Kocio – ludzka rodzina

Jakiś czas temu przyszła do nas z Londynu kartka z pozdrowieniami. Tak, do nas kotków, czyli do Seta i mnie i do naszego człowieka. Czaszka na kartce nie ma na celu straszenia – to specjalnie wybrana kartka dla naszego człowieka, którego fascynuje osnuta wieloma legendami kryształowa czaszka znajdująca się w British Museum. Ponoć żeby poznać jej magiczną moc trzeba zobaczyć ją jak pada na nią promień księżyca w pełni. Crystal Skull teź nas pozdrowiła :) chyba była pełnia :) Wprawdzie nie znamy Michała, kuzyna naszego człowieka, który wysłał nam pozdrowienia i to prawdziwą pocztą a nie mailową, bo wyjechał do Londynu zaraz po zakończeniu sesji a my mieszkamy z naszym człowiekiem od połowy lipca, ale wysłaliśmy mu mailem nasze zdjęcie. To miłe, jak pamięta się, że członkiem rodziny jest też zwierzak czy zwierzaki. Hm… choć nie do końca wiadomo, kto w takiej mieszanej zwierzęco-ludzkiej rodzinie jest głową rodziny. Nasz człowiek, jak mieszkał jeszcze ze swoimi rodzicami, miał sukę błękitnego doga niemieckiego, która wabiła się Bona. Kiedy młodszy od naszego człowieka jego brat wyjechał na kolonię (miał wtedy 9 lat) przysłał kartkę zaadresowaną na Bonę „nazwisko rodziny. Na kartce napisał „Pozdrowienia dla Bony i reszty rodziny”.

[ czytaj więcej.. ]


Drugie szczepienie małych kotów

No i stało się :( Jakiś czas temu byliśmy na powtórnym szczepieniu. Tym razem zawodziliśmy całą drogę w duecie i staraliśmy się wyjść z transportera. Pierwszy do walki z weterynarzem i naszym człowiekiem stanął Thot. Mocno mnie zdziwił, bo sam wyszedł z transportera, więc go dopadali pierwszego. Pani doktor zważyła Thota, badała brzuszek, osłuchała serduszko, zmierzyła temperaturę (podczas ponownego szczepienia kot musi być, tak jak podczas pierwszego zupełnie zdrowy i aby to stwierdzić kota należy zbadać) i zajrzał do pyszczka, aby oglądnąć dziąsła i zęby, co Thota zirytowało, bo nie jest koniem, więc zaczął się stawiać. Walka ludzi z Tohotem trochę trwała, ale w efekcie zaszczepiono go. Potem przyszła kolej na mnie. Sam się sobie dziwię, ale zachowywałem się grzecznie. Nawet jak oglądano mój chory ogonek. Nasz człowiek w pewnym momencie na stole weterynaryjnym zobaczył mokre ślady moich łapek i powiedział „ojej, on chyba się ze strachu zsikał”. Jak on tak mógł pomyśleć? Parzcież nie jestem już niemowlęciem. Nasza pani doktor wyjaśnił naszemu człowiekowi, że jestem mocno zestresowany i łapki mi się pocą (gruczoły potowe znajdujące się na poduszkach kocich łapek uaktywniają się jak kotu jest zbyty gorąco i jak kot jest zestresowany). No, ale jak maiłem być niewystraszony, jeśli czekając na swoją kolejkę patrzyłem, co robią z Tohtem i jak mu się to nie podoba. Ponowiono nam szczepienie przeciwko wirusowi herpeswirozy, kaliciwirusowi i panleukopenii i dodatkowo zaszczepiono nas przeciwko  chlamydiozie ponieważ Thot jak się urodził miał zapalenie spojówek, a nie wiadomo jakiego typu było to zapalenie. Nasze szczepienie i aktualne wagi (Thot waży już 2 kg a ja 1,8 kg) zostały odnotowane w naszych książeczkach zdrowia. Za rok ponownie będziemy zaczepieni a potem to chyba, co dwa lata. W drodze powrotnej byliśmy cichutko i bardzo się ucieszyliśmy jak weszliśmy do naszego domu.

[ czytaj więcej.. ]


Nasza przyjaciółka Kleopatra

Kleopatra swoje egipskie imię zawdzięcza urodzie i skośnym oczom. Nie jest wprawdzie tak przebojowa, odważna i władcza jak ostatni faraon Egiptu Kleopatra VII zwana też Kleopatrą Wielką, ale tak jak ona potrafi wielu ludzi zauroczyć.



[ czytaj więcej.. ]


Klasyka kocich zabaw c.d. - kocia olimpiada

Słyszeliśmy, jak nasz człowiek powiedział innemu człowiekowi, że chyba przygotowujemy się do kociej olimpiady, bo codziennie kilka godzin poświęcamy na ćwiczenia. Tak, to fakt. Mamy zamiar startować w kilku dyscyplinach. Codziennie jak wstaniemy robimy sobie rozgrzewkę – kilka skłonów i kocich grzbietów. Potem ćwiczymy biegi na krótkich dystansach oraz biegi z przeszkodami. Często jest tak, że jedną z przeszkód na trasie naszego biegu jest śpiący na łóżku człowiek. Kiedyś utrudniał nam bieg ruszając się albo wstając, ale chyba wreszcie pojął, że przeszkody są nieruchome, bo już nie reaguje jak po nim biegamy i tylko nakrywa głowę kołdrą.

[ czytaj więcej.. ]


Nasz przyjaciel Oliwier Teodor zwany Oliwierkiem

Oliwier Teodor, zwany przez swojego człowieka (panią Basię) pieszczotliwie Oliwierkiem to tak, jak my kot rasy europejskiej. Oliwierek jest typowym mieszczuchem, choć urodził się we wsi Strzebiń, gdzie do dwóch miesięcy życia dorastał pod okiem mamy w towarzystwie dwójki rodzeństwa. Jak miał dwa miesiące jego człowiek przywiózł go do miasta. Oliwierek szybko zadomowił się w mieszkaniu na trzecim piętrze. Niechętnie wychodzi z mieszkania, ponieważ w nim czuje się najbezpieczniej. Najbardziej lubi zakopywać się w pościeli swojego człowieka i jak jego człowiek nie widzi leżeć na stole. Podczas snu przybiera różne śmieszne pozycje, co znaczy, że jest szczęśliwy ze swoim człowiekiem. Codziennym porannym rytuałem Oliwierka jest mizianie się ze swoim człowiekiem, gdy ten się obudzi.



[ czytaj więcej.. ]


Klasyka kocich zabaw – walka z papierem toaletowym

Wczoraj Thot porwał z łazienki (mamy do niej stały dostęp przez dolne kocie drzwi, bo tam stoi nasza kuweta) papier toaletowy i urządził sobie w kuchni Wrestling. Do walki stanęli Mr. Thot Cat i Mr. Toilet Paper. Walka była typu Evening Gown Match - zadaniem Thota było rozebranie Toileta do bielizny, czyli tekturowej rolki. Jak to w Wrestlingu bywa wszystkie chwyty były dozwolone. Obserwowałem tę walkę, bo Toilet był jeden a jak chciałem pomóc Thotowi walczyć wyrzucił mnie z ringu. Thot obejmował Toileta wszystkimi łapami w mocnym uścisku, kopał tylnymi łapami, gryzł, drapał pazurami, rzucał nim o ring. Mr. Toilet Paper moim zdaniem zachowywał się biernie, ale może to tylko moje wrażenie, bo Thot walczył z nim dość długo. A może walka trwała tak długo, dlatego, że Toilet był ubrany na cebulkę – po całym ringu latały kolejne warstwy jego ubrania. Thotowi było mało, że zdjął kolejną warstwę ubrania i darł ją jeszcze na drobne strzępy. Może bał się, że Toilet założy ją ponownie. Walkę wygrał Thot. Po skończonej walce pobiegłem po naszego człowieka z nadzieją, że wręczy Thotowi pas mistrzowski, ale człowiek chyba nie zna zasad Wrestlingu, bo zachował się irracjonalnie – zamiast podnieść łapkę Thota i wręczyć mu pas mistrzowski zabrał się za sprzątnie z ringu części odzieży Toileta. Nie powiedziałem tego Thotowi, żeby go nie stresować, ale on chyba zabił podczas walki Tolieta, bo widziałem, jak człowiek zamknął go razem z resztkami jego ubrania w czarnym plastikowym worku a potem wyniósł z domu worek.

[ czytaj więcej.. ]


Nasz przyjaciel Kuba

Kuba jest jedenastoletnim kotem rasy europejskiej. Mieszka na pierwszym piętrze domu z ogrodem. Jak chce wejść lub wyjść z domu do ogrodu zamiast schodów używa rosnącego tuż obok balkonu drzewa. Uwielbia wylegiwać się przy kominku i pałaszować mięso z ugotowanych udek kurczaka. Jest wielkim łasuchem – jak nie smakuje mi jedzenie w jego domu, albo uzna, że dostał za mało jedzenia idzie na obiad do mieszkających na parterze rodziców jego człowieka.



[ czytaj więcej.. ]


Zabawy z kotem: puszka ze skarbami

Każdy kot najbardziej sobie cenni wspólne zabawy z człowiekiem. Nawet dwa czy więcej mieszkających razem kotów porzuci wspólną zabawę żeby pobawić się ze swoim człowiekiem. My lubimy jak nasz człowiek bawi się z nami myszką na wędce albo rzuca nam piłki lub myszki a my po nie biegniemy. No cóż nie jesteśmy psami, więc nie aportujemy i rzadko przynosimy człowiekowi rzucony przedmiot, więc musi sam aportować żebyśmy mogli się dalej bawić. Parę dni temu naszemu człowiekowi nie chciało się biegać i wymyślił dla nas zabawę mało uciążliwą dla siebie. Pokazał nam wysoką na jakieś 25 cm puszkę i szeroką na 12 cm a następnie wrzucił do puszki małą szmacianą laleczkę. Szybko sobie poradziłem z jej wyjęciem. Potem próbował Thot i też nieźle mu poszło. Kiedy raz za razem wyciągaliśmy laleczkę człowiek utrudnił nam zadanie i wrzucił do puszki dość dużą aplikację księżyca. Ponieważ aplikacja jest płaska i przylega do dna puszki trudno jest ją wyjąć a na dodatek okazało się, że pod księżycem jest jeszcze koło wycięte z kartonu, które też trzeba było wyjąć.

