Znów wybory w okolicy?

Wczoraj byłem na sesji Rady Gminy w Tworogu. Cieszę się, że miałem okazję osobiście poznać radnych i przedstawić propozycję współpracy. Korzystając z gościnnego zaproszenia Pani Przewodniczącej zabrałem również głos; mówiłem o kilku sprawach, ale najwięcej o problemach związanych ze składaniem oświadczeń majątkowych przez samorządowców. Niestety, z powodu zamieszania w Urzędzie Gminy Tworóg, nie zostały one na czas wysłane do Katowic.

Przedstawiłem działania Klubu Parlamentarnego PO zmierzające do wyjaśnienia i „cywilizowanego” załatwienia sprawy – skarga do Trybunału Konstytucyjnego, odpowiedni projekt ustawy (niestety nie przyjęty pod obrady podczas ostatniego posiedzenia Sejmu).

Trudno przewidzieć jak się to potoczy, nie ma takiego mądrego, który by to wiedział. Niestety jednak w Tworogu mogą się odbyć powtórzone wybory. Zapewne przyniosą to samo rozstrzygnięcie, bo cóż mogło się wydarzyć w ciągu kilku miesięcy, co zmieniłoby werdykt wyborców?
Szkoda jednak, że nie było woli politycznego wyjścia z tego problemu.



Tarnowskie Góry – w metropolii, czy na przedmieściu ?

Dyskusja o utworzeniu górnośląskiej metropolii (o roboczej nazwie „Silesia”), przetoczyła się już przez wszystkie śląskie media. Wzbudza ona duże zainteresowanie, choć tak naprawdę prace nad nią znajdują się jeszcze w fazie „przedwstępnej”.
W Tarnowskich Górach szczególnie komentowano fakt, że nie ma nas na liście 17 miast, które miałyby ów związek tworzyć.
Zaraz po pierwszych sygnałach o inicjatywie ustawodawczej zorganizowałem w swoim biurze poselskim spotkanie, na które zaprosiłem starostę tarnogórskiego oraz burmistrzów i wójtów z terenu naszego powiatu. Wszyscy zgodzili się, że projekt ten to duża szansa dla regionu. Niektórzy samorządowcy zastanawiali się jednak, dlaczego zarzuca się ideę Górnośląskiego Związku Metropolitarnego – porozumienia gmin górnośląskich (nie tylko dużych miast), idei nieomal wdrożonej w życie w ubiegłym roku - i występuje z nowym projektem. Wskazywano na dużą rolę Katowic i Gliwic w tych działaniach (pozostawiając w domyśle, że może te największe miasta chciałyby „rozdawać” karty w całym województwie).

Właściwe prace nad projektem dopiero będą się toczyć. Jedna rzecz nie pozostawia wątpliwości – bez względu na to, jakie będzie w przyjętych rozwiązaniach miejsce Tarnowskich Gór, nasze miasto (jak i cały powiat) mogą tylko zyskać na dynamiczniejszym rozwoju Śląska. Co nie oznacza, że ciesząc się z sukcesów Katowic, Gliwic, czy Bytomia nie powinniśmy nieustannie prowadzić z tymi miastami zdrowej rywalizacji (chociażby o pozyskiwanie funduszy zewnętrznych).



Życie w dwóch miejscach

Choć już dawno minął rok kadencji parlamentu, głównym problemem organizacyjnym pozostaje dla mnie wciąż życie w dwóch miejscach jednocześnie. Nieustanne przemieszczanie się pomiędzy dwoma miejscami wymaga zarówno „panowania” nad tym, aby potrzebne rzeczy znajdowały się w tym samym miejscu gdzie my, jak również wewnętrznego uporządkowania, które odrobinę kłóci się z moim bałaganiarstwem.

***

Ostatnie kilka dni spędzone w Tarnowskich Górach i okolicach, wypełnione nadrabianiem zaległości – w spotkaniach, przygotowywaniu pism. Wspomniana wcześniej „dwoistość” miejsc przebywania powoduje, że prozaiczne zajęcia, takie jak porządki świąteczne (a może ściślej „okołoświąteczne”) rozkładają się na bardzo długi czas. W zeszłym tygodniu za gruntowne uporządkowanie papierów w pokoju w hotelu poselskim zabrałem się grubo po północy, a ponieważ w ciągu roku uzbierało się tego bardzo dużo, z trudem dałem radę wstać na poranne głosowania.
Dla odmiany na uprzątnięcie biurka w biurze w Tarnowskich Górach czas przyszedł w miniony wtorek. Środek prac porządkowych (a więc moment totalnego bałaganu) przypadł na czas dyżuru prawnika. Wszystkich, bardzo licznych interesantów, których mógł zadziwić widok sterty rzeczy przeróżnych na biurku przepraszam i informuję, że zwykle tak u mnie nie wygląda.


