Oj, czy zna polszczyznę?
Profesor
Miodek był mi potrzebny od zawsze. Kiedy więc
przeczytałem wszystko, co przeczytałem (a było
tego sporo) poczułem się tak, jak gdyby ktoś
chciał mnie okraść. Wyciągnąć z kieszeni
coś, co bardzo cenię. Ale choć ten ktoś
bardzo się starał - nie udało się. Informuję
niniejszym, że jako autonomiczna jednostka nie
zostałem okradziony z profesora Miodka.
NA
CO MI MIODEK
Przede wszystkim Jan Miodek potrzebny mi był
jako przykład dla studentów. Studenci
dziennikarstwa nade wszystko pragną bowiem
zgłębić istotę medialności oraz tego, że
jedni w telewizji wychodzą dobrze, a inni - źle
choćby nie wiem co robili. Mogłem wtedy
powołując się na stosowne przykłady
odpowiedzieć, że najważniejsza w takim
przypadku jest pasja. Że o wartości człowieka
nie przesądza błękit wyprasowanej koszuli ani
modna grzywka, że liczy się wiedza, praca,
kompetencja.
|

Miotła i ciemne okulary przed Staszicem
fot.: Portal Powiatu Tarnogórskiego
|
Że lepszy jąkający się Owsiak
oraz Miodek ze swoimi obocznościami, niż stado
osobników wylewających się z każdego kanału,
którzy nie mają do powiedzenia absolutnie nic.
Że ci pierwsi - mają pasję, która pozwala im
działać w środkach masowego przekazu ku
korzyści swoich odbiorców.
Po drugie - profesor Miodek był zawsze dowodem
na to, że każda przekazywana w mediach treść
winna mieć solidną, przemyślaną, a nade
wszystko - atrakcyjną formę. Niewidoczną może
na pierwszy rzut oka, ale piękną, precyzyjną i
wycyzelowaną. Formę będącą dowodem szacunku
wobec osób do których się mówi, staranności
i profesjonalizmu. Wreszcie - po trzecie -
gdzieś na samym dnie czaszki profesor Miodek
był miłym wspomnieniem szkoły średniej: w
końcu uczył nas ten sam wuefista, którego
Pofesor przywoływał wiele razy w swoich
programach, a którego ja odprowadziłem dawno
temu na mały cmentarz w Milówce. KRADZIEŻ
I WSTYD
Nie
udało się ukraść profesora Miodka, ponieważ
kultura Zachodu w zasadniczych kwestiach bardzo
różni się od kultury Bizancjum i pseudokultury
bolszewickiej. Nie ma w kulturze Zachodu wyroku
bez sądu, sądu nie ma bez dowodów, a dowodów
bez przestępstwa. Nikt nie przedstawił ani
jednego śladu jakiejkowiek czynności
nieetycznej. Ale wstyd jest. Zawstydziłem się -
pierwszy raz w życiu - że jestem dziennikarzem.
Żeby była pełna jasność - w podskokach i bez
wahania pobiegłem wypełnić oświadczenie
lustracyjne. Wpisałem gdzie trzeba, że nigdy
nie współpracowałem. Nie mam zamiaru nigdy
bronić jakiegokolwiek agenta reżimu
komunistycznego. Jestem za lustracją i ubolewam,
że nie przeprowadzono jej wiele lat temu. Ale
wstyd mi, że ktoś posługujący się etykietą
dziennikarza opluł szanowaną osobę nie
podając cienia konkretu. Potem zrobiło mi się
wstyd, gdy zobaczyłem innego dziennikarza
idiotycznie pytającego czy Rada Miejska
Tarnowskich Gór odbierze profesorowi Miodkowi
honorowe obywatelstwo miasta. A niby dlaczego
miałaby to robić? I czuję, że w sprawie
profesora Miodka wstydził się będę jeszcze
wiele razy.
DUCH
ANTONIO SALIERIEGO
Próbowałem
sobie odpowiedzieć na pytanie jak to się
stało. Dlaczego media - zamiast realizować
swoje zadania broniąc poczucia sprawiedliwości
czy chociażby elementarnej logiki pozwalają
sobie na ferowanie dzikich wyroków. Dlaczego
rewolucja zamiast - jak zwykle - zjeść własne
dzieci (smacznego) - czepia się profesora,
który zawsze był i jest ludziom potrzebny.
Odpowiedzi prostej nie znalazłem, ale za każdym
razem kiedy myślę o tej sprawie i zamknę na
chwilę oczy - widzę scenę z filmu Formana.
Scenę, w której Antonio Salieri wznosząc ręce
wymawia swoje credo oszalałego zazdrośnika -
Chodźcie do mnie wszystkie miernoty świata,
błogosławię was. Bo nad autorami akcji
wymierzonej w Jana Miodka unosi się duch patrona
wszystkich miernot. Osobników kierujących
swoją nienawiść w stronę ludzi
przerastających ich pod każdym względem. A
mówiąc bardziej kolokwialnie: taka to nasza
Ojczyzna - Polszczyzna.
Zbigniew
Markowski
|
|
|