O Irmie z winiarni

Jeśli do tej pory kojarzyliście czeską miejscowość Žatec (niem. Saatz)z piwem a Wrocław z Breslau, to nadszedł czas, abyście te dwa miasta zaczęli kojarzyć z winem. I z Tarnowskimi Górami! A dokładniej z winiarnią Johanna Sedlaczka. I jeszcze z poezją. No i jakże inaczej: z kobietą! Niegłupią czyli intelektualistką. I…


Dość! Będzie teraz o dziewczynie stąd, z Gór, o Irmie Sedlaczkównie.
PS Przed kilku laty o tarnogórskiej literatce pisali Maria Marciniak i Marek Wojcik.
PS 2 W pochodzie gwarkowskim rolę Irmy odtwarza od niedawna Mirosława Turek-Twardowska, polonistka jednej z miejscowych szkół średnich.
https://www.gwarki.tg.net.pl/pochod/irma-sedlaczek/




Powroty barokowe

Wielokrotnie to mogę powtórzyć: łatwiej wrócić w jakieś miejsca w czasie niż w przestrzeni.
Napis na drzwiach: „Prace konserwatorskie elewacji Pałacu Opatów w Lubiążu…”. Zwróciłam uwagę na dwa wyrazy: elewacja i pałac, bo… Od tych dwóch można zacząć wyliczanie niektórych z szeregu interesujących szczegółów dotyczących Lubiąża.


1. Numer 1 - elewacja barokowa tutejszego klasztoru cystersów jest najdłuższa w Europie – 223 metry bieżące (z ponad 600 oknami)

2. Miejsce nr 2 - pod względem wielkości lubiąski zespół pałacowo-klasztorny jako jeden z największych obiektów sakralnych sytuuje się zaraz po Eskurialu w Hiszpanii i faktycznie niewątpliwie posiada cechy pałacu, mniej zaś mnisiej siedziby.

3. Nr 3 - prawie trzy razy zabudowania opactwa są większe od zamku wawelskiego!

4. Punkt czwarty – wśród zmieniających się na przestrzeni prawie 1000 lat właścicieli obiektu, to cystersi doprowadzili opactwo do niebywałej zamożności i to dzięki ich perfekcyjnemu zarządzaniu majątkiem, zmieniał się charakter architektury obiektu – od skromnego, romańskiego do barokowego – pełnego rozmachu i bogactwa.

5. Ciekawostka piąta: w podziemnym mauzoleum spoczywają doczesne szczątki fundatora świątyni klasztornej, Bolesława Wysokiego, oraz kilkunastu innych przedstawicieli rodu śląskich Piastów
A poza nimi, a może na wstępie, mogę dodać, że żył i tworzył w Lubiążu (dawniej Leubus) „śląski Rembrandt” czyli Michael Willmann, o którego dziełach przypominają już tylko potężne, puste haki na ścianach i jedna również pusta, wielka rama po płótnie z jego malowidłem. Gdzie są teraz te dzieła nad dziełami? Obecnie, jeszcze do października 2020r. wystawione w liczbie ponad 100 w Pawilonie Czterech Kopuł Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Na stałe zaś zdobią różne obiekty, głównie kościelne i głównie w Warszawie, dokąd z Dolnego Śląska zostały po wojnie bezpowrotnie przeniesione i dokąd oczywiście z Wrocławia po wystawie wrócą.

Na marginesie dodam, że wystawę rewelacyjnych malowideł Michaela Willmanna z Lubiąża odwiedziłam dwukrotnie a planuję trzecią wizytę. Każdemu zaś, szczególnie mieszkańcom Śląska, polecam zobaczyć ją chociaż raz. Najlepiej z przewodnikiem. Ogromne wrażenia murowane! Wasze oczy, serca i pamięć wypełnione zostaną mrokiem, światłem, krajobrazami, postaciami i ich uczuciami tak szczelnie, że usunąć ich nie sposób.




Kobieta ze Śląska w Polsce, Europie i nie tylko

Idę sobie, idę, rozglądam się tu i tam, biorę do ręki, ściskam i głaszczę, otwieram i zamykam, patrzę w górę i patrzę w dół, słucham muzyki z głośników nad głową i rozmów ludzi z tego samego poziomu co mój, przesuwam i podnoszę itd. … Te wszystkie czynności i wiele, wiele innych wykonuję w otwartej przestrzeni ale jednak podzielonej i zamkniętej - taka jest Ikea czyli Skandynawia na Śląsku. Sprzedaż mebli i elementów wyposażenia wnętrz oraz artykułów dekoracyjnych, wiadomo.

I cóż tam na regałach i półkach? A tam to i owo a między tym wszystkim, coś czego szukam i potrzebuję; wypatrzyłam! Ochraniacz nieprzemakalny na materac o wymiarach 90x200cm! Artykuł banalny? Może ale… To produkt internacjonalny wyprodukowany w Estonii, sprzedawany przez firmę ze Szwecji, w sklepach w Polsce. I na koniec niespodzianka! Projektant produktu to… kobieta, młoda „dizajnerka” ze Śląska, urodzona w naszym mieście - w Tarnowskich Górach, wykształcona na europejskich uczelniach i w Krakowie, praktykująca w wielkich europejskich miastach, posiadająca własną pracownię w stolicy – w Warszawie. Drobna, skromna, z wielką wiedzą branżową, wielkim dorobkiem projektanckim i jeszcze większym potencjałem na przyszłość. Tak ją odebrałam, przeczytawszy o niej sporo i obejrzawszy niejeden jej projekt i realizację. Ach! I jeszcze dodam takie przymiotniki: pogodna, optymistyczna, kontaktowa. Wiem z autopsji ?

Pani Maju, pozdrawiam po tarnogórsku – szczerze i serdecznie!
Ojej, nie napisałam, o kim napisałam! To Maja Ganszyniec, stond, od nos - ze Gór.




W sierpniu

Sierpień. Miesiąc rozpoczęty od godziny 17. tej. Jak co roku od 76 lat. Tym razem o tej godzinie, w tym znamiennym dniu nie było mnie na chodniku, nie było mnie w moim mieście. Prowadziłam samochód obcą drogą, w nieznanej okolicy, wśród budynków, drzew, innych pojazdów, z koleżanką obok mnie i psem za mną. W pewnym momencie wyprzedzili mnie motocykliści na ośmiu maszynach, jedzie jakieś auto przede mną, inne za mną. Wieś, wieś spokojna ale...

Samochód wsuwa się w dźwięk, dziwny, rzadki, monotonny a przecież niepokojący. Syrena remizy strażackiej! Motocykle jeden po drugim zwalniają, zjeżdżają na pobocze, za nimi dwa samochodu przede mną. Już wiem – GODZINA „W”. Godzina ważna, sierpniowa, godzina 17, warszawska, powstańcza, polska. Godzina desperacji, rozpaczy i cierpienia. Zjeżdżam na podbocze jezdni a za mną jeszcze jeden samochód. Minuta = 76 lat = pamięć.
PS. Obca wieś – syrena punktualnie uruchomiona na remizie OSP. Rodzinne miasto – dowiedziałam się po powrocie, milczące, bez corocznego uruchomienia syreny w rocznicę powstania warszawskiego.




Lato zaczyna się i kończy w czerwcu

Powiadają co roku: - W czerwcu zaczyna się lato.
Powiadam co roku: - W czerwcu kończy się lato.

