Myśli różne

W ostatni dzień mega-długiego weekendu odwiedziliśmy z żoną kolegę (tarnogórzanina), w jego nowym domu wybudowanym w pięknej, malowniczej okolicy Ojcowa. W drodze powrotnej, przed Tarnowskimi Górami, w radio usłyszałem, że – zgodnie z przypuszczeniami – prezydentem Francji został Nicolas Sarkozy. Kibicowałem mu po cichu, z przekonaniem, że to lepszy wybór dla Francji. Paradoksalnie wybór Segolene Royal mógł być korzystny dla Polski, w ten sposób, że wprowadzenie w życie jej chorych, socjalistycznych pomysłów (np. wysokiej płacy minimalnej) szybko doprowadziłoby do kryzysu w tym kraju i w konsekwencji ucieczki inwestorów w inne miejsca, także do Polski. Ale ponieważ nie życzę źle temu pięknemu krajowi, cieszę się z wyboru prezydenta, który choć pewnie będzie trudnym partnerem dla Polski, być może zatrzyma nad Sekwaną rozrośnięty do idiotycznego maksimum antyamerykanizm i równie wielką fobię antychrześcijańską.
***
Przełom kwietnia i maja udało się spędzić troszkę w domu, ale pracy oczywiście nie brakowało. Święto Konstytucji i obchody związane ze świętym Florianem – patronem strażaków i hutników – powodowały, że życie rodzinne i towarzyskie musiało niejednokrotnie ustępować obowiązkom. Dzięki wielu oficjalnym imprezom miałem np. okazję dowiedzieć się, że w Czekanowie są aż trzy miejsca związane z kultem św. Floriana i dokładnie poznać tę miejscowość, jak również odwiedzić miejsca, które znam już bardzo dobrze i w których zwykle spotykam zaprzyjaźnione osoby (Kalety, Radzionków, Krupski Młyn).
***
Przed długim weekendem kilka dni spędzonych w Warszawie na zupełnie bezsensownym, kilkudniowym oczekiwaniu na głosowanie, podczas którego zostanie wybrany marszałek Sejmu. Wynik wyboru był oczywisty, ale rewelacyjne wystąpienie Bronisława Komorowskiego przypomniało wszystkim, że nie musimy być skazani na PiS-owskie rządy.
Przed wyjazdem na to posiedzenie Sejmu rano włączyłem na chwilę komputer i przeczytałem informację o śmierci Barbary Blidy. Po drodze dostałem od mojej mamy sms-a z tą samą wiadomością. Chyba wszyscy na Śląsku byliśmy wstrząśnięci, tym co się stało. Kiedy łączę to tragiczne wydarzenie, z odległym o kilkanaście dni włamaniem ABW do katowickiego domu Jerzego Swatonia (byłego Ministra Środowiska i Prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska) to już nie wiem co sądzić. ABW miała wejść do domu byłego ministra obawiając się, że znajduje się on tam martwy (rzekomo w wysłanym przez niego liście do Urzędu Skarbowego znaleziono węglika). Już po wejściu do domu funkcjonariusz ABW zadzwonił na komórkowy numer Swatonia i wyraził radość, że ...ten żyje. Zadzwonił po akcji, a nie przed ?!?!?!? Na powszechnie znany numer”? Co to za kraj, w którym ktoś nie wzbrania się przed tak naciąganymi tłumaczeniami?