Witaj szkoło, żegnajcie pieniądze

1 września już za nami. Jako rodzic, tak jak wielu co roku wydaję majątek na książki i inne akcesoria. To co obecnie obserwuję jest uderzeniem w budżety rodzin, szczególnie wielodzietnych. Nie mogę pogodzić się z tym, że co roku trzeba kupować nowe książki. Ta prawidłowość od dłuższego czasu jest koszmarem finansowym. Rozmawiam z wieloma matkami, które krytykują taką rozchwianą politykę podręcznikową. Odnoszę nieodparte wrażenie, że Ministerstwo Edukacji i Rząd tego nie dostrzegają i nie panują nad bezsensownym niszczeniem budżetów domowych. No chyba, że ktoś ma w tym cel jakiegoś biznesu. Na ten temat należy dyskutować i podejmować próby zmian na lepsze.

Wszędzie czytamy, słyszymy w przemówieniach, że żyje się lepiej. Tylko należy zadać pytanie komu? Bo rodzinom na pewno nie. Podatki na podręczniki i wyprawki dla dzieci i młodzieży są dużo wyższe niż w innych krajach UE. Taka jest obecnie prowadzona polityka prorodzinna. Karta dużej rodziny nie zastąpi podstawowych codziennych wydatków rodzinnych. To mówię na podstawie rozmów z rodzicami, którym brakuje finansów, aby godnie przeżyć normalnie cały miesiąc. Skandalem obecnie są reklamy w TV dotyczące szybkich pożyczek na wyprawki dla dzieci.

Na poparcie stanowiska, dam przykład 2 podręczników do języka angielskiego(jeden z przedmiotów), które razem mają 256 stron i trzeba za nie zapłacić 100 zł. Pomnożyć tę kwotę przez ilość przedmiotów robi się niezła sumka dla jednego dziecka. Następnie pomnożyć tę uzyskaną kwotę przez ilość dzieci wychodzi majątek. I tak co roku rodziny nabijają kasę drukarniom, wypracowują niebywały zysk. Ktoś wreszcie musi z tym zrobić porządek!