Po wyborach, po budżecie, po roku w parlamencie…

Minął już rok od kiedy jestem w Sejmie. Czas ten upłynął bardzo intensywnie, pod znakiem konieczności nauczenia się życia jednocześnie w dwóch miejscach..
W ostatnich miesiącach dodatkowo dochodziła kampania wyborcza. Wrzesień i październik spędziłem głównie w Warszawie przy pracach krajowego sztabu wyborczego Platformy Obywatelskiej. Dla odmiany listopad prawie cały w Tarnowskich Górach. Najpierw zaangażowana pomoc koleżankom i kolegom z PO, później sztabowi Arkadiusza Czecha (nieraz irytowała nas nieporadność działań sztabu Inicjatywy Obywatelskiej, ale skończyło się dobrze).
Jeszcze dwa tygodnie rozmów przy układaniu koalicji w Radzie Powiatu i Radzie Miejskiej. Chyba nieźle przebiegających, skoro prawie wszyscy są zadowoleni z ich efektów.
***
8 grudnia to dzień zwieńczenia rocznych wysiłków moich i kilkorga parlamentarzystów. Dzięki telefonicznym informacjom likwidatora Zakładów Chemicznych „Tarnowskie Góry” niemal „on line” śledziłem przelewanie na konto Zakładów 17 mln złotych z Ministerstwa Skarbu Państwa. Była to zaległość za prace wykonane w 2000 roku. Dzięki ich spłacie znikła przeszkoda w pozyskaniu środków europejskich na dokończenie zadania.
O szczegółach starań w pozyskaniu tych środków i perspektywach dokończenia zadania można przeczytać na mojej stronie www.glogowski.net w dziale „Sejm”. Zapraszam
***
Sejm uchwalił budżet. Wielogodzinne głosowania przebiegały głównie pod dyktando partyjne (choć do przegłosowania środków na kontynuację budowy obwodnicy Lublińca brakło jednego głosu…). Kilku śląskich inwestycji niestety koalicja nie chciała uwzględnić w budżecie. Szkoda…




Wybory - święto demokracji

Za parę dni wybierzemy burmistrza Tarnowskich Gór, swoich radnych miejskich, powiatowych i wojewódzkich. Byłem bardzo zaangażowany w kończącą się kampanię - najpierw ciężka praca w Krajowym Sztabie Wyborczym PO (m.in. robiliśmy w kilka osób "Błękitny Marsz", co było dużym przedsięwzięciem logistycznym), a ostanie tygodnie to 2 - 3 spotkania dziennie w cały powiecie tarnogórskim.

Na każdym proszę o jedno - idźcie głosować. Wybierzcie najlepszych. Wybory to święto demokracji. Szczególnie samorządowe, kiedy stajemy wobec przywileju, ale i moralnego obowiązku, wzięcia na siebie współodpowiedzialności za losy swego miasta, powiatu, regionu. To oczywiście niemały wysiłek - najpierw intelektualny. Trzeba wybrać swoich kandydatów spośród wielu startujących. W niedzielę trzeba iść do komisji, znaleźć się na liście wyborców, skreślić kilka krzyżyków.
Ale jak można tego nie zrobić? Olać szansę, jaką ma się raz na cztery lata. A potem narzekać i wylewać swe żale np. na forach internetowych.
Jeśli chcecie mieć pełne prawo narzekać na radnych i burmistrza, idźcie w niedzielę zagłosować!


Permanentna dyskusja o wyborach - sposób na kadencję

Nie było jeszcze nigdy tak wielkiego parcia na upartyjnienie państwa, wręcz próby utożsamienia Polski z jedną partią. Jesteśmy porażeni stopniem agresji ze strony ugrupowań rządzących, zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwości, jak i absurdalnym obrażalstwem w wykonaniu ich liderów. Są to zjawiska rozwijające się tak monstrualnie, że można na szczęście mieć nadzieję, że doprowadzi to do rozwalenia się z hukiem układu rządzącego. Raczej nie nastąpi to jednak wiosną przyszłego roku, choć co pół godziny słychać o tym w mediach.

Przez pierwsze niemal pół roku V kadencji Sejmu toczyła się permanentna dyskusja o nowych wyborach. Był to skuteczny, choć w sumie mało wymyślny zabieg socjotechniczny Prawa i Sprawiedliwości. Dzięki wywoływanym nieustannie kryzysom media mówiły wyłącznie o ewentualnych wyborach, przez co nikt nie pytał o realizację programu wyborczego, podatki, gospodarkę. Ponadto na tym samym ogniu dawało się piec druga, ważniejszą pieczeń - stale dążono do obniżania autorytetu Parlamentu, co niewątpliwie jest celem spragnionych silnej władzy prezydenckiej "napoleonów".

Po zawarciu koalicji, o której wtajemniczeni mówili długo wcześniej, temat ten na chwilę zanikł. Ostatnie tygodnie to jednak jego prawdziwy renesans. Znowu 90% dyskusji politycznych dotyczy ewentualności przyspieszonych wyborów. Ważniejszych tematów nie ma, bo też bezrobocie rozwiązuje się w sposób naturalny dzięki emigracji, a środki europejskie zapewniają w miarę stabilny rozwój gospodarczy. Coś mi jednak mówi, że jeśli Andrzej Lepper mówi we wrześniu, że wybory mogą być wiosną, to za bardzo nie ma się czym przejmować (gdyby mówił, że będą za dwa miesiące, brzmiałoby to bardziej prawdopodobnie).

