresyjnych to zwykłych użytkowników dróg też rozpraszają takie fotografie i informacje. Nie wspominając już o kontrowersyjnym dla mnie używaniu dzieci do takich celów. Nawet to dziecko oraz jego rodzice użyci jako "modele" muszą odczuwać psychiczny dyskonfort takich manifestacji. Nie wiem czy jest to dla dobra tych dzieci i nie wiem czy ktokolwiek po ujrzeniu tych zdjęć zdejmuje nogę z gazu. Ja spostrzegam to jako bardzo przygnębiający widok,, zresztą nie tylko ja. . Zdjecia te pokazały się niedawno. Przedtem już przy drogach oprócz ostrzegawczych napisów na poboczach autostrad stały grupami ogromne krzyże biale lub czarne.
Bardziej przemawiają do mnie ostrzeżenia nasze, czyli na polskiej autustradzie z kierunku Zgorzelca i Olszyny gdzie na mostach są zamontowane ogromne tablice z czujnikami prędkości. Gdy zbliża się auto z większą niż 130 km/h predkoscią lub odpowiednio 110 km/h wyświetla się ostrzeżenie z tymi cyframi. "Bije" po oczach nie tylko tego, który tak "sunie" ale i nadjeżdżające auta, które z reguły zwalniają. Poza tym nikt nie jest na 100% przekonany czy nie zamontowano wreszcie kamer i czy za kilka dni nie otrzyma do domu wezwania do zapłacenia mnadatu z prześlicznym zdjęciem. Strach przed karami finansowymi najbardziej przemawia. Wreszcie udało nam się coś znacznie lepszego niż naszym zachodnim sąsiadom. Lepsze jest widmo mandatu niż zrozpaczonej buzi dziecka.
Najlepsza jednak jest bezpieczna jazda czego sobie i innym uczestnikom ruchu drogowego życzę, również na przyszłość.


Pomyłki się zdarzają

Zauważyłam we wpisie zachęcającym do czytania blogów na stronie głównej Portalu TG, że piszę o przedszkolu w Reptach Śl, więc wyjaśniam, że dziecię moje dziwnym zbiegiem okoliczności chodzi (dojeżdża) do przedszkola na oś. Przyjaźń pomimo iż jesteśmy mieszkańcami Centrum Tarnowskich Gór. Jest to przemiłe przedszkole Na Bajkowym Wzgórzu ul. Norweska, ze wspaniałą Panią dyrektorką i równie wspaniałą i życzliwą kadrą wychowawczyń i innych pracowniczek. Zresztą dzieciaczki też są przemiłe. W poprzednim wpisie wspominałam Repty z mojego dzieciństwa.
Piszę, pomyłki się zdarzają, gdyż własnie przygotowywałam do zeskanowania artykuły prasowe omnie do mojej strony www i dopiero teraz zauważyłam, że w jednym z nich mówiącym o moim zbiorze opowiadań byłam przedstawiona jako mieszkanka Rept Śl, nie wiem dlaczego. Zapewne musialam wspominać o dzieciństwie w rozmowie z Panem redaktorem. No cóż pomyłki się zdarzają.

Przy tej okazji jednak wrócę do tematu: Repty Śl.
W portalu społecznościowym Nasza-Klasa zauważyłam wpis w "śledziku" (od śledzenia), że na
YOU TUBE jest dodany film ZIEMIA REPECKA - BOŻE NARODZENIE.

Jest to bardzo sympatyczny filmik zrealizowany przez Repczan, również ks. proboszcza, a głównie przez Repczanina J.Walisko i organistę z kościoła pw Św. Mikołaja w Reptach w jednej osobie. Filmik z ładną kolędą w tle pokazuje prześliczną Betlyjkę z repeckiego kościoła jak również i repecki kościół, najstarszy w Tarnowskich Górach. Jest też na nim wspomniany przeze mnie w poprzednim wpisie o Jasełkach, kiwajacy głową murzynek. Dziecię moje gdy wrzuciło pieniążek chciało pomagać rączką w kłanianiu się główki murzynka. Ja w dzieciństwie też tak próbowałam. Dobrze, że murzynek przetrwał tyle lat i oparł się dziecięcej ciekawości. Należy też wybaczyć Repczanom reklamującym przy tej okazji na YOU TUBE ziemię repecką w Tarnowskich Górach ale tak przypuszczam, że to prawo wynika z senioratu Rept na Ziemi Tarnogórskiej.
W każdym razie jest to przemiły akcent na zakończenie okresu Bożego Narodzenia i zachęcam do zajrzenia do: YOU TUBE ZIEMIA REPECKA- BOŻE NARODZENIE.


Jasełka

Dzisiaj grupa przedszkolna dziecięcia, w Przedszkolu na Bajkowym Wzgórzu (Tarnowskie Góry - oś. Przyjaźń), wystawiała Jaseka dla babć i dziadków z okazji nadchodzacego ich świeta. Od kilku dni więc przygotowania szły pełną parą co my również odczuliśmy w domu gdyż dziecię tańczyło i śpiewało wykonując przy tym gesty zgodne z tekstami kolęd. Mnie najbardziej ubawiło wolne tłumaczenie dziecięcia: - ... by nas wyrwał z czartka nocy ..., prz czym szarpała rączkami powietrze. Na moje pytanie: kto to ten czartek? - Imię, nie wiesz o tym mamusiu? Gdy zaczęłam jej tłumaczyć, że czart to jest inne określenie diabła obraziła się uważając, że kłamię. Nie potrafię jej wytłumaczyć kto zacz ten czart i co to jest piekło. O mocach już nie wspomnę. Pamiętam (może raczej z opowiadań mamy) gdy w wieku trzech lub czterech lat podczas świąt bożonarodzeniowych w kościele gdy inni już się uciszyli całą mocą małego gardła zaśpiewałam z pierwszej ławki " ekselencencen" co miało oznaczać " in exels is Deo". Dziecię moje natomiast przeinacza z tej samej kolędy czyli Gdy się Chrystus rodzi: "Aniołowie się ładują", a najtrudniejszy fragment śpiewa bezbłędnie. Po wczorajszym zaproszeniu stryjecznej babki albo wujecznej ( osobistych babek już nie ma) i poprawkach aniołkowej sukienki dzisiaj był najważniejszy dzień dla naszego wstydliwego z natury dziecięcia bo pierwszy w jej życiu występ przed publicznością jaką tworzyli babcie i dziadkowie oraz kilkoro rodziców. Poczułam się więc "rozgrzeszona" i również zostałam na Jasełkach. Zrobiłam też pamiątkowe zdjęcia. Trema dziecię zjadła co było widać gołym okiem ale jednak nie uciekła ze swojego miejsca, a nawet tańczyła. Udało się to dzięki pomysłowości jej wychowawczyni Pani Kasi, która zastosowała drobny podstęp. Trudno życie nie składa się z samych udogodnień dokonywanych przez rodziców. Była to też bardzo ważna lekcja życia.
Pochwały dostała od nas ogromne jak również od cioci-babci i to ją w końcu podbudowało. Piszę, że nie uciekła gdyż przypomniał mi się jeden taki przypadek z moich lat szkolnych. Nie chodzi o mnie. Było to na wieczorze zorganizowanym przez szkołę również z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Występ słowno- muzyczny w okolicach Nowego Roku. Wtedy nie było jasełek. Ja byłam dość odważna i występowałam na takich imprezach deklamując wiersze i śpiewając. Były jednak dzieci, które na próbach wykonywały wszystko doskonale, a gdy przyszło do występu (my często wystepowaliśmy w sali budynku gminnego przed mieszkancami obu wsi) strach powodował, że nie mogły buzi otworzyć. Kiedyś jedna z dziewczynek z krzykiem rzuciła się w objęcia swojej mamy. Opowiedziałam ten przypadek dziecięciu aby ją przekonać, że była bardzo odważna i ładnie tańczyła.
Dla mnie ta impreza była tak stresująca jak i przygotowania do niej jakbym to ja sama miała w niej wziąć udział. Jasełka udały się dzieciaczkom bardzo. Tańczyły, śpiewały i deklamowały z dużym zaangażowaniem.


Skojarzenia

Dzisiejsza pogoda sprawiła, że skute lodem drzewa i krzewy szeleściły niczym gnieciony pergamin lub celofan w rękach. Gdy natomiast powiał wiatr to wysoko nad ziemią odzywały się perlistymi dzwoneczkami oblodzone gałęzie drzew. Widać było gołym okiem jak lód powoli ustępuje. Widok ten skojarzył mi się z efektownymi ciastami z "Pana Tadeusza" obrazującymi cztery pory roku. Niestety w realu do wiosny jeszcze jest daleko. Pomimo tego było to przyjemne skojarzenie.
Również wiadomość podana w dzienniku telewizyjnym o tym, że policja zna już nazwisko szwe/dz/kiego zleceniodawcy kradzieży napisu z nad bramy Obozu Auschwitz kojarzy mi się z ze znanym serialem "Ranczo" i porwaniem Amerykanki Lucy przez dwóch pijaczków. Zawrotne pieniądze w wysokości 50 tyś. zł, które mieli otrzymać za kradzież i zorganizowanie całego przedsięwzięcia polski biznesmen i jego kompani, o czym wcześniej też informował dziennik tv, brzmiały śmiesznie. Głupkowaty jakis ten biznezmen złodziej, który tyle ryzykuje za marne kilka tysięcy odliczając kompanów i koszty związane z dokonaniem tej kradzieży, przewozem napisu, itd.... Dobre i to pomyślałam bo byłoby już całkowitym dnem moralnym ( Polaków?) gdyby kradzież ta była sprawką złomiarzy. W końcu przecież i napis się znalazł, pocięty bo pocięty ale jest.
W sprawie mojej sagi i opinii dotyczącej książki pani krytkiczki literackiej również na zasadzie skojarzenia doszłam do wniosku, że powinnam mieć swoją stronę www gdzie będę mogła więcej pisać o swoich książkach i ewentualnie publikować ich fragmenty. Gdzież bowiem będę mogła przedstawiać informacje i swoje zdanie o utworach szerszemu kręgowi osób jak nie w internecie? Sama jestem ciekawa jak mi się to uda.
Obchodziliśmy również 100-u lecie Roty, właściwie to już było wczoraj.


Krytyka

Kilka dni temu przypadkowo zauważyłam blog krytycznoliteracki: A to książka właśnie!. Krytyczka literacka dr Bernadetta Dramska prowadząca ten blog pracująca w Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim poświęciła swój jeden wpis krytyczny mojej powieści "Trzy Rozalie i Ewa".
Krytyczka wysnuła z krótkich dwóch zdań notki wydawnictwa wniosek, że spisałam opowieści Ślązaczek. Wydawnictwo nigdy nie zadało mi pytania w jakim stopniu książka moja jest oparta o dokumenty.
Krytyczkę najbardziej irytuje nagromadzenie postaci, wymieszanie imion oraz brak finału.
Musiałam skomentować tą krytykę, co zdziwiło Panią krytyczkę, że sama piszę. Nie wiem, kto tak chętnie i szybko (wpis był z dn.18.12.2009) podjąłby się polemiki. Ja zaś otrzymałam dopiero moje egzemplarze 11.12.2009r.
Odpowiedziałam jej, że przez kilka pokoleń w śląskich rodach nagromadziło się wiele osób gdzie ich dzietność znana jest wszystkim, więc nie mogłam pominąć połowy potomstwa. Zresztą życie i problemy rodzin wielodzietnych różnią się bardzo od życia rodzin z jednym lub dwójką dzieci. Jest też całkiem inny "klimat" w takich rodzinach. Matki takich rodzin borykają się z całkiem innymi problemami.
Uważam i myślę, że się nie mylę, że jeśli ktoś lubi czytać to podczas czytania wyobraża sobie daną osobę (dane osoby). Tak więc całkiem inaczej wyobrazi sobie np. matkę z dziesięciorgiem czy jedenaściorgiem, sześciorgiem dzieci aniżeli z dwójką dzieci. Rodziny te będą się całkiem inaczej zachowywały. Zresztą i tak wprowadziłam bardzo mało osób epizodycznych. Jeśli chodzi o imiona, to tak jak w każdym pokoleniu, a nawet roczniku panuje moda na jakąś grupę imion. Uważny czytelnik nie pomyli się gdyż każdej postaci przypisywałam dodatkowy wyznacznik.
Stwierdziła też, że nie potrafię tak dobrze opowiadać aby słuchało się mnie ( jest to chyba przenośnia dotycząca wyobraźni) z wypiekami na twarzy.
Nie przekonałam krytyczki gdy zauważyłam, że nie było moim zamiarem napisania powieści sensacyjnej ani romansu ( nie chciałam napisać erotyku aby nie obrazić tej Pani gdyż każdy może pasjonować się aż do wystąpienia wypieków różnymi sprawami) gdyż pisałam sagę, która będzie miała ciąg dalszy. W innym przypadku dodałabym posłowie.
Mnie zdenerwowała bardzo opinia krytyczki, że w powieści jest mało literatury. Zaczęłam się zstanawiać o co jej chodzi. Nie jestem z wykształcenia polonistką ale natrafiłam w internecie na stronę o książce prof. literatury angielskiej i konparatystyki literackiej na Uniwersytecie Cornella, Jonathana Cullera.
W wydanej po polsku książce "Teoria Literatury" w II rozdziele omawia : Co to jest literatura.
W skrócie rzecz ujmując można by powiedzieć, że nie jest literaturą literatura fachowa, czy taka, która nie ma znaczenia praktycznego. Podaje również przykłady, że: "Dziwne losy Jane Eyre" Charlotty Brontie (znana u nas) jest bardziej biografią niż np. sonet a jest jednak literaturą, z kolei wiersz Roberta Burns'a "Miła ma jak czerwona róża" zdradza więcej podobieństwa do ludowej piosenki niż do "Hamleta" Szekspira ale też jest literaturą. Podaje również, że współczesne wiersze często są zapisywane jakby były rozmową, a jednak są literaturą.
Chciałam nawet zapytać Panią krytyczkę jak rozumie pojecie: literatura ale doszłam do wniosku, że i tak przecież będzie trwać przy swojej opinii.
Być może uważałaby, że mało literatury to znaczy mało opisów, za mało dialogów?
Jednak ja widziałam moją sagę w takiej formie gdzie będę mogła jeszcze wraacać do sytuacji i postaci w kolejnej lub kolejnych częściach.

Za oknem zima pokazuje przerażające lodowe piękno, w którym otoczenie wygląda jak bajkowe ciasto posmarowane lukrem z glancem z lodowymi pióropuszami ogołoconych z liści drzew, a ja zastanawiam się nad literackością w literaturze. Koniec, muszę popatrzeć przez chwilę na to ekscytujące piękno gdyż w myślach układają mi się przedziwnie piękne zimowe historyjki.



Noworoczne postanowienia

Rozpoczął się już nowy rok 2010 czas więc na "ulepszenie" siebie. Tak więc aby zrealizować swoje zobowiązania i marzenia postanawiam:
1) napisać nowelę współczesną
2) ukończyć drugi tom sagi i zadbać o jakiś element promocji
3) jeśli się uda ukończyć opowieść o przygodach grzecznej dziewczynki z nad Dramy
4) udoskonalić swój warsztat pisarski

Do tych postanowień dodaję jeszcze te całkiem prywatne:
5) zadbać bardziej o IKE i co najmniej raz w roku dopłacić do podstawowej składki
(dość mocno dziwi mnie fakt, że tylko 6000 osób zdecydowało się na dodatkową emeryturę /wg.
statystyk/ u tak dużego ubezpieczyciela jak PZU)
6) przyłożyć się do nauki j.angielskiego i wspomagać w tym zadaniu dziecię oraz męża, który musi
dokształcić się w tym języku
7) doprowadzić mój podmiejski ogród do wyglądu z przed dziesięciu lat
8) zadbać o lepsze MBI zwłaszcza w zw. z wprowadzeniem "rozbierających" skanerów na lotniskach
(co prawda na razie w Anglii ale nigdy nie wiadomo), a trudno z tego powodu ograniczać sobie
możliwość podróżowania tym bardziej, że w przeszłości zadarzyła mi się konieczność
natychmiastowego skonsumowania butelki mleka dziecięcia, a innym razem soczku w obecności
odpowiednich pracowników lotniska, w Niemczech na jednym lotnisku trzeba było całkowicie
rozebrać co do jednego elementu aparat fotograficzny lub dać się oklepać urządzeniem pod
pachami i między nogami; natomiast na Balicach nie musiałam nawet ściągać butów, w Tunezji
mogłam wnieść do samolotu litrową butlę coca-coli; tyle przykładów) oraz w zw. z tymi skanerami
zakupić bezszwową bieliznę korygujacą (nie wytrzymałabym gdyby było mi widać jakis krzywy szew
w (niewymownej) bieliźnie.
Lepsze MBI przyda mi się nie tylko w zw. z lotniskowymi skanerami tym niemniej sposoby walki z
terrorystami dokonywane na ludziach nie mających zamiaru wysadzać samolotów są coraz bardziej
upokarzające.
9) spróbować przebudować garaż aby zimową porą walka z odśnieżaniem była dziecinnie łatwa
10) zrealizować najbardziej nieoczekiwany kaprys jako, że muszę zrobić coś dla swojej wyłącznej
przyjemności.

No cóż, czas pokaże co zrealizuję. Póki co zwykłą dostępną mi czcionką:


Życzę blogowiczom i wszystkim ludziom dobrej woli
wszelakiego dobra oraz zdrowia i pomyślności
na cały 2010 rok.

http://www.icq.com/img/friendship/static/card_16961_rs.swf




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |