Renesans rodziny

Rok 2022 ogłaszam wszem o wobec rokiem renesansu rodziny. Co to ma być? No właśnie! Co oznacza renesans? - Odrodzenie. Czyli coś, co już było, na nowo ma się odrodzić. Tylko czy odrodzenie to jest odtworzenie tego, co było? Nie – to powstanie czegoś nowego, czego inspiracją, korzeniami jest to, co kiedyś było!

Ten wstęp jest na potrzebny, byśmy sobie uświadomili, co ma powstać. Rodzina jest tak stara, jak ludzkość. Od czasy, kiedy człowiek przestał żyć w pojedynkę, kiedy na tym samym obszarze było ich dwóch – zaczynali żyć razem. Robinson i Piętaszek też byli rodziną. Tą pra, prarodziną była zależność i dobrowolne bycie razem – bo tak było lepiej! Dzisiejsza rodzina to już zupełnie inny związek, oparty głównie na pokrewieństwie (związek krwi) bądź powinowactwie (związek przynależności). Dzisiaj dodajemy do tego zasadniczego zrębu różne odnogi jak rodzina zastępcza i tak dalej. Grunt, że rodzina!

A teraz do rzeczy! O rodzinie mówią obecnie wszyscy, każdy wie, że najważniejsza, ale każdy wie inaczej i jego model to ten właściwy. Czy ja chcę dołączyć do tego chóru? Uchowaj Boże. Myślę, że obecny czas, czas pandemii jest bardzo dobrym czasem, że renesans rodziny będzie możliwością wyjścia z obecnego wielkiego kryzysu. Gdybyśmy prześwietlili nasze dzieje to łatwo zauważyć, że wszelkie renesanse przychodziły po wielkich kryzysach. Nie sięgając za daleko – nowy ład Roosvelta przyszedł po wielkim kryzysie początków XX wieku. Nota bene – czy twórcy polskiego ładu nie mogli sobie dokładnie przestudiować tego roosveltowskiego zanim spłodzili swój „ład”? (to taka „oboczna” dygresja). Dlatego rok 2022 jest bardzo odpowiednim czasem, by wychodzić z kryzysu odradzając rodzinę.

Proszę, popatrzcie na zdjęcie

cztery generacje razem i wszyscy uśmiechnięci:

  • pierwsza generacja – moja siostra Gienia i ja
  • druga generacja – nasze córki Bożena i Hania
  • trzecia generacja – ich dzieci – Kasia, Piotr i Samuel
  • czwarta generacja – dzieci dzieci czyli prawnuki Gieni: Hania, Zuzia i Krzysiu (na zdjęciu jest mąż Kasi i Ojciec Hani – Tomek – nie ma żony Piotra – mamy Krzysia i Zuzi, bo zrobiła nam to zdjęcie).

Co ma różnić tę odrodzoną rodzinę od tej starej, tradycyjnej lub tej bogoojczyźnianej, zaściankowej? Jesteśmy razem, bo tak wypada i związki krwi? – Nie! Jesteśmy razem, bo chcemy, bo się lubimy i przyjaźnimy, mamy „w nich” oparcie i oni w nas. Nie musimy odwiedzać się co rusz, bo wypada. Najważniejsza jest świadomość, że zawsze mogę w potrzebie na nich liczyć i oni na mnie. Przyjemnie jest od czasu do czasu zasiąść wspólnie przy stole. Na ten renesansowy rok Wam i sobie tego życzę.

Alfreda Bendkowska

PS.
Postanowiłam w tym roku odnowić moje kontakty w wielkopolskiej rodzinie mojego ojca (bardzo zaniedbanej przeze mnie) i w dolnośląskiej rodzinie mojej mamy (zaniedbanej również), bo rodzina to rodzina i fajnie, że jest, bo kiedy jej nie masz, samotnyś jak pies!




Nasze kolędy, nasze wigilie

„Gdy się Chrystus rodzi”, „lulajże Jezuniu, moja perełko”, „gdy śliczna panna syna kołysała” - wzruszająco piękne są nasze kolędy i pastorałki. Bo wzruszające są święta Bożego Narodzenia. O tych, które wryły się w moją pamięć chcę dzisiaj powspominać.

