Na sesji Rady Miejskiej

W piątek, korzystając z nietypowego terminu, byłem chwilę na sesji rady Miejskiej w Tarnowskich Górach. Z dużym sentymentem wspominam trzy lata, kiedy wykonywałem mandat radnego; ale dziś nie o tym.
Sesja była nadzwyczajan, zwołana w celu upoważnienia burnmistrza do zaciągnięcia kredytów na sumę 24 mln złotych.
Tematem zajmowano się po raz trzeci.
Kilka tygodni temu burmistrz zożył projekt uchwały, po przyjęciu którego mógłby zadłużyć nasze miasta na 20 mln. Sam kredyt to nic złego. Tyle, że uzasadnienie do uchwały składało się z kilku linijek i praktycznie nie precyzowało, na co kredyt miałby być przeznaczony. A na pytania radnych burmistrz odpowiadać nie lubi.
Rada projektu nie przyjęła, więc burmistrz po tygodniu nakazał zwołać kolejną sesję, na której oczekiwał zgody .... na zaciągnięcie kredyty na 24 mln. Znowu z bardzo enigmatycznym określeniem jego przeznaczenia. Rada ponownie uchwały nie przyjęła (i trudno się jej dziwić).
W piątek było już bardziej konkretnie - kredyt podzielony był na trzy uchwały, już z w miarę precyzyjnie określnonym przeznaczeniem. Radni uzyskali odpowiedzi na swoje pytania (np. na ile lat burmistrz planuje zawierać umowy na odśnieżanie, czy administrowanie budynkami komunalnymi) i zgody na zaciągnięcie kredytu udzielili.
Ale w jakiej atmosferze - burmistrz Czech siedział z chmurną miną (podobnie jego najbliższi współpracownicy), wściekły i obrażony.
Prawie wychodził z siebie, kiedy radni dociekali na co przeznaczone będą kredyty w wysokości 24 mln!!
O co tu chodzi???
Skąd taka iracjonalna wściekłość? Przecież to oczywiste, że Rada chce wiedzieć, na co pójdzie tak radykalne zwiększenie deficytu miasta (dokonywane w ciągu roku, co świadczy o nienajlepszym planowaniu budżetu). Obowiązkiem Rady jest kontrolowanie finansów miasta.
A może burmistrz Czech z jakichś powodów takiej kontroli nie chce...?