Za parę dni PiS, Samoobrona i LPR podpiszą porozumienie o współpracy w wyborach samorządowych. Głupio więc będzie jednocześnie mówić o kryzysie w koalicji..
Ale temat przyspieszonych wyborów zapewne wkrótce powróci. To może być główny motyw tej kadencji Sejmu. Niewykluczone, że czteroletniej.


Autostrady dla bocianów?

W ramach perspektywy finansowej na lata 2007 - 2013 Polska stanie przed szansą skorzystania ze środków zewnętrznych (oczywiście z Unii Europejskiej) w wysokości, jakiej nigdy jeszcze nie miała do dyspozycji i pewnie już mieć nie będzie.

Od tego, jak tę szansę wykorzysta cały kraj, poszczególne samorządy i przedsiębiorstwa zależeć będzie bardzo wiele. Także Tarnowskie Góry mają wiele zadań, których realizację trudno będzie przeprowadzić bez większościowego udziału środków europejskich. Najważniejszą inwestycją tego typu jest oczywiście rozbudowa sieci kanalizacyjnej w mieście i budowa nowej oczyszczalni ścieków.

Znaczna część środków, które przypadną Polsce, zostanie podzielona na poszczególne województwa w ramach przyjmowanego przez rząd Narodowego Planu Rozwoju. Obecna ekipa rozpoczęła od wyrzucenia do kosza założeń tego planu przygotowanych przez rząd Marka Belki. Powstały dwa nowe warianty podziału środków pomiędzy poszczególne województwa, obydwa bardzo niekorzystne dla województwa śląskiego. W ostatnich dniach Minister Rozwoju Regionalnego Grażyna Gęsicka zarekomendowała rządowi przyjęcie tzw. I algorytmu podziału środków, najmniej korzystnego dla Śląska.

Nikt w sejmowych kuluarach nie ma wątpliwości, że nie był to wybór pani minister, tylko polityczna decyzja Prawa i Sprawiedliwości. Partia rządząca postanowiła podarować pieniądze regionom, w których osiągnęła najlepsze wyniki w wyborach. Kosztem Śląska (a także Wielkopolski, Małopolski i łódzkiego) zyskają województwa tzw. ściany wschodniej. Naszemu regionowi zabrano 289 mln euro i doprowadzono do sytuacji, w której w przeliczeniu na jednego mieszkańca otrzymamy dwukrotnie mniej, niż województwo warmińsko-mazurskie! A trzeba dodać, że już wcześniej dla województw wschodniej Polski przewidziano dodatkowe środki, między innymi wynegocjowane przez premiera od rządu Niemiec.

Taki podział nie uwzględnia założeń strategii lizbońskiej, kładącej duży nacisk na inwestowanie w obszarach charakteryzujących się wysokim potencjałem wzrostu (tzw. "lokomotywy wzrostu";) i w zatrudnienie.

Ponadto istnieje spora obawa, że niektóre województwa wschodnie nie będą w stanie wykorzystać tak wielkich środków, choćby ze względu na brak wkładu własnego. A nawet jeśli, można mieć wątpliwość, czy będą to inwestycje zasadne, czyż nie będzie to budowanie autostrad, po których spacerować będą głównie bociany?

Taka rekomendacja minister, czy de facto polityczna decyzja partii, zszokowała także śląskich posłów PiS, którzy chyba niespecjalnie wiedzą, jak zachować się w tej sytuacji.
Już kilka tygodni przed wstępną decyzją posłowie Platformy Obywatelskiej czterech województw najbardziej tracących na nowym podziale, zbierali w swoich okręgach podpisy pośród posłów wszystkich opcji popierające najbardziej sprawiedliwy podział środków. Ja nie miałem problemów z zebraniem podpisów oprócz kolegów z Klubu, także pośród posłów Samoobrony i SLD, natomiast poseł PiS powiedział mi, że w pełni popiera tę akcję i sam wystosował podobne pismo, ale musi się spytać, czy może się podpisać wspólnie z nami...

Nieoczekiwanie polityczne zmiany oddaliły nieco podjęcie ostatecznej decyzji przez rząd. Ten czas trzeba wykorzystać, jak tylko się da. Oburzenie opinii publicznej to jedyne czego boją się politycy. Jeżeli premier będzie miał wiedzę, że tysiące mieszkańców regionu wysłało do niego pełne oburzenia maile, być może nie pozostanie wobec tego obojętny. Zwłaszcza za parę lat będzie mu zależało na głosach mieszkańców tego regionu, choćby dla brata prezydenta. Stąd akcja śląskiej PO "Uratujmy pieniądze dla Śląska". Wysyłajmy więc maile do Jarosława Kaczyńskiego, im więcej osób tym lepiej.
Szczegółowe informacje, wzory listów można znaleźć na mojej stronie www.glogowski.net



strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |