Tarnogórski Program Edukacji Regionalne "Indianer"
serwis Portalu Powiatu Tarnogórskiego
www.tg.net.pl

autorstwo
: Zbigniew Markowski



 
  tematy powiązane:
    Górniczy rodowód - tekst
Srebro wpisane w historię - tekst
Ruch polski w TG w okresie powstań śląskich - tekst
Szlakiem zabytków - scenariusz lekcji
Tylko pamięć pozostała - scenariusz lekcji
Ulica Krakowska - tekst
Krakowska - ulica w sercu miasta - scenariusz lekcji
Tarnogórscy Donnersmarckowie - tekst
Srebrna Góra - tekst
To jeszcze nie koniec - tekst
praca w dawnych grafikach - grafika
dawne fotografie - fotografie
   

Wzmaganie się ruchu narodowego.

Zwykle na początku każdego nowego stulecia rodzą się w umysłach ludzkich różne proroctwa dotyczące przyszłości w nadchodzącym wieku. Podobnie też na początku 20 wieku nieomal we wszystkich narodach cywilizowanych przepowiadano i odczuwano bliskości jakiejś wielkiej i światowej wojny, mającej wybuchnąć w r. 1914.

W narodzie polskim odżyła nadzieją w lepszą przyszłość; i wiara niezłomna, że niedługo Polska powstanie, a to właśnie; wskutek ogólnie przepowiedzianej wojny. Ożywił się ruch; narodowy na wszystkich ziemiach polskich, poczyniono tajemnie lub otwarcie wielkie przygotowania, założono organizacje - słowem: oracz w nowej wiośnie zaczął pracować, orał swój grunt i zasiał ziarnka z pełni dłoni. Nie ostatnią była ziemia śląska, nic ostatnim królewski szczep piastowy. Towarzstwa polskie powstawały jak grzyby po deszczu, to Sokoły, to towarzystwa śpiewackie, związki zawodowe, towarzystwa obywatelskie, abstynenckie jak Eleuterja i Eleusis, gospodarcze jak Rolnik, banki ludowe i.t.d.

Rząd pruski baczncm okiem śledził ruch narodowy i różnemi prawami wyjątkowemi zamierzał go zdusić. Nieomal wszystkie towarzystwa polskie zadeklarował za polityczne przez to postawił je pod dozór policyjny, to znaczy, że członkowie zgłoszeni musieli być do policji i na zebraniach dozorował policjant, który często bez ważniejszego powodu zebranie rozwiązywał. Tym sposobem rząd nietylko uniemożliwił urzędnikom przynależenie do jakichkolwiek polskich stowarzyszeń, ale jeszcze osiągnął to, że nawet szerokie mas społeczeństwa stroniły od polskich związków z obawy przed utratą pracy i chleba. Należało mieć sporą dozę odwagi cywilnej, by być członkiem polskiego towarzystwa, jednak łudź takich nie zabrakło.

W tem trudnem położeniu polski ruch narodowy na Śląsku doczekał roku 1903 i ówczesnych wyborów do parlamentu niemieckiego. Większość księży, mających na lud wielki wpływ, popierała kandydatów katolickiego stronnictwa niemieckiego (centrum), zaś skromny i ustępliwy Napieralski w Bytomiu, który sprawę unarodowienia Śląska chciał przeprowadzić łagodnie, wysunął kandydaturę polską jedynie dla powiatu bytomsko-tarnogórskiego w osobie Teofila Królika w Tarnowskich Górach, który miał być osobą ugodową między niemiecką partją katolicką i nowo powstałem polskiem stronnictwem narodowem na Śląsku i jako poseł wstąpić frakcji centrowej. Odważni działacze narodowi jednak otwarcie wystąpili z własną listą wyborczą, a byli to Wojciech Korfanty i Jan Kowalczyk w Katowicach, dr. Niepomucen Stęślicki w Siemianowicach, dr. Józef Rostek w Raciborzu, ks Rogowski w Jędrysku i cały szereg innych. Korfanty i Kowalczyk byli założycielami redaktorami gazety "Górnoślązak" w Katowicach, a za przyczyną komitetu wyborczego rozdawano bezpłatnie ich gazety między ludem. Nie było domu, nie było chaty dokąd wtedy "Górnoślązak" by nic dotarł, nie było pana, nie było chłopa, którzyby tej gazety nie dostali do rąk i nie przeczytali odważnej odezwy, kończącej się hasłem: "Precz z centrum! Niech żyje polskie stronnictwo narodowe, niech żyje polski lud na Górnym Śląsku!"

