Jak będąc podopiecznym nie zwariować? Jak będąc opiekunem nie zwariować?

Zapożyczyłam hasło wstępne z książki pani Katarzyny Meller o tym, jak być córką i nie zwariować. Książka wspaniała zainspirowała mnie do napisania tego, co piszę, bo temat bardzo chodliwy. Społeczeństwo się starzeje, takiego wysypu 80-latków jeszcze nie było, a i sporo tych, co im cały wiek i nie za dużo. Ale im kobieta (mężczyzna też) starsza, wszystko się w niej pogarsza. I stąd mamy nowy układ społeczny: podopieczny – opiekun. 80% tego układu to powiązania rodzinne, bo bardzo niewielu „staruszków” może sobie pozwolić na opiekę za pieniądze i stawianie swoich warunków (bardzo skromny pokój dwuosobowy w domu seniora – około 4000 złotych miesięcznie). Wiem co mówię – mam parę bardzo dobrych znajomych w domach seniora.

Jesteśmy stawiani przed faktem: rodzice nie są w stanie dalej samodzielnie egzystować, więc dzieci, choć same też nie młode, muszą się nimi zająć. By jednak nie zwariować obydwie strony powinny przygotować się do tego bardzo trudnego układu. Zadając sobie pytania: co mnie czeka, czego mogę się spodziewać, co powinnam od siebie dać. Ułożyłam dekalog dla każdej ze stron, może wam to pomoże?

Dekalog podopiecznego

1. Przestań myśleć, że wszyscy chcą Tobą dyrygować, jesteś niezrozumiany i opuszczony
2. Spojrzyj odważnie w lustro i z osobą, którą tam widzisz (która Ci się wcale nie podoba) zawrzyj towarzystwo przyjaźni
3. Realizacją przykazania drugiego jest przykazanie trzecie: koniec z narzekaniami i biadoleniem, co było, już nie wróci, a licznik bije tylko do przodu
4. Mierz zamiar według sił. Przyjrzyj się sobie dobrze. Przeanalizuj swoje potrzeby i zobacz, co jeszcze możesz sam (zarówno fizycznie, jak i psychicznie), a czego już nie
5. Porozmawiaj na ten temat ze swoim potencjalnym opiekunem
6. Układajcie wspólnie plan dnia. Napisany dużymi literami niech wisi na poczesnym miejscu
7. Nie podejmuj niczego samowolnie – poinformuj wcześniej opiekuna
8. Staraj się być pogodnym i miłym dla wszystkich
9. Opiekun to nie wróg: to człowiek, któremu czasami puszczają nerwy
10. Idź do łóżka mówiąc mile dobranoc i wstawaj z miłym dzień dobry

Dekalog dla opiekuna

1. Ci staruszkowie to Twoja matka lub Twój ojciec, którym teraz wcale nie jest do śmiechu
2. Ich zachowanie to nie wredny charakter tylko choroba
3. Rób wszystko, by ciągle czuli się „panami życia”
4. Jeśli zdarzy się im coś niewłaściwego, nie besztaj ich. Lepszy uśmiech, niż złość
5. Staraj się podtrzymywać ich kondycyjnie, nie tylko lekami, lecz zajęciami i przyjemnościami
6. Potrzebne Ci od czasu do czasu „wolne”, ktoś musi Cię zastąpić, to konieczność dla Twojego zdrowia psychicznego
7. Jak najczęściej rozmawiaj „o przeszłości”, o tych chwilach, kiedy wam było razem dobrze – oglądajcie stare zdjęcia!
8. Staraj się, by nie byli całkowicie pozbawieni towarzystwa
9. Na dobranoc przytul swoje „stare dziecko”
10. Pamiętaj, że też kiedyś możesz być podopiecznym!

Czego Tobie, jak i sobie nie życzę!




Co może nastąpić po wieku zarazy

Wszyscy zastanawialiśmy się od początku „wieku zarazy” i zastanawiamy się dalej – coraz intensywniej – co nastąpi potem. Wszystkie wielkie przełomy w dziejach następowały po przełomowych wydarzeniach. Wielka rewolucja francuska 1789 roku była preludium do nowego kapitalistycznego świata. Wielki kryzys światowy 1929 – 33 – preludium do nowego ładu w systemie kapitalistycznym zapoczątkowanym przez New Deal Franklina Delano Roosevelta.

Co zapowiada „wiek zarazy”? Zmiany jakie się filozofom nie śniły. Po pierwsze: koniec demokracji parlamentarnej! System przedstawicielski władzy; my was wybieramy i wy nami rządzicie – tak kawę na ławę system ten można określić – definitywnie się przejadł. Co po nim? Wyraźnie widać dwie tendencje:

a) system samorządowy, gdzie władza jest „w terenie”, wariacje tego systemu mamy już dzisiaj na świecie – patrz Szwajcaria, Kanada

b) światem jak długi i szeroki zawładnie pieniądz.

Czy symptomy takich tendencji są już dzisiaj widoczne? Gołym okiem. Pozostańmy na naszym podwórku. Wybory nowego prezydenta w Rzeszowie – jawny dowód, że chcemy sami się rządzić i ta tendencja będzie rosła, bo społeczność polska nie chce autokracji i jaśniepaństwa. Obecna władza co prawda „kijem i marchewką” próbuje osiągnąć to, co chce, ale Polacy to nie stado baranów pędzone przez psa prezesa – potrafią powiedzieć „basta”? Po równo tym z lewa, z prawa i na wprost! Obecnie rządzący politycy tym, czym są, co sobą reprezentują, dają powody, baby ich negatywnie osądzać. Portret psychologiczny polityka domy obecnej: ekstrawertyczny i śmiały, pewny siebie, umiejący występować publicznie. Każdy atak mobilizuje go do walki. Nie przebiera w słowach udowadniając, że jego racje są właściwe. Makiawelizm i manipulanctwo to narzędzia do realizacji pokrętnych celów. Nie mają wstydu, pokory, poczucia winy ani potrzeby przepraszania. Książkowy przykład – minister … .

Wszelkiego rodzaju przeinaczenia, naciągania faktów lub wręcz kłamstwa są dla nich chlebem powszechnym. Ostatnie publiczne wystąpienia p. Mateusza Morawieckiego pełniącego obowiązki premiera: do braci chłopów – nazwa Polska pochodzi od pola, czyli ze wsi. Naszym celem jest skrócenie drogi od pola do stołu. Najpiękniejsze miasta, najpiękniejsze wsie. O obecnym ministrze od edukacji. Głęboka wdzięczność za wprowadzenie: „komponentów historycznych do narodowych i komponentów narodowych do historii”. Było jeszcze o godności ekonomicznej. Szukam na razie fachowca, by mi wyjaśnił na czym godność ekonomiczna polega.

Po ostatnich wystąpienia w/w nabrałam jeszcze większego do niego podziwu. Pierwszy był po wystąpieniach „ewangelicznych”. Obecnie błysk: nowe interpretowanie historii (pole – Polska) – brawo!!! Panie Boże, jeżeli darzysz nas choć krztyną sympatii to spraw, by w Polsce rządzili samorządowcy, czego sobie i Państwu życzę.




Rzeczy, które ostatnio podniosły mi poziom adrenaliny

Rzeczy, które ostatnio podniosły mi poziom adrenaliny:

1. Skacząc po programach zawiesiłam oko na tym, co to „boso przez świat” (tym razem miał buty na nogach). Relacjonuje wizytę u pewnego obywatela w Teksasie. Cytuję z pamięci: „z dumą pokazuje mi swoją kolekcję broni palnej, którą ma w swoim domu do dyspozycji. Z zazdrością patrzyłem na tę kolekcję, bo co ja gnębiony przez unijne ograniczenia mogę sobie kupić? Może łuk?” W rękach takiego głupka i łuk może być niebezpieczny.

2. Zabrałam się do lektury książki napisanej przez profesora Uniwersytetu Śląskiego – rzecz ciekawa: o spadłem z nieba na ludzi nieśmiertelności. Komiczna, z nutką refleksyjnej zadumy. Gdyby nie – no co? - wulgaryzmy, na każdej stronie po dziesięć. Przeczytałam do końca i wzięło mnie na rozmyślania. Czy jest jeszcze poza panią Olgą Bednarczuk i panem Wiesławem Myśliwskim ktoś, kto pisze bez wulgaryzmów. Tak, jeszcze pan Artur Domosławski. Dzwonię do mojej córki Alicji, by zapytać, jak to jest w literaturze kanadyjskiej i – o zgrozo – ta literacka maniera jest już ogólnoświatowa. Moja córka uzmysłowiła mi, że po prostu pewne wyrazy, które były wulgarne (i są dla mnie nimi nada) stały się wyrazami potocznymi i radzi mi, by tak zaczęła je traktować.

Nie wiem, czy kiedykolwiek zaakceptuję – cytuję z książki profesora – takie określenia: „naje...am się przy tej kolacji”. Bo mogło to brzmieć „napracowałam się”, bądź „namachałam się przy tej kolacji”. Pewnie umrę jako purysta językowy wołający na puszczy. Profesorze – nie się pan wstydzi!




Co po pandemii - model demokracji

Pisałam już na temat „co pandemii” - dzisiaj ciąg dalszy, ale z nieco innej strony. Pandemia spowodowała lub przyspieszyła kryzys demokracji parlamentarnej, zwanej również demokracją pośrednią, czyli idziemy (albo i nie) do wyborów i wybieramy przedstawicieli, którzy mają nami rządzić i tu rola ludu się kończy. Pozwalamy sobie, a jakże, na krytykowanie i psioczenie na tych przez nas wybranych i w ten sposób udajemy, że mamy coś do powiedzenia.

Czas pandemii unaocznił bardzo wyraźnie, że demokracja przedstawicielska już się nie nadaje. Co dalej? Są inne formy demokracja. Każdy kryzys, a w taki teraz tkwimy, jest dobrym czasem na przemyślenie różnych rzeczy – zarówno tych personalnych, jak i społecznych. Jako społeczeństwo osiągnęliśmy to, co socjologia określa jako tak zwaną masę krytyczną czyli ten stan, kiedy lud krzyczał „dosyć” i szedł na barykady.

W cywilizowanym świecie odbywa się to już inaczej. „Buntownicy” przejmują władzę wygrywając wybory, czyli stosują starą metodę demokracji przedstawicielskiej. To osiągnąć jest w zasadzie najprościej. Wystarczy przez jakiś czas powtarzać i powtarzać, czego to „oni” nie zrobili, choć wam to solennie obiecywali. Jeżeli w tym miejscu „buntownicy” nie przedstawią 100% programu, szczegółowego planu zmian, to za parę lat czeka ich „powtórka z rozrywki”. By do tego nie doszło, trzeba wiedzieć czego się chce. Bardzo wyraźnie widać, iż społeczeństwu w Polsce odpowiada model samorządowy. Model samorządowy jest odwróceniem do góry nogami modelu przedstawicielskiego. Trzeba odwrócić piramidę układów, by ci co są na dole (zdecydowana większość) mogli decydować sobą, zarządzać (to jest właśnie samorząd! ) a wybrani przez nich przedstawiciele mają realizować to, co przykazane.

Pocieszającym zjawiskiem jest to, że samorządy w Polsce nie są „ziemią nieznaną”, ale nie powinny się zamykać w strukturach: Rada Powiatu, Rada Miasta, Rada Gminy. Samorządzenie to przede wszystkim działanie obywatelskie i demokratyczne. Na tym polu – bardzo słabo. Dlaczego? C zrobić?
1. Uświadamianie. Od przedszkola ma się uczyć obywatel, co to znaczy być obywatelem.
2. Konsultacje społeczne, panele obywatelskie mają sens, są bardzo potrzebne. Trzeba zerwać z takimi poglądami - „to nic nie zmieni, i tak zrobią po swojemu”.
3. Nauczyć tych, których wybraliśmy, że są odpowiedzialni nie przed Bogiem i historią, tylko przed tymi, którzy ich wybrali.
Marzy mi się, by Polska stała się państwem obywatelskim.




Stan wrzenia spowodowany zorganizowaną zawiścią

Temat mojego dzisiejszego „monologu” jest spontaniczny. Tym, co zmusiło mnie do wyboru właśnie tego tematy było:

a) felieton pana Daniela Passenta w „Polityce” o Marcelu Reichu – Ranickim
b) książka pana Artura Domosławskiego „Wygnaniec” o Zygmuncie Baumanie

Zarówno felieton, jak i i książka doprowadziły mnie do stanu wrzenia. Dlaczego? Pan Daniel Passent cytuje fragmenty polskiej Wikipedii o Marcelu Reich – Ranickim podsumowując słowami „ręce i spodnie opadają, kiedy człowiek dowiaduje się, że nasza polska Wikipedia jako jedyna nie wspomina słowem, iż R. R. był jednym z najważniejszych krytyków w Europie, wyrocznią, znawcą i promotorem literatury polskiej. W kręgu języka niemieckiego jego opinia przesądzała, czy książka będzie bestsellerem, czy cegłą”!

Dodam, że wszystkie Wikipedie w innych krajach podają, że był współtwórcą „Grupy 47”, z której wywodzą się wszyscy znaczący pisarze niemieckojęzyczni i nobliści. Polska Wikipedia natomiast podaje: „funkcjonariusz wywiadu PRL, kapitan Wydziału II Departamentu VI Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, cenzor Ludowego Wojska Polskiego. Z Marcelem Reich – Ranickim „zetknęłam się” w latach dziewięćdziesiątych, kiedy w telewizji niemieckiej ARD prowadził „Kwartet literacki” czyli był wyrocznią w krytyce literackiej.

Hasła z Wikipedii i moja znajomość z Marcelem Reich – Ranickim z „Kwartetu literackiego musiała zaowocować moim słusznym gniewem, bo hasła z Wikipedii (napisane chyba przez samego doktora Greniucha) czytają wszyscy, a „Kwartetu literackiego” tylko niewielu.

Drugi powód, który spowodował, iż wznosząc ręce ku niebiesiom zawołałam „Panie, ty widzisz i nie grzmisz” to to, jak władza w Polsce i świat nauki potraktował Zygmunta Baumana po raz pierwszy w roku 1968 i ponownie w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. To, co się działo w 1968 roku było mi znane, to co w latach dziewięćdziesiątych poznałam czytając „Wygnańca”. Nie będę przedstawiać szczegółów obu wydarzeń – odsyłam do książki pana Artura Domosławskiego, za którą osobiście gorąco autorowi dziękuję. Chcę jednak podkreślić różnicę, aurę jaka towarzyszyły pierwszemu i drugiemu wygnaniu. Rok 1968 – na szeroką skalę zakrojona akcja „oczyszczania” Polski z żydostwa. Zygmunt Bauman, profesor Uniwersytetu Warszawskiego był cząstką tej akcji – ofiarą – parszywym Żydem. W latach dziewięćdziesiątych naukowiec światowego formatu, doktor honoris causa 29 największych uniwersytetów z ogromnym dorobkiem naukowym przybywa do Polski, witany przez narodowców z jadem nienawiści, a przez „świat uniwersytecki” zmową milczenia (jeden z nich napisał o nich per „ten eseista”. Po paru próbach pobytu w Polsce Bauman ostatecznie rezygnuje.

Kiedy już opadły moje emocje to „na zimno” próbowałam zastanowić się, dlaczego dochodzi ciągle u nas do tak drastycznych wydarzeń. Dlaczego krzywdzi się ludzi, którym powinniśmy stawiać pomniki. Opisane przeze mnie dwie wypowiedzi to bardzo niewielka część ogromnej całości. Czy w tych „moich” przypadkach chodzi tylko o to, że „Żydzi”? Chyba nie! Pan Artur Domosławski wspomina o chorobie polskiej duszy. I to jest chyba to! Choroba polskiej duszy. Na co jest chora? Na nacjonalizm, na wypaczone widzenie świata, na zawiść. Zacznę od trzeciej choroby. Melchior Wańkowicz napisał kiedyś coś, co jest najtrafniejszą definicją zawiści: zawiści szewc kanonikowi, że został prałatem. To jest zawiść, nie zazdrość. Zazdrość ma jakieś racjonalne podłoże, bo zazdrościmy tego, co sami możemy też osiągnąć. Natomiast zawiść jest irracjonalna, szewc nigdy nie może zostać prałatem, czyli zawiścimy, bo nasza dusza jest chora.

Dlatego to, co pisano po polsku o Marcelu Raich – Ranickim i Zygmuncie Baumanie to jest zawiść i nacjonalizm. Pozostaje nam choroba trzecia – nasz obraz świata – zawsze czarno – biały. Przylepia się etykietkę – komuch, szpieg, zdrajca ojczyzny i tak dalej – i dzieli się na: nasz człowiek lub za burtę! Oby nasza dusza i wszystkie dusze wyleczyły się, czego sobie i Wam jak zwykle życzy

Alfreda Garczarek - Bendkowska




O obostrzeniach, politykach i uniwersytetach słów kilka

Ucieszyłam się niepomiernie, że od 12-go lutego poluzuje się to i owo. Podobno na dwa tygodnie, by zastosować ulubioną przez władzę metodę prób i błędów. Dobre i to! Przez dwa tygodnie mogę chodzić do knajp, do kina, może zahaczę o jakieś muzeum i zagoszczę w teatrze. Może zaliczę koncert mojej ulubionej Hanny Banaszak, którego pozbawiono mnie w listopadzie 2020 roku. Te wszystkie przyjemności oddałabym bez żalu za powrót dzieci i młodzieży do szkół.

W ubiegłą sobotę rozmawiałam z paroma uczniami szkoły podstawowej, którzy uczą się zdalnie. Gdybym miała teraz dziecko w wieku szkolnym, to poruszyłabym wszystkie moce niebiańskie i piekielne, zorganizowałabym taki protest jak Polska długa i szeroka, że runęłyby mury Jerycha. Pisałam już o tym, jakie szkody młodym ludziom przynosi to zamknięcie ich w domach. Jeżeli są kraje, które od początku pandemii mają otwarte szkoły i dzieci nie są dziesiątkowane prze COVID 19 to widocznie tak można. Rodzice, nauczyciele – dlaczego wasze głosy nie grzmią jak trąby jerychońskie? Może uważacie, że z „tą władzą” się nie da? To prawda, władzę mamy taką, że zachodzi pytanie, skąd oni wszyscy się wzięli. Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi, ponieważ to „skąd oni się wzięli” ma związek z bardzo niedobrym zjawiskiej, jakie od dłuższego czasu dzieje się nie tylko w Polsce, ale – zaryzykuję to stwierdzenie – to zjawisko obejmuje kraje z raczkującą demokracją.

Osobiście uważam, że do polityki wchodzą coraz „gorsi” ludzie. Obserwując działania pewnych ministrów, parlamentarzystów, dyrektorów spółek, naczelnych urzędów zadaję sobie pytanie, kto was wykształcił, kto was wychował, no kto? Rodzice szkoła, uczelnie. Zostańmy chwilę przy uczelniach, a ściślej przy uniwersytetach. Czym był uniwersytet? Kulturowy tygiel, kuźnia najświetlejszych. Czym się stał? Dochodową fabryką profesjonalistów z wiedzą. Zatracił refleksyjną naturę i kulturę, stał się producentem fachowców. To właśnie powinno być domeną wszystkich innych uczelni. Utopijnym marzeniem jest przywrócenie uniwersytetom ich średniowiecznej roli, ale zamachy na autonomię, nakazy i zakazy są zbrodnią. Ja chcę, by profesor uniwersytetu był utożsamiany z ogromną wiedzą, kulturą, obyczajami i nienagannym wychowaniem.

Przez codzienność życia publicznego przewijają się setki profesorów, ale ilu z nich błyszczy akademicką kulturą w publicznych debatach? Jeżeli odejdą profesor Ewa Łętowska, profesor Małgorzata Gersdorf, profesor Andrzej Zoll, profesor Andrzej Rzepliński i jeszcze kilku – co zostanie – ugór uprawiany przez też profesorów, którzy debatę zamieniają w serwowane ad hoc prawdy objawione.

Debaty publiczne, instytucje takie jak Trybunał Konstytucyjny, Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Dziecka są solą demokracji. Dlatego muszą w nich być najlepsi. Poprzez debaty publiczne, poprzez wyżej wymienione instytucje vox populi dociera do władzy (powinien) i władza powinna go słuchać. Jeżeli tak nie jest, demokracji kruszą się fundamenty i przechodzi we władzę autorytarną. To się dzieje na Węgrzech i w Polsce. Miejmy naszieję, że do finiszu nie dojdzie

czego jak zwykle sobie i Państwu życzy Alfreda Bendkowska

PS. Kiedy niepokorni hotelarze, restauratorzy et consortes ogłosili, że od trzeciego lutego „ruszają” łamiąc zakazy, postanowiłam wziąć udział w tym „ruchu oporu”. Niestety w Tarnowskich Górach i okolicy nikt nie chciał mnie przyjąć. Dlatego podziwiam i zazdroszczę paniom: Emilewicz i Pawłowicz, że im się udało!!! Poparły ruch oporu i co? Jak się je teraz traktuje! Drogie Panie – taki los wszystkich, którzy mają odwagę iść pod prąd.

PS 2. Ponieważ wszyscy, którzy p. Pawłowicz (profesorkę) ganią, mają ją przeprosić, więc ja za pochwałę czekam na uznanie.




Kilka uwag o ustroju, społeczeństwie i despotii

Czy psuje się nasz ustrój? Tak. Czy społeczeństwo jest tego świadome? Niestety, większa część – nie.

Uzasadnię moje odpowiedzi na postawione pytania. Ciągle jeszcze Polska jest krajem demokracji parlamentarnej. Podstawą takiego systemu jest: trójpodział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Władza wykonawcza, czyli parlament (Sejm) jest władzą nadrzędną, decydującą o wydawaniu ustaw. Władza wykonawcza, czyli rząd – rządzi w oparciu o ustawy i w stuprocentowej zgodzie z nimi zarządza, administruje państwem. Władza sądownicza jest niezależna, to znaczy działa w oparciu o kodeksy prawne i nie jest podporządkowana (czytaj: wolna od wszelkich nacisków. Użyłam określenia, że Polska jeszcze jest takim krajem. Od kilkunastu lat zachodzą zmiany, które idą w określonym kierunku, w kierunku autorytaryzmu, który – moim zdaniem – jest przedsionkiem despotii. Despotyzm kojarzy się nam z tyranią, przemocą. To cecha despotii w starym stylu (stalin, Hitler, generał Franco, Pol Pot, Mao Tse-tung) opartej na przemocy rodzącej strach, który zniewalał, obezwładniał ludzi. Do czasu. W końcu rodzi się sprzeciw, opór, doprowadzający te systemy do upadku.

Współczesna despotia jest inna. Obecnie despoci dobrze odrobili lekcje, uznali że nie może powstać opór. Jego miejsce ma zająć społeczne poparcie, obywatele z własnej woli mają służyć władzy. Jak to osiągnąć? W prosty sposób:

1. rozdawnictwo
2. wymyślanie wrogów – to oni!
3. gloryfikacja sukcesów (nieistotne, czy prawdziwych).

Patrząc na własne podwórko ten sposób stosowany w Polsce sprawdza się. Mimo ewidentnych zamachów na praworządność i sprawiedliwość, poparcie społeczne dla obecnie rządzących twardo się trzyma. Dopóki zaspokajane będą potrzeby „chleba i igrzysk” - tak będzie.

Te moje rozważania nie napawają otuchą, bo demokracja w Polsce jest zagrożona. I co dalej? Opozycja musi wygrać wybory, część społeczeństwa popierająca obecną władzę poparcie to cofnie. Stanie się to niestety kiedy:

a) zrozumieją, że nie tędy droga
b) zrozumieją, kiedy ktoś przedstawi program „dla Polski” rzetelny, konkretny od a do z i możliwy do zrealizowania.

Taki program może przedstawić opozycja. Sęk w tym, że takiej opozycji na razie w Polsce nie ma. To, co się szumnie nazywa opozycją nazwałabym frontem przeciwko Kaczyńskiemu i na dodatek nie jest to front jedności. Gdyby w tej „opozycji” nie było tylu kandydatów na przywódcę, a każdy z głębokim przeświadczeniem – jestem najlepszy, to dałoby się stworzyć program dla Polski i wybrać jednego przywódcę.

Ostatnia wolta – wróci Tusk i... napawa mnie rozgoryczeniem. Dzisiejszy Tusk nie jest w stanie porwać tych niezdecydowanych, a część społeczeństwa końcówką swojego premierostwa po prostu rozczarował. Mnie też. Nie jestem osobą predystynowaną do doradzania lub krytykowania. To, co piszę to wyraz mojej troski o mój kraj, któremu życzę dobrze (sobie też) i dla którego coś (dobrego) robię. Chciałabym dożyć jeszcze czasu, gdy w Polsce prawo będzie prawem, a sprawiedliwość sprawiedliwością. Ciężko mi Panie!




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |