Otwarcie Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR w 1945 r.

Dzisiaj w Radzionkowie otwarto Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR w 1945 r. , upamiętniające wywózkę kilkudziesięciu tysięcy osób. Powstało ono w budynku dawnego dworca kolejowego, który w ostatnich latach został gruntownie wyremontowany. Pomocy w stworzeniu ekspozycji udzieliły śląskie samorządy.
W upamiętnienie wywózki Górnoślązaków włączyło się aż 29 samorządów, które przyjęły stosowne uchwały oraz udzieliły tej inicjatywie wsparcia merytorycznego i finansowego.
Wystawa w Centrum dokumentuje deportacje kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców Górnego Śląska do pracy przymusowej w Związku Radzieckim. Deportacje i inne prześladowania miejscowej ludności w tym okresie określane są mianem Tragedii Górnośląskiej. Wydarzenia te ze względów politycznych do 1989 r. były tematem zakazanym.

Gdy w styczniu 1945 r. na Górny Śląsk wkroczyła Armia Czerwona, wypierająca oddziały niemieckie, mieszkańcy tych ziem traktowani byli przez Sowietów jak i późniejsze władze PRL jako Niemcy, doświadczając licznych represji, w tym gwałtów i mordów. Rozpoczęła się też akcja masowych zatrzymań, najwięcej było ich w rejonie Bytomia, Zabrza i Gliwic. Pod groźbą sądu wojennego wezwano wszystkich mężczyzn w wieku od 17 do 50 lat do stawienia się do prac porządkowych. Opornych doprowadzano siłą.
W obozach przejściowych badano przynależność zatrzymanych do organizacji nazistowskich, służbę w Wehrmachcie lub polskim podziemiu niepodległościowym. Pierwsze transporty na Wschód ruszyły w marcu 1945 r. Podróż w bydlęcych wagonach – nazywanych na Śląsku „krowiokami” - trwała nawet kilkadziesiąt dni. Część deportowanych nie przeżyło transportu.
W obozach na Wschodzie Ślązacy więzieni byli w bardzo trudnych warunkach – w barakach, z głodowymi racjami żywnościowymi, ograniczonym dostępem do wody pitnej i bez opieki medycznej. Sprzyjało to epidemiom, które dziesiątkowały deportowanych.

Pierwsi Górnoślązacy wrócili do domów latem 1945 r. Wielu z nich w krótkim czasie zmarło. Według różnych szacunków, na Wschód wywieziono od 30 do 90 tys. mieszkańców Górnego Śląska
Mój dziadek Franciszek Kieras miał szczęście w nieszczęściu wraz z 4 przyjaciółmi został wywieziony spod „bojtnery” (kopalni Bytom) na wschód i tylko dzięki sile woli udało im się uciec i wrócić do domu.

Tyle z historii. A teraz kilka zdań o dzisiejszej uroczystości, która utwierdziła mnie w obecnych standardach praktykowanych przez rządzącą koalicję PO-PSL i RAŚ na Śląsku polegająca na fałszowaniu i przemilczaniu niewygodnych faktów historycznych. Tak jak w obchodach 70. rocznicy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu nie zaproszono nikogo z rodziny rotmistrza Pileckiego, natomiast bez problemu znalazło się miejsce dla wnuka komendanta obozu Auschwitz Rainera Hoessa. Podobnie było dzisiaj; mnie wnuczkę jednego z wywiezionych, pełniącą funkcję Radnej Sejmiku Śląskiego z okręgu obejmującego Radzionków, który uchwalił rok 2015 Rokiem Tragedii Górnośląskiej, również nie zaproszono na obchody. Jednak pomimo tego faktu postanowiłam wziąć udział w tym wydarzeniu. Nie tylko mnie to dotyczy, wiele innych osób też zostało na zewnątrz namiotu, w którym odbyła się część oficjalna. Pewnie osoby zaproszone zasłużyły się w sposób szczególny dla powstania tej instytucji, a może ich rodziny zostały dotknięte wywózką tak jak moja. Potraktuję to jako niedopatrzenie organizatorów, jednak niesmak pozostanie.
Na dzisiejszych uroczystościach w Radzionkowie czułam się jak na wiecu politycznym PO. Przykre jest to, że w tą tragiczną uroczystość prymitywnie wepchnięto kampanię prezydencką kandydata PO, partii, która funduje nam kolejna tragedię śląską, nie wahając się strzelać w kierunku strajkujących górników.

Otwar