"Krew zamiast obietnic"

Przedstawiam poniżej artykuł portalu Natemat, DOBRZE BYĆ UŻETECZNYM DLA DRUGICH. Pani Beato TAK TRZYMAĆ!!!
LUDZIE SĄ NAJWAŻNIEJSI

Artykuł portalu Natemat, autorka: Karolina Wiśniewska

Oddawanie krwi zamiast pustych obietnic? Nawet jeśli to tylko nowa „kiełbasa wyborcza” Beaty Szydło, to ją kupuję


Fot. Twitter.com/pisorgpl

Zamiast kolejnych wyborczych obietnic – realne działanie? Podoba mi się to. Beata Szydło oddając krew i zachęcając do tego innych pokazała, że kampania może być pożyteczna. I nawet jeśli zrobiła to tylko „pod publiczkę” aby zyskać kilka punktów procentowych w sondażu – nie interesuje mnie to. Jeśli już mam otrzymywać wyborczą „kiełbasę” – wolę żeby była to kiełbasa, po której naprawdę coś zostanie, niż kolejne szumne zapowiedzi, z których polityk albo się wycofa, albo uda, że nigdy ich nie było.

Szydło w Centrum Krwiodawstwa
Wakacje to okres urlopów i wyjazdów, a wraz z tym zwiększona liczba drogowych wypadków. Centra krwiodawstwa dwoją się i troją, aby pozyskać nowych dawców – często bezskutecznie. We wtorek do jednego z nich udała się kandydatka PiS na premiera. Oddała krew, zmobilizowała do tego kilkoro innych posłów prawicy i członków partyjnej młodzieżówki.


Beata Szydło: Pomóżmy ludziom, to jest nasz obowiązek, każdy, kto może oddać krew, niech dzisiaj to zrobi, to jest potrzebne, dzisiaj uratujemy komuś życie, kiedyś my możemy tej krwi potrzebować. Trzeba być wspólnie solidarnym w takich sytuacjach.

Pomoc „na pokaz”?
Beata Szydło oddawała krew w blasku kamer, otoczona przez liczną grupę reporterów. W mediach społecznościowych oglądać mogliśmy bieżącą relację, a migawki pojawią się z pewnością w każdym wieczornym serwisie informacyjnym. Nie trudno zatem uciec od komentarzy: „działanie pod publiczkę”, „tania ustawka”, „kampania w szpitalu” i innych, w podobnym stylu, które udało mi się wyszukać na forach internetowych. Nie wnikam w pobudki, jakimi kierowała się Beata Szydło. Bez względu na to czy była to szczera ludzka potrzeba pomocy, czy chęć zrobienia dobrze „sprzedawalnego” wyborczego show – uratowała komuś życie. Zrobiła coś pożytecznego. Coś, co powinno stać się trwałą praktyką naszych wyborczych kampanii.

Zamaluj hejt
Wolę, aby polityk oddawał krew niż obiecywał 500 zł na każde dziecko. Wolę aby angażował się w akcję charytatywne, niż dzielił bez opamiętania publiczne pieniądze. Wolę po prostu – aby więcej robił, niż mówił, a efekty tego „robienia” były widoczne tu i teraz.

Beata Szydło nie jest pierwszą, którą warto wyróżnić za pożyteczne kampanijne inicjatywy. Podobnie jak oddawanie krwi nie jest jedyną formą, na której warto się promować. Dobry przykład już w kampanii samorządowej dali kandydaci na krakowskich radnych z inicjatywy "Postaw na Kraków", którzy – na wzór akcji Ice Bucket Challenge – rozkręcili własną – Paint Bucket Challenge. Zamalowywali szpecące miasto pseudo graffiti i nominowali do tego innych. Jest problem – jest szybkie realnie działanie.

Kraków to – zdaniem samorządowców – ponad 700 przykładów nielegalnego grafitti: wulgarnych wpisów, obraźliwych haseł. Zamiast mówić o tym, że „po wyborach to zlikwidujemy”, kupili odpowiednie farby, zadbali o odpowiednie zgody i zabrali się do pracy. Doświadczenie w podobnych akcjach mają zresztą także politycy ogólnokrajowego formatu, jak chociażby minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska, która w ramach inicjatywy HEJTSTOP rozprawiała się z wulgaryzmami na warszawskim Ursynowie. Można? Można.

Podróż nie tylko po selfie
Dobra kampania wyborcza to nie tylko obietnice, ale i realne działania. Jeśli politycy tak bardzo chcą się promować – niech robią to mądrze. Obie kandydatki podróżują po Polsce wzdłuż i wrzesz, odwiedzają zarówno wielkie miasta, jak i małe miejscowości. Dlaczego przy okazji tak rzadko angażują się w działania na rzecz aktywności lokalnej? W pozarządowym słowniku istnieje coś takiego jak wolontariat okolicznościowy. Zbiórki żywności dla potrzebujących rodzin lub dzieci z konkretnej gminy. Zbiórko książek, które wzbogaciłyby księgozbiór lokalnej biblioteki.

Mieszkańcy nie są tylko od tego, aby robić za bohaterów wrzucanych na Twittera selfie, a zorganizowanie lokalnej akcji nie wymaga wielkiego „zachodu”. Wystarczy szybki wywiad w urzędzie danego miasta w sprawie tego co i komu jest potrzebne, znalezienie kilku wolontariuszy, którzy dopną szczegóły i wygospodarowanie kilku minut konferencji na to, aby poinformować: „Szanowni państwo, dziś chcemy pomóc dzieciom ze szkoły X”. Każda wizyta niech stanie się nową zbiórką, której inicjatorkami będzie albo Ewa Kopacz, albo Beata Szydło, albo każdy inny polityk, który w danym miasteczku będzie robił swoje wyborcze show.

Jedna obietnica – jedno posadzone drzewo
Inicjatyw społecznych, które warto podejmować nie trzeba szukać długa, bo i problemów (o bardzo różnej randze), z którymi musi borykać się współczesny świat nie brakuje. Nie miałabym nic przeciwko, aby pani premier bądź Beata Szydło – w ramach promocji troski o bezdomne zwierzęta i przypominając o konieczności przestrzegania praw zwierząt udały się do schroniska i wyprowadziły kilka bezdomnych psów na spacer.

Nie widzę nic złego, gdyby zorganizowały wielką akcję sadzenia drzew. Mało tego, myślę, że gdyby wszyscy ubiegający się o mandaty parlamentarzystów politycy zastosowali zasadę: jedna obietnice – jedno nowe drzewko, za kilka lat moglibyśmy w Polsce ogłosić wielki sukces w walce z brakiem terenów zielonych. Zresztą akcja sadzenia drzew także nie jest nowa, a w ramach ubiegłorocznej kampanii do Parlamentu Europejskiego robiła to chociażby obecna posłanka PiS Małgorzata Gosiewska.

Angeli Merkel nie wypada?
Polska polityka – podobnie jak każda inna – jest bardzo zasadnicza i schematyczna. Podczas kampanii często bywa także albo ostra i brutalna, albo beznadziejnie miałka. Dobrze byłoby, aby czasem była choć odrobinę ludzka. Wolontariat oferuje wiele możliwości, które nie wymagają wielkich nakładów finansowych. Obawa o poniesione straty jest zatem nieuzasadniona. Można tylko zyskać.

Aby uprzedzić ewentualne zarzuty i argumenty, że to uwłaczające, że Angela Merkel nie pozwoliłaby sobie na malowanie graffiti albo spacerowanie z bezdomnym psem, że „premierowi nie wypada”, powiem krótko – wypada. Na pewno bardziej niż licytacja na populistyczne obietnice.

Polityk jest od rządzenia, ale...

Nie chodzi o to, aby nagle walczący o głosy Polaków politycy rzucili wszystko i na fali kampanijnej dobroczynności zaczęli oblegać centra krwiodawstwa czy domy dziecka. Nie. Jednak mimo wszystko aspirują do tego, aby przez najbliższe lata stać na czele naszego państwa, wyznaczać kierunki polityki międzynarodowej, walczyć z bezrobociem, dbać o losy młodych i starszych. Powinni mieć zatem wypracowany konkretny program, który muszą wyborcom zaprezentować.

Niech jeżdżą po Polsce, kręcą spoty wyborcze i organizują wielkie konwencje. Jednocześnie niech pamiętają, że niewielkim kosztem można sprawić, aby ta kampania była w pewien sposób pożyteczna. Nawet jeśli to ustawka i wyborcza kiełbasa – taką akceptuję.