Z Karolem
Kowalikiem i Klemensem Dziedzicem, byłymi
kierownikami tarnogórskiego klubu
młodzieżowego "Czarny Pstrąg",
spacerujemy po sklepie meblowym przy ul.
Krakowskiej. Z początku wydawało się to
trudne, ale w miarę zwiedzania sklepowych
zakamarków, mimo różnych przeróbek i zmian
wystroju, panowie szybko rozpoznają dawny układ
swoich "włości". - W tym miejscu
była szatnia, a w niej dwaj nietuzinkowi
szatniarze. Paweł Peszke, emerytowany
maszynista kolejowy, kwadrans przed zamknięciem
klubu miał zwyczaj przechadzać się po salach,
oznajmiając donośnym głosem: "Kończymy,
kończymy". Drugi szatniarz nazywał
się Wincenty Ścigała i trudno było go nie
zauważyć, bo miał jakieś 195 centymetrów
wzrostu. Obaj panowie trzymali u siebie karty do
gry, szachy i kije bilardowe - wspominają
byli kierownicy.
Zaglądamy
do dawnego bufetu, w którym można było kupić
ciastko, herbatę, kawę, napoje orzeźwiające,
czasem nawet zjeść coś konkretniejszego, a z
alkoholi sprzedawano wyłącznie wino. W dwóch,
połączonych z sobą małych, przechodnich
pomieszczeniach - pomiędzy salami imprezową i
bilardową - grano namiętnie w szachy, brydża
czy skata, a przy specjalnie wydzielonym stoliku
odbywały się cykliczne posiedzenia Rady Klubu.
Rada
była animatorem i wykonawcą całej
działalności kulturalnej klubu. Do jej
najbardziej aktywnych i długoletnich członków
należeli: Herbert Ordon, Andrzej Kałuża,
Józef Poloczek, Roman Kubanek, Marek Urbańczyk,
Władysław Morawski, Grzegorz Stawiński, Antoni
Mocek, bracia Stawińscy, wspomniani K. Dziedzic
i K. Kowalik oraz Stanisław Kowalkowski i
Zygmunt Wilk.
W sali
głównej odbywały się spotkania z ciekawymi
ludźmi, występy artystyczne i zabawy taneczne.
Całonocne potańcówki organizowano w pierwsze
soboty miesiąca. Muzyka czasami była głośna i
- co tu kryć - sąsiedzi nie bardzo byli z tego
zadowoleni. W sali telewizyjnej, w której mogło
pomieścić się około 50 osób, stał
czechosłowacki telewizor marki "Tesla"
z dużym ekranem. W czasach, gdy odbiorniki
telewizyjne były wielką rzadkością, na
czwartkową "Kobrę" czy
poniedziałkowy Teatr Telewizji trzeba było
przyjść godzinę wcześniej, aby znaleźć
wolne miejsce siedzące. W klubie istniał nawet
Klub Miłośników Teatru TV.
Początki
"Czarnego Pstrąga" sięgają stycznia
1958 roku, gdy w Tarnowskich Górach, w kamienicy
przy ul. Krakowskiej 10, otwarto
"Inte-Club". Był to jeden z klubów
młodej inteligencji, licznie powstających na
fali "polskiego Października". Jego
grupa założycielska zawiązała się już w
1956 roku, a pierwszym przewodniczącym
"Inte-Clubu" został Tadeusz Okuljar.
Nazwa "Czarny Pstrąg", nawiązująca
do słynnej tarnogórskiej sztolni, jednej z
wizytówek miasta, pojawiła się dopiero w marcu
1961 roku. Swoistymi "zwornikami"
pomiędzy obydwoma klubami byli Herbert Ordon i
Andrzej Kałuża, osoby niezmiernie zaangażowane
w działalność klubową.
