Wieści od przyjaciół: Honza mistrz krawiecki

Dostaliśmy maila od naszego przyjaciela Honzy. Napisał, że my tylko się bawimy i rozrabiamy jakbyśmy wąchali walerianę a on rozpoczął naukę krawiectwa artystycznego, ponieważ postanowił pomóc swojemu człowiekowi, którego pasją są patchworki.



[ czytaj więcej.. ]


Koci Mikołaj: czy kotom robi się świąteczne prezenty?

Był u nas koci Mikołaj i zostawił nam prezenty ;) Nie przypuszczaliśmy, że coś od Mikołaja dostaniemy, bo mamy świadomość tego, że nie zawsze jesteśmy grzeczni. Od czasu jak jesteśmy z naszym człowiekiem udało nam się parę rzeczy zniszczyć (między innymi powiększyliśmy liczbę elementów jego ulubionego serwisu do herbaty jak zrobiliśmy sobie z tacy tratwę i przy spadaniu z wodospadu poodpadały uszka od filiżanek) i prowadzimy z nim wojnę o prawo do dracenizmu. Teraz nam to już przeszło, ale przez klika tygodni codziennie dekorowaliśmy nasz dom, w tym łóżko człowieka, ziemią z doniczek i wyciągniętymi z ziemi roślinami. Od czasu do czasu korzystamy bez zgody z jego komórki lub komunikatora internetowego i zdarza się nam wyłączyć komputer jak człowiek pracuje. Jeździmy mu na grzbiecie jak szuka na czworaka ukrytych przez nas kluczy, pendrive czy okularów. Raz zabarykadowaliśmy drzwi wejściowe i nie chcieliśmy wpuścić go do domu. Może koci Mikołaj kieruje się innymi zasadami niż ludzki Mikołaj.



[ czytaj więcej.. ]


Kot to nie rzecz. Nie nadaje się na prezent świąteczny.

Zbliżają się święta a szaleństwo zakupowe już trwa. Najwięcej czasu zabiera ludziom kupowanie prezentów. Często dzieci chcą znaleźć pod choinką kota (czy też innego zwierzaka). Stanowczo odradzamy kupowanie czy adoptowanie kota oraz każdego innego zwierzaka jako prezent dla dziecka. Odradzamy też robienie tego typu prezentów dla osób dorosłych, które nic o takim prezencie nie wiedzą i nigdy nie wyrażały ochoty na adaptowanie zwierzaka. W okresie poświątecznym wiele zwierząt podarowanych, jako prezent wraca do sklepów zoologicznych (zwierzęta te często podrzucane są w pudełkach a nawet reklamówkach pod drzwi sklepu), oddawanych jest do schronisk czy wręcz wyrzucanych na ulicę. Koty nie potrafią się odnaleźć w nowym miejscu, Bywa, że kot wiele dni marznąc głodując siedzi w miejscu, w którym został porzucany, ponieważ czeka na człowieka, który go tam zostawił. Do najbardziej drastycznych przypadków należy wywożenie zwierząt do lasu i przywiązywanie ich do drzewa czy też wyrzucanie prosto na ulice z nadzieją, że je coś przejedzie. Zdarza się, że człowiek przychodzi z takim świątecznym prezentem do weterynarza i żąda uśpienia zdrowego zwierzaka.

Na szczęście wiele schronisk, domów tymczasowych i fundacji prozwierzęcych nie udostępnia kotów czy też psów do adopcji, jeśli dowie się, że zwierzak przeznaczony jest na prezent (zwłaszcza w okresie świątecznym). Coraz więcej też schronisk i fundacji przyjmuje zasadę "przed świętami zwierząt nie udostępniamy do adopcji". Ludzie wydzwaniają, awanturują się. Dowiadują się jedynie, że mogą przyjść po świętach. Ponoć prawie żadna z tych osób, nie pojawia się po świętach. Niestety sytuacja wygląda inaczej w niektórych hodowlach - bywa, że hodowcy chcąc przyciągnąć klientów ogłaszają się i reklamują maluchy z swoich hodowli jako wyjątkowe świąteczne prezenty. Również sklepy zoologiczne licząc na większy utarg reklamują zwierzęta jako odpowiednie na świąteczne prezenty.



[ czytaj więcej.. ]


Prośba o pomoc w imieniu kotów wolno żyjących

Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę [ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 r. O ochronie zwierząt, art. 1, Dz. U. z 1997 r., nr 106 poz. 668].


Thot przy swojej piwnicy
(zdjęcia zrobiła pani Grażyna szukająca dla Thota i jego rodzeństwa domu).

Widzie smutek i strach w tych małych, jeszcze niebieskich oczkach? To są zdjęcia, które zrobił człowiek szukający dla Thota domu. Thot urodził się i dorastał w piwnicy, jako kot wolno żyjący. Nasz człowiek zobaczył te zdjęcia w internecie i od razu zadzwonił pod podany numer, aby go adoptować. W porównaniu z wieloma kotami wolno żyjącymi, które nie mają się gdzie schronić Thot i tak był szczęściarzem, bo miał piwnicę, z której gospodarz obiektu nie przeganiał jego rodziny. Znalazł się też człowiek, który jemu i jego rodzeństwu znalazł domy.



[ czytaj więcej.. ]


Testujemy kocie zabawki: tunel dla kota

Kupionym w sklepie zabawkami szybko się nudzimy. Najbardziej lubimy bawić się tym, co sobie sami upolujemy: papierkami, nakrętkami z butelek, gąbką do mycia naczyń, papierem toaletowym, ziemią z doniczek, liśćmi roślin doniczkowych. Do zabawy nadają się też pendrive, długopisy, ładowarki a bywa, że zegarek czy okulary naszego człowieka. Mamy jednak „kupną” zabawkę, którą bardzo lubimy. Zabawka ta to metrowy tunel - „rękaw” wykonany z materiału. Jak go dostaliśmy od razu w nim się zakochaliśmy?


Dodatkową atrakcją podczas zabawy jest to, że tunel przyjemnie szeleści – wykonany jest z podobnego materiału jak kiedyś się szyło kurtki i płaszcze przeciwdeszczowe.



[ czytaj więcej.. ]


Nasi przyjaciele: Luna i Rudi

Luna i Rudi urodzili się, tak jak Thot 23 marca 2013 … bo to siostra i brat Thota. Wychowywali się wraz z Thotem i siostrą Gwiazdeczką pod opieką mamy w piwnicy, jako koty wolno żyjące. Okoliczny Koci Anioł, pani Grażyna, znalazła dla nich, tak, jak dla Thota (i wielu innych kotów) prawdziwy dom. Rodzeństwo adoptowała pani Jadzia.


Miesięczny Rudi z siostrą Gwiazdeczką, którą zaadoptowała właściciel piwnicy, w której urodziło się rodzeństwo, przy swojej (Luny i Thota) piwnicy.



[ czytaj więcej.. ]


Słodyczom mówimy stanowcze NIE!

Układ pokarmowy kotów nie radzi sobie z trawieniem i przyswajaniem wielu produktów, które jedzą ludzie. Wiele kotów jednak czy to z nudy czy z ciekawości próbuje jeść, wzorując się na swoim człowieku, pokarmy, których nie powinny jeść. Do takich produktów należą między innymi słodycze. Są koty, które je omijają, są takie, które biorą do pyszczka i z obrzydzeniem wypluwają, ale są też i takie, którym na widok słodkości śmieją się mordki. Bywa też tak (bardzo często), że kot sam nie wykazuje zainteresowania słodyczami a człowiek zachęca go do ich zjedzenia (np. bitej śmietany czy lodów). W naszym społeczeństwie panuje jeszcze dość niska świadomość, że częstując kota słodyczami naraża się go na poważne komplikacje zdrowotne. Zawarty w słodyczach cukier doprowadza do otyłości zwierząt, co z kolei pociągnąć może za sobą inne choroby (np. niewydolność nerek, wątroby, trzustki, cukrzycę). Porosimy nie myśleć kategoriami „mojemu kotu to nie grozi” - niestety statystki kotów chorujących na otyłość i dotyczące kotów chorujących na choroby związane z otyłością, w tym cukrzycę, są przerażające. Jedzenie słodyczy przez kota może także przyczynić się do powstania próchnicy i poważnych chorób przyzębia.



[ czytaj więcej.. ]


Czy kastrować kota?

