Refleksje około-edukacyjne

Tarnogórski świat urzędniczy z zainteresowaniem obserwuje ostatnio spór starosty z ( byłą? ) naczelnik wydziału edukacji starostwa powiatowego.

W szczegóły wdawać się nie będę, bo być może nie wszystkie znam, ale na parę aspektów sprawy chcę zwrócić uwagę. Pani naczelnik tuż przed odwołaniem ze stanowiska - o czym wiedzieli "wszyscy"- wstąpiła do związków zawodowych.
Związki te występują teraz w jej obronie, a także wysyłają do różnych instytucji skargi na funkcjonowanie oświaty w powiecie tarnogórskim. W pismach do ministra i in. podnoszone są m.in. dwa zarzuty - fakt, że jedną ze szkół (w której pani naczelnik wcześniej była dyrektorem) kierowała osoba pełniąca obowiązki dyrektora przez dwa i pół roku (przepisy dopuszcząją taką sytuację przez pół roku) oraz fakt braku konsultowania wydatkowania środków na dokształcanie nauczycieli przez poszczególne szkoły.

A kto ponosi główną winę za te rzeczy? Czyż nie naczelnik wydziału edukacji? Czy nie dlatego w "Ekonomiku" była p.o. dyrektora, że pani naczelnik nie potrafiła się stacydować na wybór jednego z miejsc pracy?

Zabawna sytuacja