Historię
"Czarnego Pstrąga" wspominamy w
"Sedlaczku" w gronie czterech byłych
kierowników - K. Kowalika i K. Dziedzica oraz
Stanisława Kowalkowskiego i Zygmunta Wilka,
sprawujących swoje funkcje na przełomie lat 60.
i 70. Pan Wilk miał jeszcze tylko dwoje
następców. Od 1974 roku - z przyczyn
politycznych, organizacyjnych i utraty
dotychczasowego charakteru klubowego - placówka
zaczęła chylić się ku upadkowi. W końcu,
pomieszczenia i wyposażenie przekazano "RSW
Prasa -Książka - Ruch". W późniejszych
latach pojawiali się inni użytkownicy, a
ostatecznie dawne pomieszczenia klubu i
sąsiadującego z nim kina "Światowid"
zajął sklep meblowy. Oglądając archiwalne
zdjęcia, pożółkłe dokumenty i wycinki
prasowe trudno nie być pod wrażeniem rozmachu
działalności, prowadzonej przez "Czarnego
Pstrąga". Po ponad 30 latach od jego
likwidacji, podczas dwugodzinnej rozmowy, nie
sposób omówić kilkunastoletniej historii
klubu, ale wspólnie z jego dawnymi działaczami
staramy się zwrócić uwagę przynajmniej na
ciekawsze fakty. Dlaczego nasi rozmówcy
wstąpili do klubu? - Ponieważ było to jedno z
niewielu miejsc w Tarnowskich Górach, w których
młodzież w czasie wolnym mogła się spotykać
i interesująco spędzić parę godzin.
Mieszkania były wówczas na ogół małe i
ciasne, restauracje nie były na młodzieżową
kieszeń, a rozrywek nie było zbyt wiele -
odpowiadają zgodnie kierownicy "Czarnego
Pstrąga". Aby zostać członkiem
"klubu na pięterku", jak mówiono o
"Czarnym Pstrągu", trzeba było mieć
ukończone 18 lat, pracować albo studiować i
posiadać rekomendację dwóch członków
wprowadzających. Decyzja o przyjęciu należała
do Rady Klubu. Członkowie posiadali legitymacje,
opłacali składki, a do klubu i na imprezy mogli
wprowadzić tylko jedną osobę towarzyszącą,
za którą brali pełną odpowiedzialność.
Bardzo ważną rolę w jego funkcjonowaniu
odgrywał regulamin. Klub otwarty był
codziennie, z wyjątkiem wtorków, od 18 do 23.
Wtorki przeznaczane były na większe porządki,
ewentualne naprawy i próby klubowych zespołów
artystycznych. Początkowo pilnowano, aby
członkami placówki były osoby z co najmniej
średnim wykształceniem, ale z czasem przestało
to być rygorystycznie przestrzegane. Z biegiem
lat nie zwracano na to uwagi.
Nie
sposób wymienić wszystkich artystów,
literatów i innych znanych ludzi, którzy przez
kilkanaście lat działalności odwiedzili
podwoje "Inte-Clubu" i "Czarnego
Pstrąga"." Była tu: "Piwnica pod
Baranami" i Teatr Stu z Krakowa, wrocławska
"Elita", Daniel Olbrychski, Jerzy
Stuhr, Emilia Krakowska, Alina Janowska, Gustaw
Holoubek, Kazimierz Kutz, Ryszard Filipski, Marek
Grechuta z zespołem "Anawa", Karol
Małcużyński, Wilhelm Szewczyk etc, etc.
Właściwie łatwiej byłoby wskazać, kogo nie
było. W 1968 roku, kiedy podjęto próbę
"pacyfikowania" działalności klubu,
do Tarnowskich Gór zawitała słynna Kalina
Jędrusik, zajeżdżając swoim volkswagenem na
ul. Krakowską. Jak wspomina K. Kowalik, czujni
milicjanci chcieli usunąć samochód spod
siedziby "Czarnego Pstrąga", ale
natknęli się na ciotkę artystki, która
przyjechała z Ameryki. Z mówiącą po angielsku
kobietą stróże prawa nie umieli znaleźć
wspólnego języka i, jak niepyszni, .po
angielsku wycofali się z miejsca zdarzenia.