Trzy tygodnie po drugim szczepieniu byliśmy na zbiegu kastracji. Całą drogę siedzieliśmy cichutko w transporterze. Nasz człowiek przyzwyczajony do naszych żałosnych koncertów podczas jazdy zastanawiał się czy to z głodu (jechaliśmy na godzinę 9 a ostatni posiłek jedliśmy o 20) czy przyzwyczailiśmy się do jazdy samochodem. Nie powiemy mu, dlaczego byliśmy cichutko. Niech się domyśla? Ponieważ nasza pani doktor kastrowała pieska do zabiegu przygotowywał nas bardzo sympatyczny pan doktor. Pierwszy do boju stanął Thot: pan doktor zaważył go (ładnie przybrał na wadze – wazy już 2,5 kg), oglądnął brzuszek, osłuchał serduszko i zmierzył temperaturę. Nawet dzielnie Thot to znosił. Walczyć zaczął, kiedy chciał podać mu zastrzyk usypiający, ale nasz człowiek ma opracowaną przy wcześniejszych iniekcjach metodę – bierze nas na ręce, przyciska do siebie i wtedy szybko można zrobić zastrzyk. Jak tak tarmosili Thota to ja zacząłem płakać ale jak przyszła na mnie kolej to byłem ze strachu bardzo cichutko tylko łapki mi się spociły ze stresu. Ja też przytyłem – ważę już 2,1 kg. Nasz człowiek zaczekał aż zaśniemy. Umówił się, że odbierze nas pomiędzy godziną 13 a 14, jak będziemy już dobrze wzbudzeni. Ponoć bardzo się ucieszył, kiedy o 11 dostał telefon, że może nas zabrać już do domu. Pani doktor zrobiła nam wpisy w książeczkach i powiedziała naszemu człowiekowi, że może dać nam jedzenie około 22, i że przez 10 dni cięcia po kastracji ma nam dwa razy dziennie dezynfekować rivanolem albo octeniseptem. Zaleciła naszemu człowiekowi, żeby dokładnie nas obserwował i skontaktował się, jeśli wystąpiłyby u któregoś z nas drgawki, kłopoty z oddychaniem, wymioty, brak poranienia dłużej niż 24 godziny po zabiegu, wydzielina ropna lub krwawienie z rany, problemy z wypróżnianiem. W drodze powrotnej byliśmy cichutku. W domu człowiek rozłożył nam na podłodze kocyki, żebyśmy nie skakali na nasze legowiska, które są dość wysoko. Nie za bardzo nam się to podobało i wygramoliliśmy się na łóżko, gdzie niecałą godzinę spaliśmy.

[ czytaj więcej.. ]


Testujemy kocie zabawki: myszki

Mamy sporo kocich zabawek, w tym myszek. No teoretycznie mamy, bo myszki mają to do siebie, że znikają do norek i jak to myszki siedzą tam cichutko i ani my ani nasz człowiek nie potrafimy ich znaleźć. Często ludzie kupują zabawki kotom kierując się ładnym wyglądem myszki albo samojezdnym napędem. Niektóre myszki, zwłaszcza te samojezdne, bywają drogie a potem okazuje się, że kot nie chce się nimi bawić. Postanowiliśmy przetestować myszki, jakie mamy, może pomoże to tym, którzy chcą kupić swojemu pupilowi czy pupilom zabawkę myszkę.



[ czytaj więcej.. ]


Kocio – ludzka rodzina

Jakiś czas temu przyszła do nas z Londynu kartka z pozdrowieniami. Tak, do nas kotków, czyli do Seta i mnie i do naszego człowieka. Czaszka na kartce nie ma na celu straszenia – to specjalnie wybrana kartka dla naszego człowieka, którego fascynuje osnuta wieloma legendami kryształowa czaszka znajdująca się w British Museum. Ponoć żeby poznać jej magiczną moc trzeba zobaczyć ją jak pada na nią promień księżyca w pełni. Crystal Skull teź nas pozdrowiła :) chyba była pełnia :) Wprawdzie nie znamy Michała, kuzyna naszego człowieka, który wysłał nam pozdrowienia i to prawdziwą pocztą a nie mailową, bo wyjechał do Londynu zaraz po zakończeniu sesji a my mieszkamy z naszym człowiekiem od połowy lipca, ale wysłaliśmy mu mailem nasze zdjęcie. To miłe, jak pamięta się, że członkiem rodziny jest też zwierzak czy zwierzaki. Hm… choć nie do końca wiadomo, kto w takiej mieszanej zwierzęco-ludzkiej rodzinie jest głową rodziny. Nasz człowiek, jak mieszkał jeszcze ze swoimi rodzicami, miał sukę błękitnego doga niemieckiego, która wabiła się Bona. Kiedy młodszy od naszego człowieka jego brat wyjechał na kolonię (miał wtedy 9 lat) przysłał kartkę zaadresowaną na Bonę „nazwisko rodziny. Na kartce napisał „Pozdrowienia dla Bony i reszty rodziny”.

[ czytaj więcej.. ]


strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |