Co warto mieć?


autor Alfreda Garczarek-Bendkowska data 22 czerwca 2017, 21:18
kategoria: General ( Alfreda Garczarek-Bendkowska)

Tysiące rzeczy, tysiące umiejętności, przypadłości.
Ale nie o tym chcę dzisiaj pisać. Przewrotnie będzie o tym co
jest bardzo istotną cząstką nas, a bardzo niedocenianą czyli
o sentymentach. Ale nie tych przewijających się w romantycznych
piosenkach, ale o tym, które nazwę sentymentami zdrowymi.




Rzecz pierwsza: kochajmy wspomnienia. 3 marca moja pierwsza klasa
ze Staszica obchodziła 40-lecie matury. Zjawiła się połowa
maturzystów. Stoimy przed budynkiem witani (to było bardzo,
bardzo miłe) przez obecnych uczniów, następnie wchodzimy do
szkoły. Dla wielu z nich było to pierwsze po 40-tu latach
spotkanie ze szkołą. Dyskretnie obserwowałam jakie wrażenie
zrobi „obecna” szkoła, jakie obudzi wspomnienia, co im mocno
wryło się w pamięć. Temu wszystkiemu dali upust w kameralnej
części – w „Kurnej Chacie”. Jak ważne są wspomnienia,
jak bardzo potrzebujemy tego, by otworzyć skrytki naszej pamięci,
by stwierdzić jak kochałem w roku 1972 tę dziewczynę, by
popatrzeć jaki ślad zostawił nam czas na twarzach. Dlatego
szanujmy wspomnienia.



Rzecz druga: stare książki. Wertując stosy starych książek
przeznaczonych na przemiał trafiłam na książkę Andrzeja
Brychta „Opowieści z tranzytu”. Książka wydrukowana na
bule jakim papierze. Autor poruszył coś w mojej pamięci (jedną
z tych głębokich skrytek). Błysk – przecież to on napisał
„Raport z Monachium” - koniec lat 60-tych. Olśnienie
literackie w ówczesnej Polsce. Kariera jak u Hłaski i ten sam
los - „zdrada ojczyzny”, wybór Zachodu itd., itp. Zaczynam
czytać – olśnienie. Opowiadanie „Zmienna ogniskowa”, nie
mogę się oderwać. Kto dzisiaj zna Andrzeja Brychta? Z
przepytanych przez mnie osób – nikt. Moja kolejna refleksja
– star książki czasami zawierają treści, jakie się
filozofom nie śniły.



Rzecz trzecia: smaki dzieciństwa. Często z moją najmłodszą
siostrą wspominałyśmy to, co nam bardzo smakowało w dzieciństwie.
Na mleku z rozgotowaną dynią ugotowane paluszki z tartych
ziemniaków. Maltz – cukierki z rozpuszczonego na maśle cukru,
w ognisku z kłączy kartoflanych pieczone ziemniaki z wędzonym
na dymie słonym śledziem, wybierany z torebki proszek
lemoniadowy. Pewnego dnia postanowiłyśmy tego wszystkiego
jeszcze raz skosztować. Wszystko starannie zrobiłyśmy jak
dawniej, to jest w czasie II wojny światowej. Tym naszym wysiłkom
powrotu do tamtych czasów przyglądał się mąż mojej siostry.
Kiedy impreza dobiegła końca z ogromnym żalem stwierdziłyśmy,
że to nie to. I wtedy mój szwagier oświecił nas - „to się
nie uda, to już nie wróci, bo to były smaki dzieciństwa”.
Ale to dzieciństwo dzięki tym smakom w nas pozostało.



Zaczyna się czas urlopu. Wszystkim życzę, by zafundowali sobie
małą sentymentalną podróż w czasie. Z życzeniami miłych
wrażeń.


wysłano z : http://www.tg.net.pl/blog/bendkowska.php
wydruk z : http://www.tg.net.pl/blog/bendkowska.php?id=8775