Od "Czarodziejskiej góry" do książek, wina i dobrego towarzystwa

Za oknem szaro i buro, a o szyby nie dzwoni deszcz tylko grzmoci, choć to jeszcze nie jesień. Co robić, by się nie rozłożyć? Czytać!!! Lub słuchać muzyki. Za poradą pani Olgi Tokarczuk zabrałam się do ponownego przeczytania „Czarodziejskiej góry”, bo to podobno niezbędny klucz do zrozumienia ostatniego dzieła pisarki, czyli „Empuzjona”.

Do tego klucza jeszcze nie doszłam, ale trafiłam na coś niesamowitego. Mianowice: wewnętrzny monolog bohatera „Czarodziejskiej góry” - Hansa Castorpa podczas leżakowania, kiedy stwierdził, że zaczyna się używać w sanatoryjne życie. Czym jest owo „używanie”? To wprowadzanie się w nowy bieg życia, aby poddać gruntownej i regenerującej odmianie organizmu, który stoi na krawędzi zgnuśnienia i otępenia spowodowanych nudą i jednostajnością dni. Proces ten zaczyna się ze starością.

Lata młodości płyną wolno, a potem coraz szybciej. Skąd ta nuda? Młodość nie zna nudy, ani przyzwyczajenia. To starzenie się powoduje, że dni, miesiące, lata są takie same, zbijają się w jedno – pozbawiamy się pojęcia czasu. Odzwyczajanie się od nudnej codzienności i przyzwyczajanie do czegoś nowego jest jedynym środkiem do wzmocnienia, odmłodzenia naszego przeżywania czasu, odnowienie naszego poczucia życia. To, co napisałam to kwintesencja rozmyślań Hansa Castorpa.

Przerwałam czytanie, bo zaczęłam się zastanawiać, jak to osiągnąć. Hans Castorp jest w sanatorium w Davos i pobyt tam jest dla niego tym interludium. Do sanatorium możemy pojechać od czasu do czasu (długiego), a co w „międzyczasie”? Każdy musi sobie sam znaleźć to „co”. Najgorsze to siedzieć na kanapie i gapić się! Przestańmy myśleć kategoriami „to już nie dla mnie”. Kobieta 96-letnia może być kolorowa jak rajski ptak i (nie tylko królowe) zachwycać. 85-letnia może nosić srebrne i złote buciki, a 98-letnia pisać piękne listy, nota bene sztuka epistolografii umrze razem z takimi paniami i panami.

Profesor Aleksander Krawczuk mając lat 94 na pytanie prowadzącego z nim wywiad: „co go trzyma w takiej formie” odpowiedział: książki, wino i kobiety – to trzecie zmieniam na dobre towarzystwo i się podpisując. Stosuję tę „dietę” od długiego czasu, spróbujcie – jest bardzo skuteczna.

PS. Muszę dodać coś z naszego podwórka. Oglądam pokaz otwarcia toru wodnego do Elbląga. Prezydent Polski (podaję treść jego wystąpienia): to nie chodzi o to, żeby do tego nowego portu wpływały wielkie statki, to mogą robić inne porty. Chodzi o to, że pokazaliśmy, że możemy to zrobić i żadne mocarstwo nam tego nie zabroni, bo jesteśmy suwerenni. A ja myślałam, że każda inwestycja ma służyć gospodarce i dawać dochód, a nie bronić honor. A tu nowa myśl ekonomiczna. Brawo ten Pan!



Od Czarodziejskiej góry do książek, wina i dobrego towarzystwa

Za oknem szaro i buro, a o szyby nie dzwoni deszcz tylko grzmoci, choć to jeszcze nie jesień. Co robić, by się nie rozłożyć? Czytać!!! Lub słuchać muzyki. Za poradą pani Olgi Tokarczuk zabrałam się do ponownego przeczytania „Czarodziejskiej góry”, bo to podobno niezbędny klucz do zrozumienia ostatniego dzieła pisarki, czyli „Empuzjona”.

Do tego klucza jeszcze nie doszłam, ale trafiłam na coś niesamowitego. Mianowice: wewnętrzny monolog bohatera „Czarodziejskiej góry” - Hansa Castorpa podczas leżakowania, kiedy stwierdził, że zaczyna się używać w sanatoryjne życie. Czym jest owo „używanie”? To wprowadzanie się w nowy bieg życia, aby poddać gruntownej i regenerującej odmianie organizmu, który stoi na krawędzi zgnuśnienia i otępenia spowodowanych nudą i jednostajnością dni. Proces ten zaczyna się ze starością.

Lata młodości płyną wolno, a potem coraz szybciej. Skąd ta nuda? Młodość nie zna nudy, ani przyzwyczajenia. To starzenie się powoduje, że dni, miesiące, lata są takie same, zbijają się w jedno – pozbawiamy się pojęcia czasu. Odzwyczajanie się od nudnej codzienności i przyzwyczajanie do czegoś nowego jest jedynym środkiem do wzmocnienia, odmłodzenia naszego przeżywania czasu, odnowienie naszego poczucia życia. To, co napisałam to kwintesencja rozmyślań Hansa Castorpa.

Przerwałam czytanie, bo zaczęłam się zastanawiać, jak to osiągnąć. Hans Castorp jest w sanatorium w Davos i pobyt tam jest dla niego tym interludium. Do sanatorium możemy pojechać od czasu do czasu (długiego), a co w „międzyczasie”? Każdy musi sobie sam znaleźć to „co”. Najgorsze to siedzieć na kanapie i gapić się! Przestańmy myśleć kategoriami „to już nie dla mnie”. Kobieta 96-letnia może być kolorowa jak rajski ptak i (nie tylko królowe) zachwycać. 85-letnia może nosić srebrne i złote buciki, a 98-letnia pisać piękne listy, nota bene sztuka epistolografii umrze razem z takimi paniami i panami.

Profesor Aleksander Krawczuk mając lat 94 na pytanie prowadzącego z nim wywiad: „co go trzyma w takiej formie” odpowiedział: książki, wino i kobiety – to trzecie zmieniam na dobre towarzystwo i się podpisując. Stosuję tę „dietę” od długiego czasu, spróbujcie – jest bardzo skuteczna.

PS. Muszę dodać coś z naszego podwórka. Oglądam pokaz otwarcia toru wodnego do Elbląga. Prezydent Polski (podaję treść jego wystąpienia): to nie chodzi o to, żeby do tego nowego portu wpływały wielkie statki, to mogą robić inne porty. Chodzi o to, że pokazaliśmy, że możemy to zrobić i żadne mocarstwo nam tego nie zabroni, bo jesteśmy suwerenni. A ja myślałam, że każda inwestycja ma służyć gospodarce i dawać dochód, a nie bronić honor. A tu nowa myśl ekonomiczna. Brawo ten Pan!



Od czarodziejskiej góry do książek, wina i dobrego towarzystwa

Za oknem szaro i buro, a o szyby nie dzwoni deszcz tylko grzmoci, choć to jeszcze nie jesień. Co robić, by się nie rozłożyć? Czytać!!! Lub słuchać muzyki. Za poradą pani Olgi Tokarczuk zabrałam się do ponownego przeczytania „Czarodziejskiej góry”, bo to podobno niezbędny klucz do zrozumienia ostatniego dzieła pisarki, czyli „Empuzjona”.

Do tego klucza jeszcze nie doszłam, ale trafiłam na coś niesamowitego. Mianowice: wewnętrzny monolog bohatera „Czarodziejskiej góry” - Hansa Castorpa podczas leżakowania, kiedy stwierdził, że zaczyna się używać w sanatoryjne życie. Czym jest owo „używanie”? To wprowadzanie się w nowy bieg życia, aby poddać gruntownej i regenerującej odmianie organizmu, który stoi na krawędzi zgnuśnienia i otępenia spowodowanych nudą i jednostajnością dni. Proces ten zaczyna się ze starością.