Moje lato to wiosna ?. Zabawne? A jednak tak u mnie jest i niech tak zostanie jeszcze przez jakiś czas. Kwietniowe zielenie – cytrynowa, świetlista, przeźroczysta. Majowe kwietne pąki – białe, żółciejące, błękitne. Czerwcowe zapachy – słodkie, obezwładniające, mdlące. I wszędzie ten powiew rześkiego, nie upalnego wiatru.
Były już pstre płatki kwiatów azalii i różaneczników, po których w półcieniu listowia wysokich drzew ślizgają się słoneczne plamki – pejzaż parków i ogrodów wielkich miast.
Są baldachy biało kremowego bzu czarnego; zostaną zanurzone w cieście naleśnikowym, wylądują na patelni i obsypane śnieżynkami cukru pudru ostatecznie na talerzach w porze podwieczorku ustawionych zaraz obok filiżanek z czarna kawą.
Będą kwiaty wonnych jaśminowców pod czarnym, ciepłym niebem błyszczącym gwiazdami nocy świętojańskiej.
I jeszcze mnogość tulipanów, konwalii, kwitnący rzepak, źdźbła traw świeżo uszczknięte …
Na wiosnę, po zimie, wybujałe barwy, dźwięki, zapachy. To moje lato.




Zostań w domu! Taka sytuacja epidemiczna

WSTĘP
Nie wychodźcie z domów bez obligatoryjnego wyposażenia ochrony osobistej tj. bez maseczki ochronnej i rękawiczek. Jego brak grozić może nieprzewidywalnymi lub przewidywalnymi (jak mandat czy grzywna) skutkami. Dodatkowy i o wiele mniej drastyczny skutek to zawirowanie towarzyskie.

ROZWINIĘCIE
Taka sytuacja zaistniała dzisiaj, jak niżej opisałam. Idę sobie, idę w kierunku sklepu, sklepiku, w którym zdarza mi się kupować drobne artykuły spożywcze, tzw. „koło ratunkowe”. Dzisiaj to miał być bochenek małego chleba, bez dodatków, nawet bez masła, bez zapitku.
Przed wejściem do sklepiku, notabene całodobowego, widzę trójkę mężczyzn znanych mi (oraz w mieście) jako „szczęśliwi ludzie”; zajęli stanowisko obserwacyjne ożywiając swymi sylwetkami nieruchomą fasadę kamienicy. Tak jak zazwyczaj uprzejmie prosili przechodniów i klientów o drobne monety. Uzbierali już widać potrzebną kwotę, bo jeden z nich wszedł do sklepu, po „jabola” czyli tanie wino w plastikowej butelce. I tutaj następuje gwałtowny finał tej sielskiej scenki obyczajowej. Jaki? Otóż nagle, po krótkiej chwili, wysłannik pojawił się znowu przed wejściem do sklepu i podniesionym, wzburzonym wręcz głosem zażądał od „zamaskowanego” kolegi:
- Alojz, dowej mi ino twoja maska! Łoni niy sprzedajom mi jabola, jak miy byda mioł maski! Dowej twoja maska, a wartko!

ZAKOŃCZENIE
Dla spokoju ducha, zostań w domu, jeśli nie posiadasz środków ochrony osobistej. Nie zawsze możesz liczyć na pomoc kolegi w masce, nawet takiej używanej przez niego przez tydzień. A jeśli zaopatrzyłeś się w niezbędne artykuły spożywcze, zostań w domu tym bardziej, że tu masz wybór: możesz założyć maseczkę lub nie (do czego nawiązuje rysunek Michała Graczyka).
Życzę zdrowia!
Michał Graczyk apeluje




Chwalcie, chwalmy ! May is the best!

Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone
Chwalcie cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki.

Nie taka stara ta prosta pieśń - pochodzi z lat 40 XIX wiek. Nie jest długi jej tekst – tylko 4 zwrotki. To chyba dobrze, bo łatwo ją zapamiętać w całości. Melodia nie jest żwawa a spokojna, kojąca – nietrudno jej się nauczyć.
Przez cały maj śpiewana bywała przez moją babcię podczas jej codziennych czynności domowych, to właśnie w maju pieśń ta wielokrotnie była wysłuchana przeze mnie – dziecko, klęczące przy boku babci w ławce kościółka św. Anny. Po nabożeństwie, w drodze do domu, z dźwiękami organów, z głosami kobiecymi w uszach, podśpiewywałam cichutko zasłyszaną melodię trzymając babciną dłoń.

Na „majowe” chodziło się zwykle do „Anki”, jak potocznie brzmiała nazwa kościółka przy ul. Gliwickiej; to chyba najprzyjemniej wspominane obrzędy religijne, w których uczestniczyłam będąc małą dziewczynką, ja - uczennica pierwszych klas szkoły podstawowej. Z pewnością lekki wietrzyk, zapach pierwszych kwiatów wiosennych, cytrynowa zieleń listków drzew parku, wzdłuż którego ściany szła wnuczka prowadzona do domu przez babcię w nie upalne jeszcze wieczory, pomagały dziecku zasnąć. A później we snach fruwać bezszelestnie ponad domem i miastem, nad zieleniejącym, pachnącym majowym pejzażem, nad polami tak szeroko jeszcze ścielącymi się w tamtych czasach blisko szkoły, ulic, parku.
Autor tekstu – jezuita Karol Antoniewicz, kompozytor – nieznany. Piosenkę śpiewa Krzysztof Krawczyk.




strona :  1 |  2 |  3 |  4 |  5 |  6 |  7 |  8 |  9 |  10 |  11 |  12 |  13 |  14 |  15 |  16 |  17 |  18 |  19 |  20 |  21 |  22 |  23 |  24 |  25 |  26 |  27 |  28 |  29 |  30 |  31 |  32 |  33 |  34 |  35 |  36 |  37 |  38 |  39 |  40 |  41 |  42 |  43 |  44 |  45 |  46 |  47 |  48 |  49 |  50 |  51 |  52 |  53 |  54 |  55 |  56 |  57 |  58 |  59 |  60 |  61 |  62 |  63 |  64 |  65 |  66 |  67 |  68 |  69 |  70 |  71 |  72 |  73 |  74 |  75 |  76 |  77 |  78 |  79 |  80 |  81 |  82 |  83 |  84 |  85 |  86 |  87 |  88 |  89 |  90 |  91 |  92 |  93 |  94 |  95 |  96 |  97 |  98 |  99 |  100 |  101 |  102 |  103 |  104 |  105 |  106 |  107 |  108 |  109 |  110 |  111 |  112 |  113 |  114 |  115 |  116 |  117 |  118 |  119 |  120 |  121 |  122 |  123 |  124 |  125 |  126 |  127 |  128 |  129 |  130 |  131 |  132 |  133 |  134 |  135 |  136 |  137 |  138 |  139 |  140 |  141 |  142 |  143 |  144 |  145 |  146 |  147 |  148 |  149 |  150 |  151 |  152 |  153 |  154 |  155 |  156 |  157 |  158 |  159 |  160 |  161 |  162 |  163 |  164 |  165 |  166 |  167 |  168 |  169 |  170 |  171 |  172 |  173 |  174 |  175 |  176 |  177 |  178 |  179 |  180 |  181 |  182 |  183 |  184 |  185 |  186 |  187 |  188 |  189 |  190 |  191 |  192 |  193 |  194 |  195 |  196 |  197 |  198 |  199 |  200 |  201 |  202 |  203 |  204 |  205 |  206 |  207 |  208 |  209 |  210 |  211 |  212 |  213 |  214 |  215 |  216 |  217 |  218 |  219 |  220 |  221 |  222 |  223 |  224 |  225 |  226 |  227 |  228 |  229 |  230 |  231 |  232 |  233 |  234 |  235 |  236 |  237 |  238 |  239 |  240 |  241 |  242 |  243 |  244 |  245 |  246 |  247 |  248 |  249 |  250 |  251 |  252 |  253 |  254 |  255 |