Hej kolęda, kolęda

Kolejny raz przeżywałam kolędę z rodziną. Bardzo lubię tę tradycję.

Z. Kolberg pisał: "Proboszcz lub wikary nawiedza "po kolędzie" domy wszystkich parafian. Towarzyszy mu organista z dzwonkiem i chłopiec z kobiałką. Ksiądz winszuje w każdej chacie Nowego Roku, wgląda w pożycie rodziny, wysłuchuje dzieci pacierza i katechizmu". Pierwsze wzmianki o kolędzie można zauważyć w XVII w. Wówczas to prowincjonalny synod piotrkowski w 1607 r. i gnieźnieński w 1628 r. zobowiązywał księży, aby "na kolędzie grzeszników napominali, każdego do pełnienia obowiązków i przyzwoitości nakłaniali, nieszczęśliwych pocieszali". Na wsiach utarł sie zwyczaj, że gdy ksiądz, chodzący po kolędzie, wychodził z czyjegoś domu, panny i dziewczęta starały się usiąść na krześle lub stołku, na którym siedział duchowny. Wierzono bowiem, ze ta, która pierwsza usiądzie, w tym roku za maż wyjdzie. 

Tyle historii, a obecnie tak jak co roku synowie Piotrek i Pawełek chodzą z księdzem jako ministranci- kolędnicy. Zawsze ciekawe są rozmowy podczas kolędy, gdzie można porozmawiać o tym co dobrego i co złego wydarzyło się w zeszłym roku.

Zawsze lubię odwiedziny kolędowe, na które od dzisiaj muszę poczekać cały rok, który zapewne będzie bardzo ciekawy i obfitujący w wydarzenia.