Wówczas miałem lat 16, a odezwa ta nietylko napełniła serce moje nieograniczoną radością, lecz jeszcze wydawała mi się jako błoga zwiastunka bliskiego zmartwychwstania Polski, urzeczywistnienia moich marzeń z lat dziecinnych.
Lud polski na Śląsku obudził się ze snu wiekowego i po raz pierwszy w dziejach stanął do walki przeciw potężniejszemu od niego wrogowi. Lecz był to dopiero początek. Nie wszędzie można było organizować polskie komitety wyborcze, gdyż odmienne panowały stosunki w poszczególnych powiatach.

W okolicach przemysłowych, gdzie górnicy lub robotnicy zorganizowani już byli w jakichkolwiek towarzystwach polskich, sprawa narodowa już miała silniejszą podstawę, lecz w okolicach rolniczych, wśród powolniejszej, konserwatywnej ludności, trudno było znaleźć ludzi do komitetów wyborczych, gdyż księża niemieccy zajęli wobec nich wrogie stanowisko.
Wynik wyborów, mimo niepełnego zwycięstwa polskiego stronnictwa narodowego z wyżej wymienionych powodów, był wprost zdumiewający. Prawie we wszystkich powiatach Polacy zdobyli blisko połowę wszystkich oddanych głosów, tylko z tego powodu, że na niemieckich kandydatów katolickich głosowali obok szeregów obałamuconego przez księży niemieckich ludu polskiego wszyscy ewangelicy, żydzi i masoni, Polacy dla braku kilkuset głosów ulegli, prócz powiatu katowickiego, gdzie wybrano Wojciecha Korfantego jako pierwszego posła polskiego ze Śląska z programem narodowym do parlamentu niemieckiego.

Sprawa wyborcza w powiecie bytomsko-tarnogórskm była odmienna. W osobie lojalnie usposobionego Teofila Królika, popieranego przez "Katolika", uważało centrum całkiem słusznie Polaka i dlatego wsunęło własną kandydaturę, zaś polskie stronnictwo narodowe, według swego programu, wystąpiło z osobnym kandydatem dr. Stęślickim z Siemianowic który w powiecie naszym nie był znanym. Ogólna znajomość Królika między ludem odniosła zwycięstwo: Królik otrzyma 20145 głosów, socjalista 10258, kandydat centrowy, radca sądowy Antes 7 926 i dr. Sślicki l 284 głosów. Przy ścisłych wyborach między Krokiem i socjalistą uzyskał Królik 28475, socjalista 12421 głosów. W Tarn. Górach padło na Królika 1025, na socjalistę 139 głosów. Tutejsi katolicy Niemcy prawdopodobnie wstrzymali się od głosowania przy ściślejszych wyborach, gdyż uprawnionych do głosowania było tu 2225 osób. Teofil Królik urodził się dnia 27 kwietnia 1851 w Tarn. Górach z rodzin górniczej. Sam był górnikiem a jak zwykle górnicy chętne zaglądają do książek i gazet polskich, tak i on kształcił się, jak mu na to jego skromne zarobki pozwalały. Miał bystry rozum i nielada zdolności; był dobrym mówcą i organizatorem, przez co dostał się na przewodniczącego związku górników, najsilniejszego zrzeszenia zawodowego na Śląsku. Cechą jego życia była pobożność i bogobojność, jak również miłość ludu polskiego, z którego pochodził. Codzienną pracę w ciemnem łonie ziemi zaczynał z Bogiem, ukląkł na kolana, pomodlił się i pokropił święconą wodą.

Był więc tym starym typem górnika, który istniał od pierwszych czasów górnictwa na Śląsku i który się nam zachował do początku 20 wieku. Jego wzorowa oszczędność umożliwiła mu dwukrotny wyjazd do Rzymu i do Lourdes we Francji, pierwszy raz w roku miłościwym 1900, drugi raz w roku 1914. a więc w czasie, kiedy nie był posłem. Zaznaczyć należy jeszcze, że za czasów jego posłowania posłowie, oprócz wolnej jazdy do stolicy i z powrotem, nie pobierali żadnych djet, musieli się więc utrzymywać z własnych środków. Trzy lata później zrzekł się mandatu poselskiego, aby miejsce zrobić Adamowi Napieralskiemu, który po ugodzie z polskiem stronnictwem narodowem przeszedł ze swoją gazetą do obozu narodowego. Przy nowo rozpisanych wyborach uzupełniających wybrano Napieralskiego ogromną większością głosów. Polski ruch narodowy swego czasu już znaczne był zrobił postępy, na co rząd i parlament niemiecki odpowiedziały zakazem używania mowy polskiej na publicznych zebraniach.

Aby polskim towarzystwom lub instytucji finansowej dać jakieś umieszczenie, nabył w r. 1911 dyrektor kopalni Jan Bondkowski, rodowity Tarnogórzan, który długie lata pracował za granicą, dom na rynku nr. 17 (podsienie).
Za przyczyną aptekarza Wolskiego Michała z Bytomia i za pomocą tutejszych i okolicznych obywateli został w r. 1911 otwarty w tym domu Bank ludowy, gdzie Teofil Królik otrzymał posadę, na której pozostał do swojej śmierci, t. j. do dnia 20 sierpnia 1923 roku.

Po założeniu Banku ludowego Jan Bondkowski odstąpił posiadłość polskiemu towarzystwu budowlanemu Silesia, a akcje tego towarzystwa później nabył Bank ludowy, który podczas swego istnienia rozwinął błogą działalność. Każdemu rolnikowi, małemu kupcowi, rzemieślnikowi i robotnikowi kredyt stał otwarty i chętnie bywał udzielany, a niejeden mieszkaniec naszego powiatu, dzisiejszy swój dobrobyt ma do zawdzięczenia Bankowi ludowemu. Powojenna dewaluacja pieniędzy, kiedy dwa biljony marek niemieckich równały się jednej marce złotej, a l miljon 800 tysięcy marek polskich jednemu złotemu polskiemu, zrujnowała bank zupełnie. Ażeby przynajmniej urzędnikom zabezpieczyć byt, Bank ludowy został w roku 1924 zlikwidowany i posiadłość banku odstąpiona Górnośląskiemu Bankowi Handlowemu w Katowicach za pewną ilość jego akcyj, celem zabezpieczenia członków i depozytorów. Akcje te następnie okazały się jako niespieniężalne, gdyż Górnośląski Bank Handlowy dom sprzedał i rozwiązał się. Przepadł cały majątek.

Kiedy przepowiadana wojna światowa wybuchła w roku 1914 sympatie wszystkich narodowo uświadomionych Polaków na Śląsku stały po stronie koalicji, albowiem rząd pruski wszystko uczynił, aby lud polski wynarodowić i uciemiężyć, a li tylko ze strony koalicji można było spodziewać się wskrzeszenia Polski.
Na polach bitwy we Flandrji (północna Francja) zdruzgotana została potęgą niemiecka i dnia 11 listopada 1918 roku runął w gruzy ongiś tak potężny gmach cesarstwa niemieckiego. Sam byłem świadkiem, jak w ów dzień w przeciągu pół godziny w regimencie gwardji cesarskiej znikła wszelka dyscyplina, i .jak z ramion oficerów zdarto galony. Rewolucja zmiotła z tronów wszystkich panujących i rządy zdobyło stronnictwo socjalistyczne, wprowadzające w życie tak zwane rady robotnicze i żołnierskie w każdej miejscowości. Również w Tarn. Górach wybrano wtedy taką radę przez aklamację na rynku, zaś Polacy organizowali polskie rady ludowe w całym powiecie pod przewodnictwem aptekarza Gajdasa, Szylera z Radzionkowa oraz Jana Waliski z Reptów i kupca Józefa Nowaka z Miasteczka.