Sztandarową
imprezą "Czarnego Pstrąga" była
"Tarnogórska Jesień Klubowa",
organizowana corocznie od 1961 roku przez dwa
miesiące, której ambitny program i zestaw
gości nawet po latach może przyprawić o
zawrót głowy. Dużą popularnością cieszyła
się też "Parada zawodów" - turnieje
wielodyscyplinarne dla zakładów pracy. Klub
organizował liczne koncerty muzyczne, wystawy i
imprezy sportowo - rekreacyjne. Działały przy
nim: koło Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego,
Ognisko TKKF, Regionalne Ognisko Studenckie, kino
studyjne (we współpracy z kinem
"Światowid"), kabaret, teatr poezji, a
to tylko niektóre inicjatywy. W latach 60.
młodzieżowy klub otworzył podwoje dla
emerytów i rencistów, którzy raz w tygodniu
spotykali się w Klubie Srebrnego Włosa. W
czasie Gwarków organizował "Dzień
Młodości" i wybory miss. Jego chlubą
była sekcja brydżowa, z powodzeniem
uczestnicząca w rozgrywkach ligowych. Trzon
drużyny stanowili: Dietmar Warzecha, Aleksander
Cząstkowski, Karol Mościński, Dionizy Białek,
Piotr Nowak i Zdzisław Urbańczyk. Oczywiście,
"Czarny Pstrąg" nie działał w
politycznej próżni. Jedni zarzucali mu bliskie
związki z aparatem władzy, a podejrzliwa
władza ganiła za inteligencką elitarność i
przedkładanie rozrywki nad ideologię. Patronem
klubu był Zarząd Powiatowy Związku Młodzieży
Socjalistycznej, zaś partia uważnie
przyglądała się jego działalności, starając
się, nie zawsze skutecznie, narzucić mu różne
tematy i treści. Można jednak założyć, że
większość bywalców odwiedzała klub nie dla
ideologii i polityki, ale po to, by się spotkać
z rówieśnikami i nie tylko, porozmawiać o
codziennych radościach i troskach, miło i
ciekawie spędzić czas po pracy, czy nauce.
Niektóre
imprezy cieszyły się takim wzięciem, że
najwięksi narwańcy wchodzili na nie nawet przez
okno na pierwszym piętrze, wdrapując się na
żaluzje sklepu "U Baty". Oczywiście,
dużym powodzeniem cieszyli się posiadacze
legitymacji członkowskich, na których, na ulicy
i na schodach, wytrwale czatowały przypadkowe
"osoby towarzyszące". Warto dodać,
że w czasach "Czarnego Pstrąga" w
Tarnowskich Górach działał jeszcze podobny
klub - "Mixtura", który mieścił się
na najwyższym piętrze przychodni przy ul.
Piłsudskiego, skupiając głównie
przedstawicieli służby zdrowia, zwłaszcza
studentów medycyny. Miał on swoją renomę, ale
prestiż i sława "Czarnego Pstrąga"
wykraczał nawet poza granice ówczesnego
województwa katowickiego.
Nostalgia
i tęsknota za "Czarnym Pstrągiem" nie
umarły. 30 września 2000 roku piątka dawnych
klubowiczów zorganizowała "Spotkanie po
latach, z muzyką w tle". Stawiło się nań
89 osób z różnych zakątków Polski i niemal
całej Europy. Jako że nie było możliwości
urządzenia spotkania w pomieszczeniach byłego
klubu, zorganizowano je w jednej z tarnogórskich
restauracji. Każdy z klubowiczów otrzymał
identyfikator (by po latach uczestnicy mogli
łatwiej się rozpoznać) i śpiewnik piosenki
biesiadnej. Były sentymentalne wspominki,
odnawianie znajomości, wspólne śpiewanie i
zabawa do białego rana. Podobne spotkania
odbywają się do dziś, a legenda "Czarnego
Pstrąga" nie zanika.
tekst pochodzi z tygodnika Gwarek
|