Czekając na refleksję o reformie systemu szkolnictwa

Jesteśmy w środku kanikuły. Skwar leje się z nieba. Warunki zafundowane nam przez przyrodę nie sprzyjają wysiłkom wszelakim; błogie lenistwo, nicnierobienie, ewentualnie „pomarzyć dobra rzecz”. Taki urlop od problemów wszelakich byłby piękny. Byłby, gdyby nie nasza polska codzienność. Bo jak tu kiwać palcem w bucie, gdy tysiące nastolatków staje przed „nie zostałeś przyjęty”.

Żyję już dosyć długo; przeżyłam jako uczennica a potem nauczycielka wiele systemów szkolnych, wiele reform łącznie z próbą wprowadzenia w Polsce „dziesięciolatki”, której nie wprowadzono dzięki temu, że WSZYSCY nauczyciele przeciwko tej „reformie” zaprotestowali. Podkreślam – WSZYSCY, bo pono tylko w jedności siła – to pod rozwagę nauczycielom a.d. 2019!!! Ale takiego „bajzlu”, jaki zafundowali nam obecni spece od oświaty (może lepiej od siedmiu boleści), na Boga jeszcze nie było. To co dzieje się w polskiej oświacie to jakiś horror. Wydaje mi się, że to sen z którego się przebudzę, a nie rzeczywistość.

Jak można okaleczać psychicznie dzieci i młodzież wprowadzanymi co kilka lat nieprzemyślanymi zmianami. Chyba żaden z „decydentów” nie pomyślał choćby przez sekundę, co przeżywa nastolatek stojąc przed tablicą, na której „stoi” - „nieprzyjęty”. Kto dał wam prawo, bo skazywać ich na takie traumatyczne przeżycia i jeszcze perfidniejsze wyjaśnienia typu „nie dostałeś się do wymarzonego liceum, ale możesz się uczyć w szkole resortowej” (za moimch czasów określało się je mianem „hilfki”). Może przyjdzie w końcu do polski opamiętanie. Może przyjdzie czas na refleksję, że wszelkie zmiany trzeba robić z rozumem, że burzenie nie jest jedynym sposobem zmian, czasem wystarczy naprawa. Należy się najpierw zdać sobie sprawę z tego, co i jak się chce zmienić i czy to jest potrzebne! Może w tej letniej kanikule ci od decyzji o tym pomyślą, czego daj Boże! Tego sobie i Wam życzy
Alfreda Garczarek-Bendkowska