Rok 1946. Mieszkamy w leśniczówce, jest wigilia – my, najmłodsze trzy siostry ubieramy choinkę i wiemy, że pod choinką nie będzie prezentów – jedynie jakieś słodycze upieczone przez mamę. Po kolacji (jednak 12 potraw, talerz dla niespodziewanego gościa i sianko pod obrusem) wszyscy idziemy pod choinkę śpiewać kolędy, a tam cud! Paczki dla każdego. Tym cudem była amerykańska UNRRA, która polskim dzieciom sprawiła paczki pod choinkę. Do dzisiaj mam przed oczyma te amerykańskie cuda!

Moja pierwsza wigilia u teściów. Jakże inna, śląska wigilia: siemieniotka (obrzydliwa zupa z konopi), smażony karp, makówki i moczka (bardzo dobra, słodka). Do mojego repertuaru wigilijnego weszły makówki.

Pierwsza wigilia u mnie z zaproszoną rodziną męża – polska w pełnej krasie, wigilia którą bardzo chwalił mój teść.

Rok 1985 – mój mąż w Niemczech, Hania we Francji, Alicja i ja na Blachówce – dwie sieroty. Następna wigilia już na emigracji – ta najbardziej pamiętna, z pięcioletnim Samuelem – moim pierwszym wnukiem w Szwajcarii. I ta w Stroniu Śląskim z udziałem Izy i Oli (córki Pawła, po śmierci matki), gdzie Iza po dużym łyku wina usiłowała śpiewać kolędy, których nigdy przedtem nie śpiewała i ze łzami wyznała, że jeszcze nigdy nie miała takiej pięknej wigilii (sama przytachała wycięte drzewo choinkowe z lasu).

Potem znów wigilie w Polsce. Przy wigilijnym stole cztery generacje: prababcia Gienia, babcia Bożena, córka Kasia, Hania – prawnuczka. Wspomnę kolację wigilijną niemiecką, na której byłam. Napisałam nawet wierszyk o tym, że znalazłam się w kraju, gdzie do świętej kolacji „blutwurst z kapustą – przysmak owej nacji”.

Jaka będzie ta ad 2021? Może pandemia pozwoli mojej córce i wnukowi przyjechać ze Szwajcarii do Polski? Jeżeli będziemy w trójkę to postanowiliśmy zrobić kolację innowacyjną. Każdy przygotuje to, co lubi najbardziej – może być ciekawie? Zaczęłam od kolęd i kolędami zakończę. W mojej sypialni wisi obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Pasuje jak ulał do „gdy śliczna panna syna kołysała” - piękna, młoda, o semickiej urodzie dziewczyna trzyma zawiniątko ze swoim dziecięciem, a na twarzy jej widać wielką miłość, ale i troskę.

Troskę o co? Życzę Wam wszystkim (sobie też) wzruszających Świąt, które też po latach wspominać będziemy.




Wspomnienia - wiosna 1956, czyli sukienka z Paryża

Przyszedł listopad, wcale nie taki ponury i smutny, ale zima tuż, tuż. Jaka będzie, aż strach myśleć, bo przesłanki hiobowe (starczy na ogrzanie mieszkania? ). Zgodnie jednak z zapowiedzią oddam się wspomnieniom.

Rok 1956 – wiosna. Jestem nauczycielką w szkole podstawowej, w której pobierałam nauki przez pierwszych 6 lat. Po maturze postanowiłam 2 lub 3 lata przepracować, a potem iść na studia. Chciałam siebie jakoś zabezpieczyć finansowo początek. I tak zrobiłam. W kwietniu roku 1956 władze postanowiły w tej miejscowości, gdzie uczyłam, założyć koło Związku Młodzieży Wiejskiej. Na zebranie założycielskie przybyły ważne osoby z województwa, powiatu i jeden ze stolicy. Po zebraniu miała być zabawa. Na zebraniu nie była, no bo czy ja młodzież wiejska? Ale na zabawie się zjawiłam. Nastąpiła konsternacja – moja sukienka wprawiła wszystkich w osłupienie. To była super modna, pokazywana w zagranicznych żurnalach kreacja (te żurnale jakimś cuden przedostawały się do Polski, w moje ręce też). Pokazałam to cudo mojej krawcowej, która potrafiła uszyć wszystko, wystarczyło jej to tylko pokazać. Tak paryska kreacja trafiła pod polskie strzechy, a dokładniej na zabawę, która miała zmienić oblicze owej wsi.

Zabawa polskiej wsi nie zmieniła, ale sukienka zmieniła moje życie. Osoba z samej stolicy zainteresowała się sukienką i zaproponowała jej właścicielce, że ZMW może dać mi rekomendację na studia. Wtedy zapytałam, czy dla każdej w ten sposób ubranej prowincjonalnej gęsi w sukience prawie od Diora jest miejsce w Warszawie, na przesłuchaniu w Szkole Głównej Służby Zagranicznej. Nazwa tej uczelni fascynowała mnie od momentu, kiedy ją pierwszy raz przeczytałam w informatorze na studia, jeszcze w liceum. Wtedy jednak byłam przekonana, że nie dla psa kiełbasa. A teraz się stało!

Nie będę opisywać tej uczelni, bo nigdy nie zostałam jej studentką, aczkolwiek zostałam przyjęta. Nadszedł październik 56 i zawierucha zmiotła w pierwszym rzędzie ową uczelnię. Nie było mi dane mówić „towarzyszu profesorze”, a do współbraci i sióstr „wy kolego” i „wy koleżanko”. Nie zostałam również trzecim zastępcą czwartego sekretarza ambasady polskiej w Pernambuco – bo miałam studiować na wydziale dyplomatyczno – konsularnym, drugi był wydziałem handlu zagranicznego.

Chciałabym kiedyś jeszcze spotkać jakiegoś absolwenta tej uczelni – efemerydy – czy rzeczywiście wychodzili z niej dyplomaci – jeśli tak, to jacy? Może minister Waszczykowski – nie, on jest za młody. Skąd mi się wzięło to sukienkowe wspomnienie? Przed dwoma, czy trzema miesiącami u mojej przyjaciółki Margot w Niemczech zobaczyłam wiszącą na wieszaku „moją sukienkę” i stanęły mi przed oczyma te wszystkie wydarzenia, o których zapomniałam.

Życie pełne jest niespodzianej, dlatego bądźmy ciągle przygotowani, że los coś dla nas ma. Oby to coś, jeżeli ma odmienić nasze życie, niech będzie to w dobrą stronę, czego sobie i Wam serdecznie życzę.




Świat, który ześlizguje się w bagno głupoty

Chciałabym napisać o pięknej złotej jesieni, tej prawdziwej, z babim latem tańcującym na wietrze, złotymi liśćmi, z uśmiechniętymi spacerującymi ludźmi, biegającymi psami i leniwie wylegującymi się kotami. Jak tylko ułożyłam sobie w głowie ten wzruszający obrazek, usłyszałam głos (z tyłu głowy): masz bardzo dobrą pamięć i jeszcze lepszą wyobraźnię, to było „kiedyś”, bardzo dawno „kiedyś”. A ty się obudź i popatrz wokół!!! I co widzisz? Świat, który ześlizguje się w bagno głupoty, który nie ma żadnych ideałów, żadnych marzeń, świat w którym nie ma nic wielkiego, czemu można by podporządkować życie.

Jest jedno: pieniądz, chęć posiadania. Rzadko ludzkość bywa tak, jak dzisiaj pozbawiona prawdziwych przywódców, mentorów, światła ideałów. Jeżeli pojawi się jakaś osoba wyjątkowa, ktoś z ideami wykraczającymi poza horyzont codziennych przyjemności, zostanie stłamszony przez przeciętną i banalną większość.

Bardzo szeroko pojęta kultura i polityka powinny modelować nasz sposób myślenia, wpływać na sens życia. Tymczasem polityka za sprawą zwyrodniałej w stosunku do pierwotnej idei demokracji znalazła się w rękach miernot. Bo dzisiejsza demokracja to udanie się raz na cztery lub pięć lat do lokalu wyborczego, by postawić krzyżyk przy nazwisku tego, który najwięcej obiecuje. A kultura? Muzyka, sztuka, literatura – wszystko podporządkowane prawom rynku. I królujące internet i telewizja, które każde wydarzenie i każdą emocję przemieniają w spektakl, w efekcie czego nie nas nie może poruszyć lub oburzyć. One napełniają nas masą informacji, ale pozostawiają moralnymi ignorantami. Ludzie od pieluch poddani takiemu „modelowi” życia albo uznają, że ta pogoń za dobrami materialnymi jest OK, albo zaczynają widzieć, że nie ma tu miejsca na przyjemności natury duchowej, poczują się zatruci i ilu z nich potrafi wrzasnąć „stop – poszukajmy jakiejś innej drogi.

Popadają w depresję, która staje się coraz powszechniejszą dolegliwością. Świadczy to też, że w głębi duszy ludzie tęsknią za człowieczeństwem. Marna to jednak pociecha, zważywszy ilu ludzi na depresję cierpi i że coraz więcej to ludzie młodzi i dzieci. I będzie ciągle gorzej zważywszy ilość i agresję czynników depresjogennych (od klimatu po cnoty niewieście). Z depresją można sobie poradzić, jeżeli odpowiednio wcześnie zrozumiemy jej symptomy i chwycimy ją za gardło zanim ona zrobi to nam. To, co piszę o depresji to nie jest teoretyczne wymądrzanie, sama to przeszła i wiem, że można sobie poradzić. Sposobów na to są tysiące, ale najlepsze lekarstwo to wola walki. Trzeba poszukać w swoim życiorysie i zatrzymać się na okresie kiedy było mi dobrze, z momentami szczęścia i zacząć żyć tak, jak wtedy. A propos szczęścia: to są tylko chwile, nie ma permanentnego szczęścia, gdyby tak było, umarlibyśmy z przejedzenia.

Miało być ładnie, pogodnie, a tu całkiem listopadowo, chociaż za oknem słonecznie i pięknie. Daję słowo, że to już ostatni mój zapisa tak ciężki. O czym będę pisać? Wspomnienia, ale nie w formie pamiętnika, bo tak się pisze pod coś lub pod kogoś, czyli się koloryzuje. A ja chcę jeszcze raz przeżyć coś, co w jakimś okresie mego wcale nie krótkiego życia już raz przeżyłam. Możecie mi w tym towarzyszyć. W listopadzie zacznę od roku 1955, od pewnej sukienki, która odmieniła moje życie. Popytajcie swoich mam i babci, jakie to się wtedy sukienki nosiło. Ten pomysł z odkopywaniem dawnych przeżyć może być dobry na depresyjny czas. Oby tak było, czego Wam z całego serca – sobie też – życzę.




Szkoła - uczeń - nauczyciel - minister - państwo

Kończy się sierpień i u wszystkich „szkolnych” to jest uczniów i rodziców zaczyna się szkolne mrowienie w brzuchu. Bo tego, do jakiej szkoły wszyscy zainteresowani wrócą, nie wie nikt (włączając do tego „nikt” również jaśnie oświeconego pana Czarnka, który mieni się być jaśnie oświeconym specem od edukacji wszelakiej). Wszyscy zdroworozsądkowi są pewni, że trzeba się szykować na różne scenariusze i chaos.

Najprawdopodobniej decyzje o sposobie nauki będą zapadały z dnia na dzień i będą wymagały od rodziców błyskawicznych decyzji. Stan niepewności stanie się codziennością. Ten chaos powoduje ciągle dobrze się mająca pandemia. Szkołę czeka jednak coś więcej. Szkoła według pana Czarnka. Nauka według zarządzeń, zaleceń, instrukcji i wytycznych – wszystko od źródła do szkoły. By ktoś nie próbował czegoś innego, tego pilnować będą odpowiedni kuratorzy (przyszło mi tu do głowy takie skojarzenie – myśliwy i jego sfora psów gończych). Zadaniem kuratorów będzie pilne baczenie, by nauka zawierała dogmaty:

a) dogmat cnót niewieścich
b) dogmat „Prawdziwy Polak”
c) dogmat „człowiek” - tylko stuprocentowi mężczyźni i stuprocentowe kobiety – żadnych dewiacji.

A po co nauczyciel? Będzie miał jedno podstawowe prawo: prawo do niemyślenia!!!

Przeżyłam w ciągu mojego nauczycielskiego życia dziewięciu ministrów oświaty. Byli również i tacy, którzy chcieli wprowadzić w Polsce szkołę – dziesięciolatkę (skutecznie zbojkotowany przez WSZYSTKICH nauczycieli pomysł), ale tak genialnego pomysłodawcy na oświatę i uczenie nie miał nikt. Czy taka ma być polska szkoła?!

Mój gorący apel do wszystkich nauczycieli: jak Polska długa i szeroka – ZRÓBCIE COŚ Z TYM!!! Jak mawiali starożytni „viribus unitis” (wspólnymi siłami). Przed paroma miesiącami rozmawiałam z trójką trzydziestolatków – naukowców z Polski pracujących obecnie w Wielkiej Brytanii, Niemczech i USA. Cała trójka ściśle współpracuje z Polską Akademią Nauk. Dlaczego o tym piszę: ci młodzi ludzie – zapaleńcy opracowali program nazwany „Dobrobyt na pokolenia”. Kiedy mówili mi o tym programie to mnie zatkało. Bo co to jest: program nauki hybrydowej – instrukcja dla nauczycieli opracowana na Harvardzie (przetłumaczyli ją na język polski) – strona polska – zero zainteresowania. Program oceny strat po pandemii: ile wynoszą straty edukacyjne, jak je policzyć, jak efektywnie nadrobić – zainteresowanie – jak wyżej.

Program profesjonalnej służby cywilnej – program dla pracy zespołu niezależnych fachowców analizującego pracę rządu (analizujący – nie oceniający). Tu akurat o tempora, o mores!!! Ale niech żywi nie tracą nadziei. Po burzy zawsze jest tęcza (przepraszam za niepoprawne politycznie skojarzenie). Nadziei na lepsze z całego serca życzę Wam i sobie.




Jak będąc podopiecznym nie zwariować? Jak będąc opiekunem nie zwariować?

Zapożyczyłam hasło wstępne z książki pani Katarzyny Meller o tym, jak być córką i nie zwariować. Książka wspaniała zainspirowała mnie do napisania tego, co piszę, bo temat bardzo chodliwy. Społeczeństwo się starzeje, takiego wysypu 80-latków jeszcze nie było, a i sporo tych, co im cały wiek i nie za dużo. Ale im kobieta (mężczyzna też) starsza, wszystko się w niej pogarsza. I stąd mamy nowy układ społeczny: podopieczny – opiekun. 80% tego układu to powiązania rodzinne, bo bardzo niewielu „staruszków” może sobie pozwolić na opiekę za pieniądze i stawianie swoich warunków (bardzo skromny pokój dwuosobowy w domu seniora – około 4000 złotych miesięcznie). Wiem co mówię – mam parę bardzo dobrych znajomych w domach seniora.

Jesteśmy stawiani przed faktem: rodzice nie są w stanie dalej samodzielnie egzystować, więc dzieci, choć same też nie młode, muszą się nimi zająć. By jednak nie zwariować obydwie strony powinny przygotować się do tego bardzo trudnego układu. Zadając sobie pytania: co mnie czeka, czego mogę się spodziewać, co powinnam od siebie dać. Ułożyłam dekalog dla każdej ze stron, może wam to pomoże?

Dekalog podopiecznego

1. Przestań myśleć, że wszyscy chcą Tobą dyrygować, jesteś niezrozumiany i opuszczony
2. Spojrzyj odważnie w lustro i z osobą, którą tam widzisz (która Ci się wcale nie podoba) zawrzyj towarzystwo przyjaźni
3. Realizacją przykazania drugiego jest przykazanie trzecie: koniec z narzekaniami i biadoleniem, co było, już nie wróci, a licznik bije tylko do przodu
4. Mierz zamiar według sił. Przyjrzyj się sobie dobrze. Przeanalizuj swoje potrzeby i zobacz, co jeszcze możesz sam (zarówno fizycznie, jak i psychicznie), a czego już nie
5. Porozmawiaj na ten temat ze swoim potencjalnym opiekunem
6. Układajcie wspólnie plan dnia. Napisany dużymi literami niech wisi na poczesnym miejscu
7. Nie podejmuj niczego samowolnie – poinformuj wcześniej opiekuna
8. Staraj się być pogodnym i miłym dla wszystkich
9. Opiekun to nie wróg: to człowiek, któremu czasami puszczają nerwy
10. Idź do łóżka mówiąc mile dobranoc i wstawaj z miłym dzień dobry

Dekalog dla opiekuna

1. Ci staruszkowie to Twoja matka lub Twój ojciec, którym teraz wcale nie jest do śmiechu
2. Ich zachowanie to nie wredny charakter tylko choroba
3. Rób wszystko, by ciągle czuli się „panami życia”
4. Jeśli zdarzy się im coś niewłaściwego, nie besztaj ich. Lepszy uśmiech, niż złość
5. Staraj się podtrzymywać ich kondycyjnie, nie tylko lekami, lecz zajęciami i przyjemnościami
6. Potrzebne Ci od czasu do czasu „wolne”, ktoś musi Cię zastąpić, to konieczność dla Twojego zdrowia psychicznego
7. Jak najczęściej rozmawiaj „o przeszłości”, o tych chwilach, kiedy wam było razem dobrze – oglądajcie stare zdjęcia!
8. Staraj się, by nie byli całkowicie pozbawieni towarzystwa
9. Na dobranoc przytul swoje „stare dziecko”
10. Pamiętaj, że też kiedyś możesz być podopiecznym!

Czego Tobie, jak i sobie nie życzę!




Co może nastąpić po wieku zarazy

Wszyscy zastanawialiśmy się od początku „wieku zarazy” i zastanawiamy się dalej – coraz intensywniej – co nastąpi potem. Wszystkie wielkie przełomy w dziejach następowały po przełomowych wydarzeniach. Wielka rewolucja francuska 1789 roku była preludium do nowego kapitalistycznego świata. Wielki kryzys światowy 1929 – 33 – preludium do nowego ładu w systemie kapitalistycznym zapoczątkowanym przez New Deal Franklina Delano Roosevelta.

Co zapowiada „wiek zarazy”? Zmiany jakie się filozofom nie śniły. Po pierwsze: koniec demokracji parlamentarnej! System przedstawicielski władzy; my was wybieramy i wy nami rządzicie – tak kawę na ławę system ten można określić – definitywnie się przejadł. Co po nim? Wyraźnie widać dwie tendencje:

a) system samorządowy, gdzie władza jest „w terenie”, wariacje tego systemu mamy już dzisiaj na świecie – patrz Szwajcaria, Kanada

b) światem jak długi i szeroki zawładnie pieniądz.

Czy symptomy takich tendencji są już dzisiaj widoczne? Gołym okiem. Pozostańmy na naszym podwórku. Wybory nowego prezydenta w Rzeszowie – jawny dowód, że chcemy sami się rządzić i ta tendencja będzie rosła, bo społeczność polska nie chce autokracji i jaśniepaństwa. Obecna władza co prawda „kijem i marchewką” próbuje osiągnąć to, co chce, ale Polacy to nie stado baranów pędzone przez psa prezesa – potrafią powiedzieć „basta”? Po równo tym z lewa, z prawa i na wprost! Obecnie rządzący politycy tym, czym są, co sobą reprezentują, dają powody, baby ich negatywnie osądzać. Portret psychologiczny polityka domy obecnej: ekstrawertyczny i śmiały, pewny siebie, umiejący występować publicznie. Każdy atak mobilizuje go do walki. Nie przebiera w słowach udowadniając, że jego racje są właściwe. Makiawelizm i manipulanctwo to narzędzia do realizacji pokrętnych celów. Nie mają wstydu, pokory, poczucia winy ani potrzeby przepraszania. Książkowy przykład – minister … .

Wszelkiego rodzaju przeinaczenia, naciągania faktów lub wręcz kłamstwa są dla nich chlebem powszechnym. Ostatnie publiczne wystąpienia p. Mateusza Morawieckiego pełniącego obowiązki premiera: do braci chłopów – nazwa Polska pochodzi od pola, czyli ze wsi. Naszym celem jest skrócenie drogi od pola do stołu. Najpiękniejsze miasta, najpiękniejsze wsie. O obecnym ministrze od edukacji. Głęboka wdzięczność za wprowadzenie: „komponentów historycznych do narodowych i komponentów narodowych do historii”. Było jeszcze o godności ekonomicznej. Szukam na razie fachowca, by mi wyjaśnił na czym godność ekonomiczna polega.

Po ostatnich wystąpienia w/w nabrałam jeszcze większego do niego podziwu. Pierwszy był po wystąpieniach „ewangelicznych”. Obecnie błysk: nowe interpretowanie historii (pole – Polska) – brawo!!! Panie Boże, jeżeli darzysz nas choć krztyną sympatii to spraw, by w Polsce rządzili samorządowcy, czego sobie i Państwu życzę.




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |