Smog w TG - rozmowa z Dr inż. Mieczysławem Żeglinem

Publikuję dziś swoją rozmowę z dr inż. Mieczysławem Żeglinem, absolwentem LO im. St. Staszica w Tarnowskich Górach oraz Politechniki Śląskiej w Gliwicach, gdzie na Wydziale Inżynierii Środowiska i Energetyki uzyskał stopień naukowy doktora nauk technicznych.
W nocy poprzedzającej tę publikacji w Zabrzu (to najbliższy Tarnowskim Górom punkt prowadzący stały monitoring jakości powietrza)odnotowano ponad 800 jednostek pyłu zawieszonego PM10. Trudno stwierdzić jakie stężenie mieliśmy tu na miejscu, bo stacja przy ulicy litewskiej ze względu na swój charakter podaje wyniki badań z prawie dwumiesięcznym opóźnieniem. Jednak nad ranem nawet gołym okiem można było ocenić, że raczej nie odstajemy od reszty regionu.
Poniżej publikuję treść mojej niedawnej rozmowy i zapraszam do lektury


Krzysztof Tomanek: Mam wrażenie, że duża część tarnogórzan bagatelizuje problem smogu, choć może raczej powinienem powiedzieć, że funkcjonuje coś jakby odruch obronny podobny do tego kiedy chory nie przyznaje się sam przed sobą do choroby. Jest kilka form tego wyparcia - z jednej strony padają deklaracje wiary w wyjątkowość lokalizacji Tarnowskich Gór, dzięki której miasto miałyby być ostatnią w aglomeracji enklawą czystego powietrza,  z drugiej zaś pojawiają się uspokajające zapewnienia typu: "a za komuny to dopiero było zanieczyszczenie" albo "kiedyś śmierdziało i nikt się tym nie przejmował","nie dajmy się zwariować mediom". Jakie powinno być według Pana uczciwe, a przede wszystkim właściwe podejście do smogu?

Mieczysław Żeglin: Smogiem (ang. smog = smoke + fog, czyli dym + mgła) nazywana jest sytuacja atmosferyczna, polegająca na współwystępowaniu zanieczyszczeń powietrza i niekorzystnych zjawisk naturalnych. W ekstremalnych warunkach smog prowadzi do zagrożenia zdrowia i życia człowieka (vide wielki smog londyński w grudniu 1952 r.). To z czym aktualnie mamy do czynienia to epizody podwyższonych stężeń pyłu zawieszonego PM10, którego stężenia przekraczają dopuszczalny poziom średniodobowy, wynoszący 50 µg/m3.
Sytuacja taka występuje notorycznie od wielu lat i jest spowodowana głównie stosowaniem paliw stałych do ogrzewania mieszkań. Dodatkowo niskie temperatury i niekorzystne zjawiska meteorologiczne, ograniczające przepływ powietrza pogarszają sytuację, co ma miejsce w tym roku. Widoczna jest zależność, że im większy udział niskiej zabudowy mieszkalnej na terenie miasta, tym stężenia pyłu wyższe (stąd też najwyższe stężenia pyłu występują w Rybniku i Wodzisławiu, a niższe w Tychach czy Sosnowcu). Problem ten występuje także w mniejszych miejscowościach, szczególnie tych o gęstej zabudowie.
W przeszłości, w latach 70-80. XX wieku, sytuacja była jeszcze gorsza, z uwagi na zdecydowanie wyższą emisję przemysłową. Działania podejmowane po 2000 roku, np. programy ograniczenia niskiej emisji nie przyniosły oczekiwanych efektów. Muszą być jednak konsekwentnie prowadzone i są, czego przykładem jest opracowana w województwie śląskim uchwała antysmogowa (podobna uchwała została już wprowadzona przez sejmik województwa małopolskiego), której pierwsze postanowienia mają obowiązywać jeszcze w tym roku.


Krzysztof Tomanek: Kraków powoli zaczyna przyznawać się także do popełnionych błędów. Otwarcie mówi się już o tym, że zbyt lekkomyślnie pozwolono np. na budowę wysokich budynków na rogatkach miasta, których obecność domknęła naturalne i nieliczne kanały wentylacyjne miasta.
Tarnowskie Góry obecnie przeżywają boom jeśli chodzi o budownictwo osiedli niskiej jednorodzinnej zabudowy - jej ekspansja w okalające miasto tereny zielone (pola uprawne, łąki, parki i lasy) powoduje, że miasto ustawicznie zwiększa liczbę swoich mieszkańców. Tak realizuje się jedno z wielkich marzeń tzw. klasy średniej o domku z kominkiem na przedmieściach, blisko lasu. Czy Pana zdaniem w ten naturalny proces powinny zapuszczać się "macki centralnego planowania"?
Na ile władza w tym przypadku powinna mieć prawo żeby zaglądać w domowe ognisko - do kominka albo piwnicznej kotłowni?

Mieczysław Żeglin: Głównym źródłem problemu jest gęsta niska zabudowa, bazująca na paliwach stałych. Powinno to być brane pod uwagę w procesach planowania. Bardziej rozproszona zabudowa i odejście od stosowania paliw stałych, głównie na rzecz gazu, energii elektrycznej i innych ekologicznych źródeł, a przede wszystkim dobra izolacja termiczna budynków. Te wymagania powinny być wprowadzane już na etapie uzgadniania warunków zabudowy.

Krzysztof Tomanek: Przed niespełna dwoma laty Tarnowskie Góry wprowadziły specjalny program, dzięki któremu można otrzymać dofinansowanie przy zakupie pieca węglowego czwartej lub piątej klasy emisji, a także dofinansowuje termomodernizację budynków mieszkalnych. Rocznie aprobatę uzyskuje kilkadziesiąt wniosków. W Piekarach Śląskich podobny program funkcjonuje już od prawie dwunastu lat. Czy to jest realna szansa na poprawę jakości powietrza? Kiedy według Pana można by spodziewać się odczuwalnych efektów tego działania?

Mieczysław Żeglin: Efekty podejmowanych działań będą widoczne jeżeli działania zostaną przeprowadzone na dużą skalę. Wymiana kilkudziesięciu kotłów w miejscowości liczącej około 24 tysięcy mieszkań, z czego kilka tysięcy posiada własne źródło ciepła pozostanie bez zauważalnego wpływu na jakość powietrza. Często efekty ekologiczne takich działań są niwelowane wskutek stosowania niewłaściwych paliw i odpadów, a trzeba wziąć jeszcze pod uwagę napływ zanieczyszczeń z sąsiednich miejscowości. Tu jednak położenie Tarnowskich Gór jest stosunkowo korzystne w porównaniu do większości miast Aglomeracji Śląskiej

Krzysztof Tomanek: Na koniec zadam jeszcze jedno pytanie: czy uważa Pan, że najbliższe stacje pomiarowe (Zabrze, Gliwice, Częstochowa) mogą być w jakiś sposób miarodajne dla naszego powiatu? Czy przydałaby się jednak stacja tu na miejscu, w mieście? Pamiętam, że w czasie pierwszego nasilenia się smogu, początkiem stycznia, wojewódzka stacja kontroli na pytanie: jaki mamy stopień zanieczyszczenia w mieście wyrażała się cokolwiek mało precyzyjnie: "na pewno 200 jednostek, a najprawdopodobniej 300" - brzmiał oficjalny komunikat.

Mieczysław Żeglin: Uruchomienie automatycznej stacji monitoringowej, wchodzącej w skład krajowej sieci monitoringu jakości powietrza, to olbrzymie koszty (rzędu kilkuset tysięcy złotych). Taka stacja musi być lokowana w znacznym oddaleniu od źródeł emisji (pełni ona funkcję stacji tłowej) i nie daje pełnego przeglądu sytuacji w mieście. Oczywiście jeżeli są tam obserwowane przekroczenia norm, to możemy być pewni, że tym bardziej mają one miejsce na obszarach występowania źródeł emisji, ale już skali tych przekroczeń nie znamy.
Dobrym pomysłem jest zastosowanie wielu mobilnych mierników (aktualnie takie mierniki są dostępne w handlu), które przy zastosowaniu odpowiedniej aplikacji pozwalają na opracowanie mapy stężeń zanieczyszczenia na obszarze miasta. Opieranie się na danych ze stacji monitoringu w Zabrzu, Gliwicach czy Częstochowie może dawać pewną orientację, bo często epizody smogowe mają charakter regionalny, ale poziomy stężeń na tych stacjach i w Tarnowskich Górach mogą różnić się znacznie.
W Tarnowskich Górach, na stacji tła przy ulicy Litewskiej, prowadzone są pomiary manualne stężeń pyłu PM10 i PM2.5, metali ciężkich (ołów, kadm, nikiel) i metaloidów (arsen) oraz BAP (benzo(a)piren) w ramach monitoringu powietrza, prowadzonego przez WIOŚ w Katowicach. Dane są dostępne na stronie internetowej Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.


Smog bez kontroli

Jeśli oddychamy spokojnie gdyż Tarnowskie Góry nie figurują w żadnym z rankingów zanieczyszczeń powietrza, to zapewne dlatego, ze brak nam zmysłu powonienia oraz zdrowego rozsądku. Kiedy dziś rano moja żona zadzwoniła do tarnogórskiego ratusza, żeby zorientować się jaki jest stan powietrza w mieście, nikt nie był w stanie udzielić jej tej informacji. Odniosła takze wrazenie, ze jej pytanie wywołało wśród urzędników spore zaskoczenie, czy nawet popłoch. Dopiero w Katowicach, w wojewodzkiej stacji kontroli, dowiedziała się, ze Tarnowskie Góry, jako takie, nie podlegają monitoringowi a jedynie wrzuca się je do jednego worka z całą tzw: "północną częścią regionu" i szacuje się, ze w TG wartość pyłów zawieszonych osiągneła 202. jednostki.
Władze samorządowe zobowiązane są ustawowo do informowania o zanieczyszczeniu, kiedy wartość pyłu zawieszonego przekroczy 200, kiedy przekroczy 300 muszą ogłosić stan alarmowy i wprowadzić darmową komunikację miejską.
Póki co koło czternastej na stronach Urzędu Miejskiego pojawił się plik z komunikatem z wojewodzkiego ośrodka, ze pewnikiem jest "200, a najprawdopodobniej 300" - jednakże przy takiej precyzji dokonywanego pomiaru moze okazać się, ze jest 400 albo 500. Zatrważające.

Muszę także napisać słowo dezaprobaty w kierunku lokalnych mediów, które w moim odczuciu, podobnie jak Samorządowcy, zawiodły. Wszak do ich najzwyklejszych obowiązków winno należeć ostrzeganie i informowanie lokalnej spoleczności w przypadku wystąpienia podobnych okoliczności. Winny przewidywać, badać i odpowiadać w porę na realne potrzeby. Niestety odnoszę wrażenie, ze prym wiedzie tania rozrywka lokalnego politykierstwa. Dykcja, ktora koncentruje się na tym co kto ma w portfelu albo w portkach - sprawa pewnie dla wielu istotna, ale nie zapominajmy, ze jednak drugorzędna.


Życzenia na trudne święta

W ten trudny czas chcę złożyć Państwu życzenia świąt spokojnych. Świąt nade wszystko pełnych bliskości. Takiej bliskości, która wypełnia dom - która jest Domem. Żeby jej ciepło promieniowało na osiedla, ulice, miasta - to przecież jest i zawsze było jednym z naszych największych marzeń - marzeń o bezgranicznym doświadczeniu wspólnoty.
Nie dajmy więc sobie wmówić komukolwiek, że różnimy się od siebie za bardzo. Tylko wówczas zdołamy zatrzymać się przed najgorszym.
Pozdrawiam

"Rabbi Michał nakazał synom: <<Módlcie się za waszych nieprzyjaciół, żeby im się wszystko darzyło. I nie myślcie, że to nie jest Boża służba: to właśnie, bardziej niż wszelka modlitwa, jest służbą Bożą>>"
(fragment z "Opowieści Chasydów" Martin Buber, "W drodze" Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów, Poznań 1986)




Spotkanie poetyckie z Karolem Samselem

Po raz drugi będziemy mieli okazję spotkać się z Karolem Samselem, poetą, doktorem Wydziału Polonistyki, doktorantem filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Po ponad trzech latach autor powraca do „Innego Śląska”, przywozi swoją najnowszą książką p.t. „Jonestown”. Jak pisze Konrad Zych w recenzji tego tomu: „Tytuł książki poetyckiej sugeruje rewizję jednego z wielkich marzeń nowoczesności. Marzenia o świecie koniecznym – świecie oczyszczonym z przypadku (…)”. Zapraszamy do wysłuchania tych wierszy i rozmowy z autorem. Rozpoczynamy o osiemnastej już w najbliższy wtorek dwunastego kwietnia.


Projekt KineDok w Galerii Sztuki „Inny Śląsk”

Galeria Sztuki „Inny Śląsk” została zaproszona do udziału w międzynarodowym projekcie o nazwie KineDok. KineDok to unikalny międzynarodowy klub filmowy oraz alternatywna platforma dystrybucyjna skupiająca zarówno miłośników, jak i twórców kina dokumentalnego. W ramach tego projektu nieodpłatnie będą pokazywane wybrane przez selekcjonerów KineDok europejskie filmy dokumentalne. Zobaczymy filmy prezentowane i nagradzane na polskich festiwalach filmowych, takie jak „Efekt domina” Eweliny Niewiery i Piotra Rosołowskiego, „Toto i jego siostry” Alexandra Nanau, „Na zakręcie” Gábora Hörchera, ale też filmy premierowe, które dopiero rozpoczynają swoje życie festiwalowe.
Wszystkie pokazywane tytuły to produkcje z lat 2014 i 2015, prezentowane zatem będzie najnowsze kino dokumentalne z szerokim przekrojem tematycznym i wyrazistymi bohaterami. Pokazy odbędą się w 25 miejscach w Polsce – w dużych i zupełnie małych miastach, potrwają do końca roku. Dużą atrakcją projekcji będę także spotkania z twórcami i gośćmi związanymi z tematyką filmu, a także różnorodne wydarzenia towarzyszące.
Projekt jest realizowany od 2015 roku, inicjatorem oraz głównym organizatorem jest Instytut Filmu Dokumentalnego z siedzibą w Pradze, a koordynatorem w Polsce jest Krakowska Fundacja Filmowa, organizator jednego z najstarszych w Europie festiwali filmowych – Krakowskiego Festiwalu Filmowego. W 2016 projekt KineDok realizowany jest w Czechach, Rumunii, Chorwacji, Polsce, Norwegii, na Słowacji oraz na Węgrzech.
Galeria Sztuki “ Inny Śląsk” 22 marzec 2016r. godz. 20.00
- School Time for Miss Roma - Miss Romów reżyseria Vesna Cudic
Dokument, nakręcony w romskiej osadzie na głębokiej prowincji Chorwacji, kreśli intymny portret żeńskiej społeczności, podkreślając konflikt między marzeniami kobiet i brakiem możliwości ich realizacji.




Nabór do nowopowstającego chóru mieszanego

W poniedziałek 21. marca w tarnogorskiej Galerii Sztuki Inny Śląsk odbędą się przesłuchania kandydatów do nowopowstajacego mieszanego zespołu wokalno-tanecznego ( chór ). Od kandydatów wymagamy przede wszystkim zaangażowania. Nie jest wymagane doświadczenie czy wykształcenie muzyczne, a także kryterium w ocenie kandydatów nie będą stanowić tzw. predyspozycje wrodzone. Poszukujemy osób w różnym wieku, ogólnej kondycji i formie. Zapraszamy do współtworzenia śmialego projektu artystycznego. Dla zapracowanych istnieje także mozliwość przesłuchań telefonicznych. Zapraszamy serdecznie


co na ziemi dla UNESCO?

Nawet o tej porze roku…, a może przede wszystkim teraz, kiedy spłowiałe źdźbła (ukiszone pod płytkim śniegiem łany wysokich traw) opinają wszystko z dużą dokładnością, są śmiertelnie obcisłe; anorektyczne – taki czas sprzyja surowemu spojrzeniu, które z łatwością przenika i natrafia na samą tylko konstrukcję; na przemyślany koncept albo na odcisk fanaberii (koleinę po krzywym kole kultury).
Przedwiośnie, bo chyba coraz śmielej można orzekać o tym, że tego roku nadeszło wcześniej, to chwila kiedy odosobniona myśl zimy zaczyna wolno rozszczepiać się w towarzyski charakter ciepłego powietrza. Coraz częstsze spotkania; niby przypadkowe uliczne pogaduszki oraz rosnąca liczba przekąsek i płynów spożywanych na świeżym powietrzu (doprawdy w tych przelotnych miejskich spotkaniach niewiele w istocie jest z przypadku).
Właśnie czas przeistoczenia dzikiej i odosobnionej analizy w gwarną i głodną afiliacji pobieżność, niedbałość, niedokładność, które to wszystkie jako takie pozwalają na spojrzenie zdolne pomieścić całą wielość i różnorodność (przymioty pozbawione precyzji) – brak rozsądku zdaje się być koniecznym atrybutem dla polifonii zmysłowego doznawania świata.
Teraz właśnie przychodzą dawno już niewidziani ludzie oraz zapachy dla których zimne powietrze nigdy nie bywa przychylnym mediatorem.
Ten świat odsłonięty, pokryty tylko przeźroczystą skórą jaką na skroniach mają wątłe dzieci, ten świat znajdujemy na pograniczu miasta – miasta, które kończy się polem od południa, miejsca uosobienia krótkiej pory roku i myśli. Nigdy nie wierzyłem bardziej niż teraz, że przestrzeń miewa swoje apogea, swoje święta, że odkąd dotknął ją człowiek tak mocno uczestniczy w jego rytuale czasu.

Tę przestrzeń na południe od miasta tutaj dzieli w pół ulica Gliwicka. Po jej zachodniej stronie pole faluje łagodnie, obszernie – uspokaja. Podzielone jest na ojczyste kwartały - krzyżujące się drogi wyznaczają prawo do wędrówek, prawo pierwsze i starsze niż miedza.
Krzyż daje się obserwować z oddalenia, z okalających go gładkich wzniesień (kiedyś stała nad nim jabłoń). Kilka subtelnych zagajników wyraźnie odciętych od pola, dalej ściana niezmierzonego lasu. W przeważającej mierze buki oraz dęby o nie tutejszej ciemnej karnacji i rosłej sylwetce. Zapewne obce drzewa zostały introdukowane tu tylko po to by zapewnić tęsknotę za podróżą. Z oddalenia zapadają się w głąb wody, sadzawki – tak jakby zawsze były w wilgotnym powietrzu i mgle nostalgii – to przestrzeń dworska, przestrzeń najlepsza dla ucieczki i polowań.
Druga część – wschodnia (na przeciwległym brzegu ulicy Gliwickiej) – rozpoczyna się ulicą Szczęść Boże, która ciasno zmieliła wokół siebie domy i posesje. To osiedle jest prawie reprezentatywne dla przedmieścia – szare chałupy, wokół których gospodarstwa stopniowo traciły na znaczeniu, aż rozparcelowano je pod nowych ludzi i ich jaskrawą zabudowę oraz aspiracje. Coraz tu ciaśniej i ciaśniej, aż ta ewolucyjna segmentacja musiała w końcu zaowocować krótkimi seriami deweloperskich szeregowców (często brzydkich jak noc, jakby proces rozdrabniania gruntu obrócił się przeciwko człowiekowi i temu o co walczył). Potem znowu zaczyna się pole, ale zupełnie inne niż po drugiej stronie asymetrii. Tutaj z kolei szybka amplituda fałdowania, doły i zapadliska i kanał melioracyjny, który zastępuje drogę. Przypomina to trochę pejzaż angielski, to odczucie wzmaga niepokojąca obecność domu na wzgórzu – płaskiego monumentu surowości wobec karłowatych krzewów głogu. Wszystko jest w jakiś sposób karłowate i mniejsze – może po prostu częstsze (nadnaturalnie nagromadzone w pierwotnym stanie pustki jaką powinno być pole). Dlatego nie wychodzimy tutaj na otwartą przestrzeń ale raczej czujemy się jak w pomieszczeniu (wchodzimy do „otwartej przestrzeni”, gdzie słowo: „otwartej” staje się rodzajem reliktu; artefaktu, a nie znaczenia) – to przestrzeń głęboko dotknięta ręką człowieka, który ją tworzył – przestrzeń podporządkowana jego wczesnemu przemysłowi, kiedy nie mógł jeszcze antycypować wszystkich konsekwencji i następstw swojego działania – mikro pestka; moment zarania śląskiego pejzażu. O ileż bardziej musiał poruszać się po omacku ten człowiek? Jak mocno kierował nim tylko doraźny pragmatyzm i instynkt przetrwania? Z jak silną nadzieją dążył do spełnienia swoich ambicji i założeń?


strona :  1 |  2 |  3 |