Między warunkami pokoju podyktowanemi Niemcom przez ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Wilsona, ustanowiony był punkt 13, według którego wskrzeszonej Polsce przydzielono wszystkie ziemie zamieszkiwane przez ludność polską, więc Pomorze, Poznańskie i Górny Śląsk aż poza Odrę. Aczkolwiek Niemcy postawione warunki musieli przyjąć, dalecy byli od tego, aby je też spełnić i rzucili na Śląsk i inne dzielnice silne oddziały wojskowe, tak zwany "grencszuc", który następnie dopuszczał się różnych nadużyć.

Wieść o przyłączeniu Górnego Śląska do Polski wywołała między ludem nieograniczoną radość, jedynie w miastach gdzie germanizacja w ostatniem stuleciu zrobiła wielkie postępy, ludność podburzona przez urzędników obawiających się utraty posad, zajęła. wrogie stanowisko wobec Polski. Przydzielenie całego polskiego Śląska do Polski było zupełnie usprawiedliwionem, albowiem nawet statystyka niemiecka wykazała dla tej części 80% ludności polskiej. Oprócz tego było znaną rzeczą, że przy przedwojennych wyborach do parlamentu niemieckiego zdobyli Polacy większość w siedmiu powiatach po prawym brzegu Odry. mimo, że szeregi nieuświadomionego ludu głosowały wskutek nacisku i polecenia przez księży za kandydatami partji niemiecko-katolickiej.

Na rozkaz rządu pruskiego musieli urzędnicy na wiosnę 1919 r. urządzać publiczne demonstracje i wiece przeciw przyłączeniu Śląska do Polski i wysłano głośne protesty. Także na rynku w Tarn. Górach odbył się taki wiec, gdzie nawet jeden z Niemców przemawiał po polsku. Wiece takie i demonstracje udały się jedynie po miastach, natomiast nie odważyli się Niemcy udać na wsie, gdzie rozbicie tych wieców było pewne.

Wielki błąd naszych polityków leżał w tem, że w gazetach polskich zawezwano ludność polską do spokojnego zachowania się wobec demonstracyj niemieckich, wskazując im nienaruszalność warunków Wilsonowskich. W innym bowiem razie i po miastach rozbite by zostały niemieckie pochody i wiece, gdyż Górnoślązak doskonale potrafi się bronić, a do nieszczęsnego plebiscytu i krwawych powstań nie byłoby przyszło.

Przyłączenie całego polskiego Śląska do Polski było nań zapewnione, więc po miastach zaczęły się organizować komitety przygotowawcze do objęcia władzy, gdyż spodziewano się wkroczenia wojska polskiego w najbliższym czasie. Wobec wrogiego usposobienia ludności miejskiej i wojska niemieckiego, komitety polskie narazie tylko mogły pracować potajemnie. W Tarn. Górach organizowanie takiego komitetu ujął w swe ręce Jan Bondkowski. Pamiętnem w jego rodzinie i zacnej osobie jest to, że stanowi on łącznik między starodawną polską inteligencją na Śląsku a dzisiejszą nowo stwarzającą się. Narodził się dnia 8 lipca 1859 r. w Tarn. Górach i absolwował tutejszą szkołę górniczą, zajął następnie stanowisko zarządcy kopalni w Małopolsce i w innych krajach, a powróciwszy w roku 1910 do rodzinnego miasta, stanął na czele ruchu narodowego. W roku 1920 wybrano go burmistrzem w Miasteczku, w powiecie tarnogórskim, który to urząd około 3 lata piastował. Byt on więc po wiekach znów pierwszym polskim burmistrzem na Górnym Śląsku. Z powodu bliskości Miasteczka i konieczności pozostania na tutejszej placówce polskiej, nadal zamieszkiwał w Tam. Górach.

Wiosna roku 1919 nadzwyczaj byla ruchliwą i pełną wielkich oczekiwań. Trzeba było organizować, przygotowywać i tworzyć, a inteligencji było mało. Do pierwszego tajnego komitetu polskiego pod przewodnictwem Bondkowskiego należeli Królik Teofil, Wołczyk Wilhelm, Ochman Stanisław, Michalik Stanisław, Blachowski Stanisław, Janicki Stanisław, Kaźmirowski Roman, Cuber Wincenty, Kaczor Jan, Wyczyszczok Bonifacy i księgarz Jan Nowak.

Dnia 3 maja 1919 r. założono tu Towarzystwo czytelni ludowej. Pierwszym bibliotekarzem był księgarz Jan Nowak, po nim pani Anna Kaźmirowska. Dnia 24 lipca 1919 r. założono kółko śpiewackie Mickiewicz, którego prezesem został Wincenty Cuber. Kasyno obywatelskie, którego prezesem był Jan Bondkowski, zostało założone dnia 22 lipca 1919 r., czem ujęto w formę zebrań prawowitego towarzystwa częste niedzielne schadzki polityczne społeczeństwa polskiego. Z kółka śpiewackiego wyłoniło się w grudniu 1919 r. towarzystwo gimnastyczne Sokół, którego prezesem został Jan Talaga i również w grudniu, dnia 26 założono tow. polek, którego przewodniczącą została pani Marja Janicka. Pierwsze polskie przedstawienie teatralne odbyło z ramienia kółka śpiewackiego dnia 29 listopada 1919r. Odegrana była sztuka "Przegrał wojnę" czyli "Wesele wiejskie" pod reżyserją Konstantego Lipskiego. Obszerna sala Domu ludowego po raz pierwszy okazała się wtedy za mała, gdyż kilkuset ludzi nie mogło otrzymać wstępu, albowiem bilety już dzień przedtem byty wyprzedane. Z tego powodu powodu powtórzono przedstawienie dnia 6 grudnia na sali hotelu Polonja.

Wskutek protestów niemieckich koalicja zgodziła się na przeprowadzenie plebiscytu na Górnym Śląsku na tych samych podstawach, jak w Szleswiku na rzecz Danji. Tam bowiem po zajęciu kraju przez Prusy w r. 1864 szeregi Duńczyków pod uciskiem pruskim opuściły kraj, więc przyznano im całkiem słusznie prawo do rozstrzygnięcia losu swojej ojczyzny, którą swego czasu pod przymusem musieli opuścić. Jeśli dopuszczenie rodowitych i wypędzonych z ojczyzny Szlezwiczan do plebiscytu uważać można było za sprawiedliwe, niesprawiedliwem było dopuszczać do tutejszego plebiscytu ludzi, co wprawdzie tutaj się narodzili, przeważnie jednak z rodzin przybyłych z Niemiec, lecz przed laty i dziesiątkami lat dobrowolnie wyprowadzili się z Górnego Śląska i w dalszych stronach znaleźli swój byt i dom, czem węzeł łączności z naszym krajem został przecięty.

Dla rozumowania różnicy między Polakami i Niemcami na Górnym Śląsku należy czynić następująca, bolesną z swoja smutną treścią, uwagę: Gdyby we walkach o wolność Śląska Polacy mieli istotnie do czynienia tylko z Niemcami, to 90 procentowa przewaga ludności polskiej nad rodowitymi Niemcami zgniotłaby wszelkie zachcianki niemieckie. Jednak stale wzrastające wpływy z zachodu, datujące się już od czasów pierwszych książąt śląskich z rodu Piastów rozbiły lud polski na Śląsku na dwa obozy, z których jeden wielbi wszystko co niemieckie i równocześnie nienawidzi zawzięcie wszystko co polskie i drugi z poświęceniem i szlachetnością broni swoich najświętszych skarbów danych mu od Pana Boga.