Lata młodości płyną wolno, a potem coraz szybciej. Skąd ta nuda? Młodość nie zna nudy, ani przyzwyczajenia. To starzenie się powoduje, że dni, miesiące, lata są takie same, zbijają się w jedno – pozbawiamy się pojęcia czasu. Odzwyczajanie się od nudnej codzienności i przyzwyczajanie do czegoś nowego jest jedynym środkiem do wzmocnienia, odmłodzenia naszego przeżywania czasu, odnowienie naszego poczucia życia. To, co napisałam to kwintesencja rozmyślań Hansa Castorpa.

Przerwałam czytanie, bo zaczęłam się zastanawiać, jak to osiągnąć. Hans Castorp jest w sanatorium w Davos i pobyt tam jest dla niego tym interludium. Do sanatorium możemy pojechać od czasu do czasu (długiego), a co w „międzyczasie”? Każdy musi sobie sam znaleźć to „co”. Najgorsze to siedzieć na kanapie i gapić się! Przestańmy myśleć kategoriami „to już nie dla mnie”. Kobieta 96-letnia może być kolorowa jak rajski ptak i (nie tylko królowe) zachwycać. 85-letnia może nosić srebrne i złote buciki, a 98-letnia pisać piękne listy, nota bene sztuka epistolografii umrze razem z takimi paniami i panami.

Profesor Aleksander Krawczuk mając lat 94 na pytanie prowadzącego z nim wywiad: „co go trzyma w takiej formie” odpowiedział: książki, wino i kobiety – to trzecie zmieniam na dobre towarzystwo i się podpisując. Stosuję tę „dietę” od długiego czasu, spróbujcie – jest bardzo skuteczna.

PS. Muszę dodać coś z naszego podwórka. Oglądam pokaz otwarcia toru wodnego do Elbląga. Prezydent Polski (podaję treść jego wystąpienia): to nie chodzi o to, żeby do tego nowego portu wpływały wielkie statki, to mogą robić inne porty. Chodzi o to, że pokazaliśmy, że możemy to zrobić i żadne mocarstwo nam tego nie zabroni, bo jesteśmy suwerenni. A ja myślałam, że każda inwestycja ma służyć gospodarce i dawać dochód, a nie bronić honor. A tu nowa myśl ekonomiczna. Brawo ten Pan!



Jeszcze nie wyszliśmy z pandemii, a mamy już mamy następne problemy

Przed paroma miesiącami solennie obiecywałam, że pisać będę tylko o przeczach pięknych, miłych wspomnieniach, o tym, co nam zostało z tych lat... Ale jak tu pisać o pięknych balach, o tym, że widziałem żywych Rolling Stonesów (razy byli w Polsce), gdy wszystko się wali i pali. W ciągu całego mojego długiego życia nie przeżyłam tak skomasowanych kryzysów, nie widziałam tylu zrozpaczonych ludzi, którzy pytają o jedno: jak dalej żyć ?!

Jeszcze nie wyszliśmy z pandemii, a mamy już kryzys energetyczny, inflację, drożyznę, zatrutą Odrę, wojnę za wschodnią granicą i co jeszcze przyjdzie? Przerabiamy codziennie tę straszną lekcję i tę lekcję prowadzą ciągle ci sami nauczyciele; pieniądze z KPO dostaniemy, bo nam się należą, węgla pełne magazyny, gazu pod dostatkiem – wszystko do nas płynie. To wszystko mówią politycy, którzy tą nawą państwową kierują. W tej polityce nie ma faktów – jest tylko ich dowolna interpretacja. W dzisiejszej polityce fakty nie mają znaczenia, bo działania polityczne nie mają na celu ustalenia prawdy, tylko przekonanie wszystkich o swoich racjach i kłamstwach przeciwnika.

Twierdzenie, że polityka musi być oparta na faktach, a działania polityczne na etyce i moralności, są bajką dla grzecznych dzieci. Jeżeli przeanalizujemy jakikolwiek kryzys, zobaczymy jak jest rozwiązywany. Etapowo. Pierwszy etap: próba przemilczania (może zapomną). Drugi etap: bagatelizowanie i minimalizowanie rozmiarów (może się zniechęcą do dalszego szczekania). Trzeci etap: jak nie zadziałały pierwsze dwa to trzeba znaleźć winnego!. Przebieg pandemii – maseczki, rękawice, respiratory... KPO – plan Marshalla, potem restrykcje unijne dla Polski (takie, jak Unia dała Rosji). Dalej już mi się nie chce!

Moja dziecięca naiwność ciągle mi podpowiada - przyjdzie taki polski Winston Churchill i powie: rodacy, obiecuję wam zimną zimę, marną złotówką, cholerne ceny, ale to naprawimy i będzie dobrze. Jak to napisała, sama w takiego polskiego Winstona przestałam wierzyć. Ale cierpliwość ma swoje granice i wtedy zrozpaczony i wściekły lud idzie na barykady. To nie jest tylko historia, dzisiaj też się to dzieje. Na zakończenie zacytuję pana Mateusza Morawieckiego – dokładny przykład etapów wyżej opisanych „Twierdzenie, że w Odrze znajdują się chemikalia i rtęci jest tak prawdopodobne jak prawdomówność Tuska”.
Życzę wszystkim łagodnej zimy.




Quo vadis Polsko anno Domini 2022?

Wszystkie siły polityczne, społeczne, obywatelskie, ważni, bardzo ważni i nic nieważni. Każdy ma problemy spędzające mu sen z powiek, na przykład czy niejaki Donald Tusk jest leniem (monad miarę), czy niejaki Mateusz Morawiecki jest notorycznym kłamcą, czy Zosia (dzisiaj) będzie Władkiem (jutro), itp., itd.; drobnostkami takimi jak: inflacja, klimat, uchodźcy nie warto się trudzić. A ja mam polską edukację! Pewnie to takie zboczenie zawodowe.

Kiedy mój wnuk przed czterema laty, przed maturą wstał i wygłosił expose: szkoła jest głupia i nic mi nie daje – wychodzę – skwapliwie przyznałam mu rację, iż jestem tego samego zdania dodając: ale na razie nic innego nie wymyślono! Tak już nie myślę, bo jest obecnie coś, co tę znienawiconą, przestarzałą szkołę zastąpi: materiały edukacyjne w sieci. Jest to najlepszy moment, by zerwać z systemem klasowo – lekcyjnym i na siłę wprowadzanym unarodowieniem wykształcenia i równocześnie wysokiego poziomu nauczania.

Bardzo mały procent ludzkiej populacji jest zdolny do wysokiego poziomu nauczania. A tymczasem trend do powszechnego wykształcenia średniego jest coraz powszechniejszy. Coraz większa jest dysproporcja między tymi, którzy naprawdę w szkole zdobywają wiedzę i umiejętność jej zdobywania (to jest ważniejsze, niż sama wiedza) a tymi, którzy uczą się jak udawać „nauczonych”. Trend ten dotyczy nie tylko szkół średnich; dotyczy również szkolnictwa wyższego. Niech każdy odpowie sobie na pytanie: te wszystkie nowe wyższe uczelnie w Polsce powstające jak gdzyby po deszczu to też szkoły wyższe?

Voila – Collegium Humanum – szkoła menedżerska prowadzona przez Pawła Czarneckiego przy współpracy Ryszarda Czarneckiego. Studia MBA – w dwa, trzy miesiące. Studia MBA na całym świecie to dwa lata ogromnego wysiłku intelektualnego, a dyplom znaczy bardzo wiele. Nic dodać, nic ująć! Wyższe wykształcenie stało się powszechne (kiedyś była szkoła powszechna – kto to jeszcze pamięta? ). Kiedyś pisałam, jaką rolę powinien spełniać uniwersytet. Dzisiaj w Polsce to jeszcze Juniwersytet Jagielloński, Uniwersytet w Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu. Gdyby ktoś kazał mi szybko wyliczyć uniwersytety europejskie to: Sorbona Oxford, Cambridge, może jeszcze Getynga i Kraków. Nie da się pogodzić masowego wykształcenia z utrzymaniem jego wysokiego poziomu.

„Zawsze tak było, jest i będzie, że bystrych, ciekawych wiedzy i wykształconych ludzi jest garstka” - te słowa napisał prof. Jan Hartman (Polityka, nr 26). Felieton prof. Hartmana o systemie edukacji w Polsce, o konieczności jego zmiany, w jakim kierunku muszę te zmiany iść, jest najlepszą, dobitną ale i wstrząsającą analizą systemu edukacji. Ukazuje, co w tym systemie jest najgorsze: właśnie to, że (cytuję) „od samego początku szkoła i jej uniwersytecka kontynuacja działa źle, uwikłana w sprzeczne tendencje, umasowienia i wysokiego poziomu nauczania. To załganie jest chyba gorsze, niż cała ta propagandowa bałamutność szkolnych programów”. Prof. Hartman nie poprzestaje na wytykaniu błędów i konieczności gruntownych zmian. Zacytuję profesora dalej: „Dziś uczy sieć, a nie szkoła. Nauczyciele mogą pomóc w dotarciu do tego, co w sieci wartościowe. Mogą dawać zadania i przepytywać. Mogą być przewodnikami młodych ludzi i pomagać im odkrywać własne talenty i zainteresowania”.

Jak w tym wszystkim ma się odnaleźć nauczyciel? Albo zbiorowy protest przeciwko nacjonalistycznej indoktrynacji w programach p. Czarnka, alb o odejście z zawodu. Nauczyciel powinien być szanowany i popierany przez społeczeństwo, a tak niestety nie jest. Gorzkie słowa, ale tak jest. Może masowe odejścia nauczycieli z zawodu czegoś społeczeństwo nauczą. Uważam, że taka lekcja społeczeństwu się należy. Czy społeczeństwo poparło Was w okresie strajku? Bo to, co docierało do moich uszu, kiedy próbowałam rozmawiać na temat potrzeby strajku to: „pracują 18 godzin w tygodniu, 3 miesiące urlopu, pensje wcale dobre i jeszcze chce im się strajkować?” Trudno dopatrzeć się w tym poszanowania i poparcia. W Polsce, tak jak w całej reszcie świata dzieje się źle i czy to dobry czas, by teraz zajmować się systemem edukacji? Tak, bo zmiany, jakie właśnie teraz się wprowadza to indoktrynacja w programach nauczania, sprowadzenie roli nauczyciela do ślepego wykonawcy nakazów władzy i kontrola nad nimi. Tylko to należy zmienić od zaraz, bo straty takiej „edukacji” mogą być nie do odrobienia. Aby to nie nastąpiło, nauczycielom, rodzicom i uczniom z całego serca życzę.




Oby limit nieszczęść został już wyczerpany

Rok 2022. W moim długim życiu nie przeżyła jeszcze tak złego czasu. Ileż to nieszczęść spadło na nas przez te pierwsze cztery miesiące. Jeszcze w 2020 myśleliśmy, że najgorsze to pandemia, ale przecież z każdej zarazy ludzkość wychodziła, to i my wyjdziemy, a tu jedno po drugim: „nielegalni” z Białorusi, inflacja, drożyzna, zamknięcie w domach w coraz gorszym stanie psychicznym, pomijam już takie drobnostki jak niebotyczne zadłużenie państwa, rozwalony system edukacji i praworządności.

Pomyślałam sobie, że to już niechybnie wszystkie kary, jakie Miłosierny na nas zsyła za popłenione grzechy. Ja osobiście mam kłopot z tymi grzechami, wolałabym kawę na ławę: to za to i za to! Nagle jak grom z jasnego nieba – mamy za ścianą wojnę. Bo ci Ukraińcy śmieli pokrzyżować plany imperatora Putina. Jak śmieli się przeciwstawić woli imperatora, nie wiedzą gdzie ich miejsce?! Pomijam sarkazm i teraz bardzo poważnie. Za naszą wschodnią ścianą są Ukraińcy, nie będę używać określenia naród ukraiński, bo na tym wielkim obszarze te 64 miliony ludzi to konglomerat wielu nacji. Z tego może powstać naród ukraiński (czego im z całego serca życzę) i ta wojna bardzo im w tym pomoże. I my, ich sąsiedzi, możemy im bardzo w tym pomóc.

Pierwszy krok już zrobiliśmy, z otwartymi ramionami i sercami przyjmując uchodźców. Osobiście traktuję to jako cud, bo z Ukraińcami nigdy nie było nam po drodze. Bo dla nas Ukrainiec to rzeź na Wołyniu, banderowcy i UPA. To było, tego wymazać się nie da, a czym dla Ukraińców jest polska, ta dawna od czasu Unii Lubelskiej, kiedy Ukraina stała się częścią Korony czyli Rzeczypospolitej Obojga Narodów – czyli państwa polsko – litewskiego. Na tych ziemiach powstały olbrzymie latyfundia magnackie z wprowadzonym systemem pańszczyźnianym, który był niczym innym, jak systemem niewolnictwa. Kto był niewolnikiem? Ano Ukraińcy. Przez wieki całe Polak to pan, a Ukrainiec – jego poddany.

Ukraińcy nigdy nie pogodzili się z tym, że nie mają własnego państwa. Ilesz wzniecili powstań, jakich szukali sposobów, by tę wymarzoną samoistinną Ukrainę mieć. Przypomnę te dość bliskie. Rok 1918 – układ z Piłsudskim; powstała niepodległa Polska, ale Ukraina – nie. Bo Piłsudski nie dotrzymał umowy. Rok 1941 – układ z Niemcami Hitlera – to samo. Bandera razem z Niemcami przeciw Sowietom. Wreszcie rozpad ZSRR, powstaje na wyśniona, niepodległa Ukraina. Jest to nasz bardzo ważny sąsiad – podkreślam: sąsiad. Z sąsiadami należy żyć w zgodzie. Jak to zrobić? Bardzo prosto. Zacytuję tu słowa mistrza Młynarskiego:

Warto pięścią w stół uderzyć
Czarną prawdę tak odmierzyć
Jak ten Szmul, gdy na frak miarę brał

Ano! Usiąść przy wspólnym stole i wyłożyć na ten stół całą prawdę bez licytacji: wyście to, a wyście jeszcze gorzej. Czy o tym wszystkim należy zapomnieć? Nie, ten rozrachunek ma być przykładem. Cośmy zrobili złego i że zło zawsze rodzi zło. Oddzielić to zło grubą kreską tak, by przeszłość nie przeszkodziła nam budować dobrych sąsiedzkich stosunków w teraźniejszości. Myślę, że teraz jest na to czas. Zrobiliśmy ten pierwszy krok, jakże ludzki, zróbmy następny. Nasz sąsiad jest też na to przygotowany. Oby tak się stało, bo z sąsiadami należy żyć w zgodzie. A Najjaśniejszy i Miłosierny wynagrodzi nas za to?!

PS. Hasła na dzień dzisiejszy:
Krycha + Glapa = klapa
NBP = Nie Będzie Pieniędzy
SZOK = Szybkie Oskubanie Kredytobiorców

Oby limit wszystkich nieszczęść na ten rok został już wyczerpany
czego Wam i sobie życzę




Jarosław Hrycak – wojna ojczyźniana

O czymże można pisać w marcu Anno Domini 2022? Też będzie o Ukrainie tylko nieco inaczej. Zacznę od nazwania tej wojny „Ukrainy wojną ojczyźnianą”. Ukraińcy walczą nie o państwo ukraińskie, ale o ukraińską ojczyznę. Od pięciu wieków mieszkańcy ziem nad Dnieprem, Dniestrem, Zbruczem i stepów czarnomorskich w wielu powstaniach próbowali wywalczyć „samostinną Ukrainę” - udało się dopiero po upadku ZSRR. Celowo nie użyłam określenia „Ukraińcy”, bo tereny te zamieszkiwały różne ludy, wiele różnych ludów, które teraz zmalazły się w granicach jednego państwa. Z tego powoli zaczął się kształtować naród ukraiński. I przyszła katastrofa. Trzeba stawić czoła potężnemu agresorowi i – jak to określił Zbigniew Rokita – Putin zjednoczył Ukraińców. Brzmi to paradoksalnie, ale najazd Putina walnie przyczynił się do powstania nowoczesnego i jednolitego narodu ukraińskiego.

Postawa narodu ukraińskiego wobec agresora to największy sukces Ukrainy od 1991 roku – Zachód zrozumiał, że Ukraina to nie Rosja, że to ziemie coraz bliższe kulturowo Zachodowi i że atak na Ukrainę jest również atakiem na zachodni ład. To wszystko można określić jako cud historyczny. Zmiany te są bardzo ważne teraz, kiedy plan Putina spalił na panewce i wojna przybiera charakter barbarzyński, obliczony na złamanie i zniszczenie narodu ukraińskiego.

Cudem jest również postawa Polaków. Nikogo nie trzeba przekonywać do niesienia pomocy. Jest to fenomen, szkoda tylko, że ta codzienna pomoc w dużej mierze pozbawiona jest pomocy państwa i polityków. Nie wiadomo tylko na jak długo tej fantastycznej mobilizacji społecznej starczy. Może w końcu „ci u góry” zrozumieją, że po tym okresie, kiedy Polacy radzili sobie sami z napływającymi uchodźcami, potrzebna jest systemowa regulacja: jaka pomoc jest potrzebna, jakie części administracji muszą zapewnić sprawne funkcjonowanie państwa również dlatego, by Polacy nie poczuli się, że są gorzej traktowani przez państwo niż uchodźcy (tak, jak to się stało w kulminacyjnym okresie pandemi Covid – 19: chorzy „normalnie” i covidowcy).

Co władza ma zrobić?
1. zapewnić solennie, że ani miejsc w szpitalach, ani miejsc pracy, ani miejsc w przedszkolach nie będzie przekazywać na rzecz uchodźców
2. Dziękować, dziękować i raz jeszcze dziękować wszystkim, którzy pomagają. Pokazać, ile dzięki nim jest zrobione i jaki to ma sens, po to, by robili to dalej
3. Skończyć z wypinaniem piersi „jacy to jesteśmy dobrzy” i stoimy w pierwszej linii
4. Jasna komunikacja pokazująca sens tego, co się dzieje, rzetelne informacje o rozmiarach kryzysu tak, by ludzie nie wpadali w popłoch i rozpacz
5. Najgorszy jest durny patos i strojenie się w piórka bohaterów

Podobno nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Daj Boże, by to nieszczęście, które spadło na bardzo młode państwo ukraińskie i ledwo opierzony naród ukraiński z jednej strony i postawa społeczności polskiej wobec tego nieszczęścia doprowadziły do zgody i pojednania obu nacji. Zapomnijmy przeszłość, zostańmy sąsiadami żyjącymi w zgodzie i przyjaźni. Rozdrapywanie ran i wyliczanie, ile złego nam zrobiliście, a ile my wam, nie ma sensu. Przypomnijmy sobie stare ludowe porzekadło: zgoda buduje, niezgoda rujnuje i niech to świeci jasno i mocno po obydwu stronach granicy. Oby słowo stało się ciałem, czego obu narodom, Ukraińcom i Polakom z całego serca życzę.

PS. By nie było plagiatu: wojnę ojczyźnianą wymyślił ukraiński historyk Jarosław Hrycak. A jasnej komunikacji pokazującej sens tego, co się dzieje, niech się nasi politycy uczą od prezydenta Zełenskiego.




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |