Co dalej z UNESCO?

Po pierwsze ogromna radość. Minionej niedzieli dało się ją poczuć w każdym zaułku miasta. Trzeba mieć jednak świadomość, że ten ogromny wysiłek ludzi zaangażowanych w walkę o patronat UNESCO mógłby zwyczajnie pójść na marne,gdyby nie szereg sprzyjających okoliczności (lokalizacja szczytu UNESCO w Polsce, brak innego polskiego kandydata czy wreszcie Polak w roli przewodniczącego komisji decyzyjnej). Przypominam o tym nie bez kozery. Wszak rzeczą zgoła jasną jest, że tarnogórska kopalnia srebra to nie Wiszące ogrody Semiramidy. Potwierdza to fakt, że jedno z ciał doradczych komisji UNESCO miało postulować o zawieszenie decyzji, aby mogło przeprowadzić jeszcze szereg dodatkowych badań mających pomóc w werdykcie: czy aby na pewno tarnogórska kopalnia winna znaleźć się w elitarnym gronie zabytków klasy światowej.
Teraz to jednak już mało istotne. Należy bezwzględnie wykorzystać tę szansę daną od losu i wywalczoną dzięki wysiłkom ludzi, którzy nie porzucili wiary w sukces. Chwała Wam za to. Dziękuję z serca, jako mieszkaniec miasta - Tarnogórzanin.
Następnie proszę wszystkich decydentów: nie roztrwońcie tej szansy. Wiele trzeba nadrobić, żeby uczciwie móc przyciągać tutaj tłumy turystów. Pamiętajcie, że cały ten wielki obszar rozciągający się od hałdy popłuczkowej, rezerwatu buków Segiet, aż po Park w Reptach, Bobrowniki, powinien być teraz traktowany jako składowa elementów "kulturowego krajobrazu" - że to ziemia, w której odcisnęla się opowieść ludzkiego przemysłu - opowieść, która nie jest już tylko naszym dziedzictwem, ale dziedzictwem świata pozostawionego przyszłości. Dlatego traktujcię tę przestrzeń z czułością i ostrożnością, bo jeśli rys hałd, ślady dróg, oblicze Srebrnej Góry znikną za mało powabnymi sylwetkami zabudowań, szeregowców, pod ciężarem osiedli rozprzestrzeniających się coraz mocniej w tamtą stronę, to nikt nie będzie w stanie przeczytać naszej historii, odkryć prawdy jej piękna.
Bolesną lekcją powinien być brak zamków i pałacu pozostawionych przez rodzinę Donnersmarck, której losy jak żadnej chyba innej nie splotły się z dziejami kopalni. Gdyby przetrwały o ileż nasza propozycja turystyczna byłaby dzisiaj bardziej pełna, kompletna.


Generał Ziętek otwiera kampanię samorządową

Przed kilkoma tygodniami w moje ręce wpadł jeden z numerów lokalnie wydawanego tygodnika. Autor artykułu, na pierwszej stronie opisywał postać świętej pamięci generała Jerzego Ziętka. Był to rodzaj portretu, na który składały się cytowane wypowiedzi kilku lokalnych włodarzy, wszystkie osadzone na szkielecie własnych refleksji piszącego ów tekst dziennikarza. Sylwetka generała widziana weń była niejako "zza płota", oczyma jego sąsiadów. Z tej perspektywy można było dostrzec postać zgarbionego, starszego człowieka poruszające się z trudem, podpierającego się laską - "dziadka o kryce ". Z tonu dziennikarza emanawał swoisty żal i brak zrozumienia dla krzywdy jaką zadaje się pamięci generała, próbując dostrzec w nim także, czy raczej przede wszystkim, wysoko postawionego funkcjonariusza aparatu PRL.
Zabieg zderzenia ze sobą tych dwóch porządków - tego co lokalne, sąsiedzkie, z tym co narodowe, z tym co dyktuje narracja ośrodków podobnych do IPN, kreuje linię sporu - granicę, wobec której czytelnik musi opowiedzieć się po jakiej stronie barykady staje - to coś jak zbiorowy sąd (samosąd)nad wizerunkiem generała.
A więc po jednej stronie mamy postać, która jest członkiem Komitetu Centralnego PZPR, Zastępcą Przewodniczącego Rady Państwa w latach 1980 - 1985, z drugiej zaś "naszego Jorga", twórcę Górnośląskiego Centrum Rehabilitacji, sąsiada, a my czytelnicy pomiędzy tymi dwiema postaciami generałów musimy teraz zdecydować - czy okażemy się bardziej ludzcy, czy bardziej formalni, ale bezduszni. Ów wybór jednak, w swej istocie, do złudzenia przypomina wybór jaki stanął przed fredrowskim osiołkiem (z tym wyjątkiem, że tamten otrzymał jednak jakąś konkretną propozycję). Podejrzewam, że następstwa mogą być takie same.
Chcę tutaj pominąć fakt, że próba konfrontacji ze sobą tych dwóch, jakże odrębnych optyk i systemów wartości jest zabiegiem raczej odważnym, a w logice móglby zostać uznana jako błąd, a przynajmniej brak konsekwencji. Dzieli je głęboka różnica aksjologiczna - upraszczjąc - to dwa odrębne światy, podlegające zupełnie innym ocenom. Jednakże rzeczywistość zwykła wymykać się laboratoryjnym prawidłom profesjonalnego myślenia, a znana maksyma głosi, że w "polityce nie ma rzeczy niemożliwych" - wobec tego Arystoteles musi pozostawać człowiekiem bezradnym.
Zatem raz jeszcze: moim zdaniem zbliżająca się milowymi krokami kampania samorządowa swoją linię frontu będzie rozpościerać właśnie na tej osi - na zderzeniu tego co stanowi lokalną, sąsiedzką opowieść, z tym co stanowi "wielką" narrację historyczną. I oczywiście nie chodzi tutaj o postać generała, która w tej grze traktowana jest jak kukła.
Jestem przekonany, że w ustach kandydatów na urzędy pojawią się dużo częściej niz zwykle regionalizmy typu: "U nos", "Po noszemu", "Chop robotny, ze stąd" abo "Naszo gryfno frelko ". Nie dajmy się jednak zwieść temu anturarzowi - to nie będzie bynajmniej deklaracja uczciwej pracy u podstaw (jak mogłoby się zdawać na pierwszy rzut oka), ale pełnokontaktowa wojna ideowa (oczywiście głównie na własny użytek).

...swoją drogą i już zupełnie na marginesie - Kiedy przyglądam się popiersiu generała w Gornośląskim Centrum Rehabilitacji, które jest szpitalem jego imienia, zawsze przeżywam coś w rodzaju dysonansu poznawczego - pytam sam siebie: Jak to? Szpital im generała? A nie na przykład znanego lekarza, wynalazcy szczepionki albo jakiejś penicyliny? Zadaję sobie to pytanie, ale też niespecjalnie się przy tym obruszam. Raczej po prostu puszczam je mimo uszu i idę w swoją stronę spokojnie. Jednak gdyby wyobrazić sobie analogiczną sytuację, podczas wycieczki w którymś z miast byłego Związku Radzieckiego - dajmy na to np: "Szpital Kliniczny im.gen. Fiodora Aleksjejewicza", kiedy zostalibyśmy oderwani od własnego kontekstu lokalności, to wówczas, mimowolnie mogłaby narodzić się w człowieku niewybredna konstatacja typu: "Te Ruskie to są jednak cepy".
Proszę mnie źle nie zrozumieć. Bynajmniej nie staram się tu wnioskować o zmianę patrona GCR-U. Chodzi mi raczej o to, żeby zamanifestować swoje zdumienie jak mocno tkankę naszego myślenia, postrzegania, języka przerosła postsowiecka doktryna i bardzo na co dzień nie zdajemy sobie sprawy. Żyjemy w przeświadczeniu, że okrucieństwa komunizmu nie dotknęły nas zbyt głęboko, że udało nam się "ich przechytrzyć", że ukryliśmy sìę bezpiecznie w "najweselszym baraku " byłego obozu, ale to nie jest prawda. W tym czasie kłamstwo stało się naszą naturą - kłamstwo określa naszą tożsamość, nieodwracalnie zrosło się z nami - jest w nas i jest nami. Nosimy w sobie szereg przeświadczeń wyniesionych z podręczników i książek pisanych ręką systemu. Często drzemie one w nas zupełnie nieużywane i takie są jeszcze bardziej niebezpieczne, bo w ukryciu nie są poddawane żadnej weryfikacji.
Taki też jest ten portret generała. Jego mechanizm jakim się karmi przypomina mi sytuację, kiedy w niewielkiej społeczności nagle wychodzi na jaw, że dobrodziej, człowiek poważany, ksiądz kanonik molestował seksualnie nieletnią. "To niemożliwe " - powtarzają wówczas wszyscy we wsi. "To musi być klamstwo" - próbują oczyścić siebie i jego z winy.
Trzeba pamiętać zawsze, że "beczkę soli zjesz a na człowieku się nie poznasz". Jednak nie należy pozbywać się z pamięci także faktu, że Gornośląskie Centrum Rehabilitacji powstało na zgliszczach podpalonego domu, że chorzowski Ogród Zoologiczny otwiera brama wyszabrowana z dogasającego pałacu - wyrwana z wrót czyjegoś domu, że kiedy generał dzieli władzę jego partyjni pobratyńcy deportują do Izraela resztki przeżyłej Holokaust ludności polskiej pochodzenia żydowskiego, a na "łączce "na Cmentarzu Powązkowskim potajemnie grzebane są zwłoki mordowanych w piwnicach żołnierzy Armii Krajowej. Tak, nasz świat został zbudowany na zgliszczach i zbyt wielu stało się ofiarą pod jego podwaliny. Jest zbyt drogi, przepłacony. Nie powinniśmy się wyrzekać tej prawdy.


Smog w TG - rozmowa z Dr inż. Mieczysławem Żeglinem

Publikuję dziś swoją rozmowę z dr inż. Mieczysławem Żeglinem, absolwentem LO im. St. Staszica w Tarnowskich Górach oraz Politechniki Śląskiej w Gliwicach, gdzie na Wydziale Inżynierii Środowiska i Energetyki uzyskał stopień naukowy doktora nauk technicznych.
W nocy poprzedzającej tę publikacji w Zabrzu (to najbliższy Tarnowskim Górom punkt prowadzący stały monitoring jakości powietrza)odnotowano ponad 800 jednostek pyłu zawieszonego PM10. Trudno stwierdzić jakie stężenie mieliśmy tu na miejscu, bo stacja przy ulicy litewskiej ze względu na swój charakter podaje wyniki badań z prawie dwumiesięcznym opóźnieniem. Jednak nad ranem nawet gołym okiem można było ocenić, że raczej nie odstajemy od reszty regionu.
Poniżej publikuję treść mojej niedawnej rozmowy i zapraszam do lektury


Krzysztof Tomanek: Mam wrażenie, że duża część tarnogórzan bagatelizuje problem smogu, choć może raczej powinienem powiedzieć, że funkcjonuje coś jakby odruch obronny podobny do tego kiedy chory nie przyznaje się sam przed sobą do choroby. Jest kilka form tego wyparcia - z jednej strony padają deklaracje wiary w wyjątkowość lokalizacji Tarnowskich Gór, dzięki której miasto miałyby być ostatnią w aglomeracji enklawą czystego powietrza,  z drugiej zaś pojawiają się uspokajające zapewnienia typu: "a za komuny to dopiero było zanieczyszczenie" albo "kiedyś śmierdziało i nikt się tym nie przejmował","nie dajmy się zwariować mediom". Jakie powinno być według Pana uczciwe, a przede wszystkim właściwe podejście do smogu?

Mieczysław Żeglin: Smogiem (ang. smog = smoke + fog, czyli dym + mgła) nazywana jest sytuacja atmosferyczna, polegająca na współwystępowaniu zanieczyszczeń powietrza i niekorzystnych zjawisk naturalnych. W ekstremalnych warunkach smog prowadzi do zagrożenia zdrowia i życia człowieka (vide wielki smog londyński w grudniu 1952 r.). To z czym aktualnie mamy do czynienia to epizody podwyższonych stężeń pyłu zawieszonego PM10, którego stężenia przekraczają dopuszczalny poziom średniodobowy, wynoszący 50 µg/m3.
Sytuacja taka występuje notorycznie od wielu lat i jest spowodowana głównie stosowaniem paliw stałych do ogrzewania mieszkań. Dodatkowo niskie temperatury i niekorzystne zjawiska meteorologiczne, ograniczające przepływ powietrza pogarszają sytuację, co ma miejsce w tym roku. Widoczna jest zależność, że im większy udział niskiej zabudowy mieszkalnej na terenie miasta, tym stężenia pyłu wyższe (stąd też najwyższe stężenia pyłu występują w Rybniku i Wodzisławiu, a niższe w Tychach czy Sosnowcu). Problem ten występuje także w mniejszych miejscowościach, szczególnie tych o gęstej zabudowie.
W przeszłości, w latach 70-80. XX wieku, sytuacja była jeszcze gorsza, z uwagi na zdecydowanie wyższą emisję przemysłową. Działania podejmowane po 2000 roku, np. programy ograniczenia niskiej emisji nie przyniosły oczekiwanych efektów. Muszą być jednak konsekwentnie prowadzone i są, czego przykładem jest opracowana w województwie śląskim uchwała antysmogowa (podobna uchwała została już wprowadzona przez sejmik województwa małopolskiego), której pierwsze postanowienia mają obowiązywać jeszcze w tym roku.


Krzysztof Tomanek: Kraków powoli zaczyna przyznawać się także do popełnionych błędów. Otwarcie mówi się już o tym, że zbyt lekkomyślnie pozwolono np. na budowę wysokich budynków na rogatkach miasta, których obecność domknęła naturalne i nieliczne kanały wentylacyjne miasta.
Tarnowskie Góry obecnie przeżywają boom jeśli chodzi o budownictwo osiedli niskiej jednorodzinnej zabudowy - jej ekspansja w okalające miasto tereny zielone (pola uprawne, łąki, parki i lasy) powoduje, że miasto ustawicznie zwiększa liczbę swoich mieszkańców. Tak realizuje się jedno z wielkich marzeń tzw. klasy średniej o domku z kominkiem na przedmieściach, blisko lasu. Czy Pana zdaniem w ten naturalny proces powinny zapuszczać się "macki centralnego planowania"?
Na ile władza w tym przypadku powinna mieć prawo żeby zaglądać w domowe ognisko - do kominka albo piwnicznej kotłowni?

Mieczysław Żeglin: Głównym źródłem problemu jest gęsta niska zabudowa, bazująca na paliwach stałych. Powinno to być brane pod uwagę w procesach planowania. Bardziej rozproszona zabudowa i odejście od stosowania paliw stałych, głównie na rzecz gazu, energii elektrycznej i innych ekologicznych źródeł, a przede wszystkim dobra izolacja termiczna budynków. Te wymagania powinny być wprowadzane już na etapie uzgadniania warunków zabudowy.

Krzysztof Tomanek: Przed niespełna dwoma laty Tarnowskie Góry wprowadziły specjalny program, dzięki któremu można otrzymać dofinansowanie przy zakupie pieca węglowego czwartej lub piątej klasy emisji, a także dofinansowuje termomodernizację budynków mieszkalnych. Rocznie aprobatę uzyskuje kilkadziesiąt wniosków. W Piekarach Śląskich podobny program funkcjonuje już od prawie dwunastu lat. Czy to jest realna szansa na poprawę jakości powietrza? Kiedy według Pana można by spodziewać się odczuwalnych efektów tego działania?

Mieczysław Żeglin: Efekty podejmowanych działań będą widoczne jeżeli działania zostaną przeprowadzone na dużą skalę. Wymiana kilkudziesięciu kotłów w miejscowości liczącej około 24 tysięcy mieszkań, z czego kilka tysięcy posiada własne źródło ciepła pozostanie bez zauważalnego wpływu na jakość powietrza. Często efekty ekologiczne takich działań są niwelowane wskutek stosowania niewłaściwych paliw i odpadów, a trzeba wziąć jeszcze pod uwagę napływ zanieczyszczeń z sąsiednich miejscowości. Tu jednak położenie Tarnowskich Gór jest stosunkowo korzystne w porównaniu do większości miast Aglomeracji Śląskiej

Krzysztof Tomanek: Na koniec zadam jeszcze jedno pytanie: czy uważa Pan, że najbliższe stacje pomiarowe (Zabrze, Gliwice, Częstochowa) mogą być w jakiś sposób miarodajne dla naszego powiatu? Czy przydałaby się jednak stacja tu na miejscu, w mieście? Pamiętam, że w czasie pierwszego nasilenia się smogu, początkiem stycznia, wojewódzka stacja kontroli na pytanie: jaki mamy stopień zanieczyszczenia w mieście wyrażała się cokolwiek mało precyzyjnie: "na pewno 200 jednostek, a najprawdopodobniej 300" - brzmiał oficjalny komunikat.

Mieczysław Żeglin: Uruchomienie automatycznej stacji monitoringowej, wchodzącej w skład krajowej sieci monitoringu jakości powietrza, to olbrzymie koszty (rzędu kilkuset tysięcy złotych). Taka stacja musi być lokowana w znacznym oddaleniu od źródeł emisji (pełni ona funkcję stacji tłowej) i nie daje pełnego przeglądu sytuacji w mieście. Oczywiście jeżeli są tam obserwowane przekroczenia norm, to możemy być pewni, że tym bardziej mają one miejsce na obszarach występowania źródeł emisji, ale już skali tych przekroczeń nie znamy.
Dobrym pomysłem jest zastosowanie wielu mobilnych mierników (aktualnie takie mierniki są dostępne w handlu), które przy zastosowaniu odpowiedniej aplikacji pozwalają na opracowanie mapy stężeń zanieczyszczenia na obszarze miasta. Opieranie się na danych ze stacji monitoringu w Zabrzu, Gliwicach czy Częstochowie może dawać pewną orientację, bo często epizody smogowe mają charakter regionalny, ale poziomy stężeń na tych stacjach i w Tarnowskich Górach mogą różnić się znacznie.
W Tarnowskich Górach, na stacji tła przy ulicy Litewskiej, prowadzone są pomiary manualne stężeń pyłu PM10 i PM2.5, metali ciężkich (ołów, kadm, nikiel) i metaloidów (arsen) oraz BAP (benzo(a)piren) w ramach monitoringu powietrza, prowadzonego przez WIOŚ w Katowicach. Dane są dostępne na stronie internetowej Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.


Smog bez kontroli

Jeśli oddychamy spokojnie gdyż Tarnowskie Góry nie figurują w żadnym z rankingów zanieczyszczeń powietrza, to zapewne dlatego, ze brak nam zmysłu powonienia oraz zdrowego rozsądku. Kiedy dziś rano moja żona zadzwoniła do tarnogórskiego ratusza, żeby zorientować się jaki jest stan powietrza w mieście, nikt nie był w stanie udzielić jej tej informacji. Odniosła takze wrazenie, ze jej pytanie wywołało wśród urzędników spore zaskoczenie, czy nawet popłoch. Dopiero w Katowicach, w wojewodzkiej stacji kontroli, dowiedziała się, ze Tarnowskie Góry, jako takie, nie podlegają monitoringowi a jedynie wrzuca się je do jednego worka z całą tzw: "północną częścią regionu" i szacuje się, ze w TG wartość pyłów zawieszonych osiągneła 202. jednostki.
Władze samorządowe zobowiązane są ustawowo do informowania o zanieczyszczeniu, kiedy wartość pyłu zawieszonego przekroczy 200, kiedy przekroczy 300 muszą ogłosić stan alarmowy i wprowadzić darmową komunikację miejską.
Póki co koło czternastej na stronach Urzędu Miejskiego pojawił się plik z komunikatem z wojewodzkiego ośrodka, ze pewnikiem jest "200, a najprawdopodobniej 300" - jednakże przy takiej precyzji dokonywanego pomiaru moze okazać się, ze jest 400 albo 500. Zatrważające.

Muszę także napisać słowo dezaprobaty w kierunku lokalnych mediów, które w moim odczuciu, podobnie jak Samorządowcy, zawiodły. Wszak do ich najzwyklejszych obowiązków winno należeć ostrzeganie i informowanie lokalnej spoleczności w przypadku wystąpienia podobnych okoliczności. Winny przewidywać, badać i odpowiadać w porę na realne potrzeby. Niestety odnoszę wrażenie, ze prym wiedzie tania rozrywka lokalnego politykierstwa. Dykcja, ktora koncentruje się na tym co kto ma w portfelu albo w portkach - sprawa pewnie dla wielu istotna, ale nie zapominajmy, ze jednak drugorzędna.


Życzenia na trudne święta

W ten trudny czas chcę złożyć Państwu życzenia świąt spokojnych. Świąt nade wszystko pełnych bliskości. Takiej bliskości, która wypełnia dom - która jest Domem. Żeby jej ciepło promieniowało na osiedla, ulice, miasta - to przecież jest i zawsze było jednym z naszych największych marzeń - marzeń o bezgranicznym doświadczeniu wspólnoty.
Nie dajmy więc sobie wmówić komukolwiek, że różnimy się od siebie za bardzo. Tylko wówczas zdołamy zatrzymać się przed najgorszym.
Pozdrawiam

"Rabbi Michał nakazał synom: <<Módlcie się za waszych nieprzyjaciół, żeby im się wszystko darzyło. I nie myślcie, że to nie jest Boża służba: to właśnie, bardziej niż wszelka modlitwa, jest służbą Bożą>>"
(fragment z "Opowieści Chasydów" Martin Buber, "W drodze" Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów, Poznań 1986)




Spotkanie poetyckie z Karolem Samselem

Po raz drugi będziemy mieli okazję spotkać się z Karolem Samselem, poetą, doktorem Wydziału Polonistyki, doktorantem filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Po ponad trzech latach autor powraca do „Innego Śląska”, przywozi swoją najnowszą książką p.t. „Jonestown”. Jak pisze Konrad Zych w recenzji tego tomu: „Tytuł książki poetyckiej sugeruje rewizję jednego z wielkich marzeń nowoczesności. Marzenia o świecie koniecznym – świecie oczyszczonym z przypadku (…)”. Zapraszamy do wysłuchania tych wierszy i rozmowy z autorem. Rozpoczynamy o osiemnastej już w najbliższy wtorek dwunastego kwietnia.


Projekt KineDok w Galerii Sztuki „Inny Śląsk”

Galeria Sztuki „Inny Śląsk” została zaproszona do udziału w międzynarodowym projekcie o nazwie KineDok. KineDok to unikalny międzynarodowy klub filmowy oraz alternatywna platforma dystrybucyjna skupiająca zarówno miłośników, jak i twórców kina dokumentalnego. W ramach tego projektu nieodpłatnie będą pokazywane wybrane przez selekcjonerów KineDok europejskie filmy dokumentalne. Zobaczymy filmy prezentowane i nagradzane na polskich festiwalach filmowych, takie jak „Efekt domina” Eweliny Niewiery i Piotra Rosołowskiego, „Toto i jego siostry” Alexandra Nanau, „Na zakręcie” Gábora Hörchera, ale też filmy premierowe, które dopiero rozpoczynają swoje życie festiwalowe.
Wszystkie pokazywane tytuły to produkcje z lat 2014 i 2015, prezentowane zatem będzie najnowsze kino dokumentalne z szerokim przekrojem tematycznym i wyrazistymi bohaterami. Pokazy odbędą się w 25 miejscach w Polsce – w dużych i zupełnie małych miastach, potrwają do końca roku. Dużą atrakcją projekcji będę także spotkania z twórcami i gośćmi związanymi z tematyką filmu, a także różnorodne wydarzenia towarzyszące.
Projekt jest realizowany od 2015 roku, inicjatorem oraz głównym organizatorem jest Instytut Filmu Dokumentalnego z siedzibą w Pradze, a koordynatorem w Polsce jest Krakowska Fundacja Filmowa, organizator jednego z najstarszych w Europie festiwali filmowych – Krakowskiego Festiwalu Filmowego. W 2016 projekt KineDok realizowany jest w Czechach, Rumunii, Chorwacji, Polsce, Norwegii, na Słowacji oraz na Węgrzech.
Galeria Sztuki “ Inny Śląsk” 22 marzec 2016r. godz. 20.00
- School Time for Miss Roma - Miss Romów reżyseria Vesna Cudic
Dokument, nakręcony w romskiej osadzie na głębokiej prowincji Chorwacji, kreśli intymny portret żeńskiej społeczności, podkreślając konflikt między marzeniami kobiet i brakiem możliwości ich realizacji.




strona :  1 |  2 |  3 |