Trzeba więc pamiętać, że we wszystkich opisach, gdzie mowa jest o walkach czy wyborczych, czy plebiscytowych lub powstańczych, toczonych między Polakami i Niemcami, należy narodowości tak rozumieć, że Niemcami są właściwie owi Polacy, którzy ulegli germanizacji. Rodowici Niemcy stali przeważnie na uboczu, wspierali coprawda ruch przeciwpolski, ale z małemi wyjątkami nie występowali agresywnie. Już z tej prostej przyczyny, że było ich tu tylko garstka.

 

Pierwsi polscy radni miejscy

Po rewolucji w listopadzie 1918 r. odbyć się miały wybory komunalne na wiosnę 1919 r., które dla Polaków skończyłyby się były świetnem zwycięstwem na całym Śląsku. Wówczas to utworzono tu polityczną partję polską na cały powiat pod przewodnictwem Jana Bondkowskiego. Rząd pruski świadom niechybnej dla niemczyzny klęski, a dążący do plebiscytu, w którym za pomocą 400000 emigrantów spodziewał się zgniecenia większości polskiej, odroczył wybory na nieokreślony termin.
Dopiero, gdy koalicja postanowiła przeprowadzenie plebiscytu. czem niebezpieczeństwo dla postulatów niemieckich, któremi uzasadniono konieczność rozstrzygnięcia o przydzieleniu Śląska do Polski w drodze głosowania ludowego, było usunięte, wybory komunalne na Górnym Śląsku wyznaczono na 9 listopada 1919 r. W Tarn. Górach otrzymały;

partja niemiecka - 1267 głosów
partja katolicka - 2003 głosów
partja polska narodowa - 971 głosów
partja socjalistyczna - 412 głosów

Wobec tego zdobyli Polacy 6 krzeseł na ogółem 30 w radzie miejskiej, czyli 21 % wszystkich oddanych głosów. Dużo polskich głosów oddano na listę katolicką, względnie socjalistyczną, zaś wielka część tutejszego ludu, przeważnie polskiego, wcale nie głosowała, gdyż 2 459 wyborców nie przystąpiło do urny wyborczej.
Do rady miejskiej weszli z polskiej strony Bondkowski Jan, Wyczyszczok Bonifacy, Skrzypczyk Juliusz, Michalik Stanisław, Zuber Wincenty i Kapuściok Juliusz; z ich grona wybrano na członka magistratu p. Michalika.

W gminach wiejskich Polacy zdobyli nieomal wszystkie mandaty. Wynik był świetnym, a gdyby wybory odbywały się przed decyzją koalicji w sprawie przeprowadzenia plebiscytu ,nigdyby do plebiscytu i podziału Śląska nie przyszło, gdyż przy wyborach komunalnych oddano 80% na listy polskie.
Przebiegłość polityki niemieckiej zwyciężyła, plebiscyt był uchwalony a emigrantom przyznano prawo do rozstrzygnięcia losów Górnego Śląska.

Pierwsze powstanie śląskie.

Ludność polska na Śląsku znajdowała się następnie w trudnem i niebezpiecznem położeniu. Przedewszystkiem dokuczało jej wojsko i bojówki niemieckie. Na rynku i ulicy Krakowskiej w Tarn. Górach na przykład roiło się od wczesnego rana aż do późnego wieczora od obcych "gości", uzbrojonych w mocne kije i zabijacze. Przywódcy polscy nie byli pewni życia. Dlatego, żeby czoło stawić napastnikom, organizowano dla samoobrony także bojówki polskie. Żołnierze niemieccy chętnie sprzedawali karabiny i amunicję a ze strony polskiej niejeden z uczestników wojny światowej posiadał w domu "na pamiątkę" odpowiednią broń. Któżby zresztą po niedawnej wojnie i rewolucji broni nie posiadał?

Prześladowań było bez końca a koalicja nie spieszyła się z ogłoszeniem dnia plebiscytu. Przebrała się miara cierpliwości ludu śląskiego i przygotowano się do powstania, żeby przemocą zrzucić z siebie jarzmo pruskie. Według rozkazu miano w nocy z 17 na 18 sierpnia 1919 r. wszędzie o tej samej godzinie uderzyć na załogi niemieckie, lecz w niektórych miejscowościach, zbiegiem okoliczności, zaczęła się ruchawka kilka godzin wcześniej, wobec czego załoga tarnogórska stała w pogotowiu. Dnia 18 sierpnia o godz. 2-giej nad ranem koszary przez nasze oddziały były otoczone, lecz kiedy ubezwładniano wartę i przeskakiwano parkan, cala załoga niemiecka przyjęła powstańców gęstą strzelaniną. Zaskoczeni tem powstańcy, wobec liczebnej przewagi wojska regularnego, musieli się cofnąć i broniąc się jak lwy, schronili się w okolicznych lasach. Po stronie naszej poległ plutonowy Aug. Pietryga z Radzionkowa.

W niektórych miejscowościach toczyły się walki jeszcze przez kilka dni, lecz co raz się nie udało, trudno było naprawić. Przedewszystkiem brakowało karabinów i naboi. Powstańcy musieli uchodzić, a kto zawczasu nic uciekł, został aresztowany. Ja o tyle miałem szczęście, że udało mi się umknąć w chwili, gdy oddział wojska już stał przed moim składem, który wówczas się znajdował na podsieniu, w rynku nr. 17.

Po ogólnej amnestji wymaganej przez rząd polski, powstańcy od dnia 17 września powrócić mogli pod swoje strzechy.

Pierwsze powstanie śląskie, aczkolwiek się nie udało, przyspieszyło wkroczenie wojsk koalicyjnych na Śląsk i dnia 7 lutego 1920 r. przywitaliśmy tu artylerję francuską i piechotę (strzelców alpejskich). Po przeszło stu latach znów Tarn. Góry widziały w swoich murach wojska francuskie a dzieci przywitały ich na rynku głośnym okrzykiem: "Vive la France!" (Niech żyje Francja).

Wojsko niemieckie opuszcza Tarn. Góry.

Dzień przed wkroczeniem wojska francuskiego opuściło wojsko niemieckie nasze miasto, a w tej chwili wywiesili Polacy na domach swoich biało-czerwone sztandary, dawno na ten cel już przygotowane. Wspaniała, chorągiew powiewała z domu Banku ludowego na rynku, którą policja atoli zerwała.

Wniesiony przez Teofila Królika i Bondkowskiego protest do starosty niemieckiego miał ten skutek, że policja sama musiała sztandar przynieść z powrotem, który przypadkowo mnie został wręczony.

Z wojskiem francuskiem mieszczaństwo polskie nawiązało natychmiast przyjazne stosunki. Polacy swobodnie mogli odetchnąć, a życie towarzyskie rozwijało się odtąd jak najkorzystniej. Co niedzielę odbywały się zebrania w hotelu Prinz Regent (dziś "Pod ulem") na Nowym rynku, a sala i lokale szczelnie były przepełnione. Przemowy Bondkowskiego, Królika, Jana Kaczora, Stan. Janickiego, Jana Talagi i innych przyciągnęły i najbardziej obojętnych obywateli do naszego grona. Mieszczanom przypomniało się pochodzenie polskie i garnęli się do "Kasyna", zaś młodzież ćwiczyła się w Sokole i w kółku śpiewackiem. Zapanował niesłychany zapał dla sprawy polskiej, a między wszystkimi panowała tylko jedna myśl, jedna nadzieja: Polska.

W Spółce Brackiej organizował i założył dnia 6 grudnia, 1919 Edward Galus, syn Józefa Galusa, znanego publicysty i współpracownika Katolika "Związek urzędników prywatnych", z którego później wyłonił się Związek pracowników umysłowych na Śląsku, do którego od razu przystąpiło przeszło 30 członków. Do zarządu należeli: Galus, Kapuściok Juljusz, Kiszka Ryszard, Wycisk, Szczygłowski Alojzy i Lubos J.

Bezpłatny kurs języka i literatury polskiej dla dorosłych. w którym brało udział 60 osób, urządzał księgarz Nowak w lokalu Prinz Regent.

Jakoby cudem wytworzył się zastęp polskiej inteligencji, która, aczkolwiek nie wyszła ze szkół polskich, z własnej siły i z wrodzonemi Ślązakowi zdolnościami zdobyła w krótkim czasie dość potrzebnej wiedzy, umiejętności i odwagi cywilnej do mającej się toczyć walki plebiscytowej.

Ażeby także prace komunalną radnych gminnych, wybranych w listopadzie 1919 r. kierować na tor narodowy, założył Jan Bondkowski, ówczesny burmistrz Miasteczka, Związek gmin, do którego należeli sołtysi i ławnicy. Zebrania odbywały się co drugą niedzielę przed południem w hotelu "Prinz Regent". Właścicielem tego hotelu był wówczas Karol Majowski, który mimo gróźb nie wahał się oddać swój lokal na zebranie towarzystw polskich.

Drugie powstanie.

Oburzenie nad dopuszczeniem emigrantów do plebiscytu było wielkie. Celem zamanifestowania polskości Śląska, oraz zaprotestowania przeciw dopuszczeniu emigrantów obchodzono we wszystkich miejscowościach w r. 1920 publicznie po raz pierwszy święto 3 maja. W Tarn. Górach dotąd nie widziano tyle tysięcy ludu piastowego, skupionego jedną myślą, Jedną wolą: "Nie damy ziemi, skąd nasz rod". Pochód przez miasto trwał przeszło 3 godziny, a uczestników, kroczących w szeregach, naliczyłem 15.300.

Niemcy, widząc wzmaganie się zastępów inteligencji polskiej i nieulęknioną wolę ludu, żądającego otwarcie przyłączenia Śląska do Polski, zaczęli Polaków publicznie prześladować, żeby tym sposobem lud odstraszyć i onieśmielić. Wynik wyborów do rad gminnych nic wróżył Niemcom nic dobrego, a więc jedyną drogę do utrzymania Śląska widzieli we wywoływaniu zbrojnego konfliktu z Polską, względnie koalicją. W rocznicę pierwszego powstania śląskiego. dnia 17 sierpnia 1920 r. urządziły bojówki niemieckie w Katowicach zbrojny napad na wojska francuskie i Polaków, licząc na to, że tym zamachem opanują sytuację na Śląsku, wypędzą wojska aljanckie i nie dopuszczą do plebiscytu. Powstańcy nasi jednak, to chłopi czujni i do bitwy jak do modlitwy. Zanim bojówki niemieckie celem połączenia się z Gliwicami dosiągły krańców miasta Katowic, już natrafiły na oddziały powstańców, które jedna ulicę za drugą zdobywały z powrotem i już po kilkudniowej walce znów były w posiadaniu całego miasta.
W dziejach Śląska oznaczono owe walki, które trwały do 25 sierpnia, drugiem powstaniem, albowiem na całym Śląsku zmobilizowano wszystkich powstańców, przez co zamiar niemiecki już w zarodku został zniweczony.

Koło miasta Tarn. Gór oddziały powstańcze stały w pogotowiu celem niedopuszczenia bojówki niemieckiej i wkroczenia w razie potrzeby do miasta, dzięki czemu spokój w mieście nie został zakłócony. Jedynie na dworcu niemieccy kolejarze napadli dnia 22 sierpnia na burmistrza Miasteczka, sędziwego Jana Bondkowskiego, który tylko cudem uszedł od grożącej mu śmierci. W chwili bowiem wymierzenia ciosu niechybnie śmiertelnego, rozległ się głos, ze powstańcy idą, a napastnicy uciekli jak zmyci.

Najgorszemi czasami teroru były ostatnie tygodnie przed plebiscytem. Na ulicach miasta szydzono w ordynarny sposób ze zjawiających się, znanych obywateli Polaków a utarczki i pobicia były na porządku dziennym.


PORTAL POWIATU TARNOGÓRSKIEGO
www.tg.net.pl -
www.24.edu.pl - www.gornyslask.net.pl
e-mail | redakcja Portalu Powiatu Tarnogórskiego | reklama na Portalu