[ czytaj więcej.. ]


Co czyha na kota w mieszkaniu

Wypadek Seta uświadomił nam ile niebezpieczeństw czyha na kota, a zwłaszcza na kocie dziecko, w mieszkaniu. O tym, że w mieszkaniu nie powinno być roślin trujących dla kota, i że należy zabezpieczyć siatką otwory okienne i balkonowe już pisaliśmy. No to rozejrzyjmy się po mieszkaniu. Zaczniemy od łazienki i ubikacji. Należy pamiętać o tym, że mając małe koty w mieszkaniu należy zmykać ubikację klapą deski klozetowej (wielu ludzi, a zwłaszcza dzieci, nie ma tego nawyku). Deski wykonane są przeważnie z jakiegoś tworzywa sztucznego, które jest śliskie i jeśli na taką deskę wskoczy rozpędzony mały kot o wpadnięcie do muszli klozetowej nie trudno. Jeśli kotek wpadnie głową do środka może się utopić. Jeśli nie będzie człowieka w mieszkaniu może też paść z wycieńczenia i strachu stając się z tej pułapki wyjść. Może dojść też do bardzo poważnego zatrucia kota detergentami używanymi do utrzymania ubikacji w czystości (w takim przypadku należy natychmiast udać się z kotem do lekarza weterynarii).

[ czytaj więcej.. ]


Urazy kociego ogona

Dwa tygodnie temu Set miał wypadek : ( Rozrabialiśmy rano, jak nasz człowiek jeszcze spał i na ogon Seta spadła metrowa, ciężka, stojąca na podłodze rzeźba wojownika, który pilnuje naszego domu. Ogon bardzo krwawił. Człowiek usłyszał huk upadającej rzeźby i szybko wstał. Bardzo się wystraszył jak zobaczył zakrwawioną podłogę i brak Seta, który schował się pod biurkiem (ja siedziałem wystraszony obok rzeźby). Jak człowiek zwołała „Set gdzie jesteś”? usłyszał z pod burka cichutki płacz. Wziął na ręce Seta i polał ranę woda utlenioną, co nie było łatwe, ponieważ wystraszony Set się wyrywał. Człowiek próbował wyciąć sierść wokół rany, ale się mu to nie udało a akurat nie było nikogo, kto mógłby mu w tym pomóc (przed usuwaniem sierści z miejsca rany nożyczki należy wygotować). Następnie człowiek skonsultował się z naszym lekarzem weterynarii, który wypytał dokładnie, co się stało, jaki jest stan ogona i jak zachowuje się Set. Człowiek opowiedział na pytania lekarza oraz powiedział, że wydaje mu się, że ogon jest złamany, bo końcówka ogona nienaturalnie zwisa. Nasza pani doktor powiedziała, że jeśli uda się zatamować krwawienie to lepiej nie przyjeżdżać do lecznicy ze wzglądu na duży upał (do lecznicy dość daleko dojeżdżamy). Zaleciła obserwację Seta i skontaktowanie się gdyby były jakieś niepokojące objawy. Człowiek przemywał zgodnie z zaleceniem lekarza, co jakiś czas ranę rivanolem 0,1% (ranę na ogonku najlepiej polać rivanolem czy wodą utlenioną, przykładając gazę z rivanolem można powodować dodatkowy ból) - rozlizywana przez Seta rana dość długo krwawiła. Na początku Set był bardzo wystraszony i cichutko popłakiwał – nie wiadomo, czy ze strachu czy bardzo go bolało. Potem się trochę uspokoił, ale cały dzień był bardzo smutny i leżał. Na szczęście apetyt mu dopisywał. Początkowo zaczepiałem Seta i zachęcałem do wspólnej zabawy, ale zorientowałem się, że z Setem jest coś nie tak. Wylizałem mu futerko. Ogon też chciałem wylizać, ale mi nie pozwolił i trochę się nawet zdenerwował i pierwszy raz jak go znam zasyczał na mnie. Nie przeszkadzałem mu więcej, tym bardziej, że człowiek powiedział, że teraz potrzebny jest Setowi spokój. Smutny Set tak mnie przejął, że w efekcie to nie Set a ja później popłakiwałem. Bardzo późnym wieczorem człowiek i ja trochę odetchnęliśmy z ulgą, bo Set nabrał ochotę na zabawę. Wprawdzie nie szalał tak, jak zwykle ( z naszej dwójki Set bardziej rozrabia i człowiek niekiedy się śmieje, że ma kocie ADHD) ale trochę pobiegaliśmy i odbyliśmy wieczorny trening kocich zapasów. Ogon Seta dalej się leczy. Ale chyba jest nienajgorzej, bo, wprawdzie rzadko, Set stawia w pionie ogonek, ale końcówka jeszcze zwisa.

[ czytaj więcej.. ]


strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |