Dzień Kultury Ulicznej

Weekend spędzam z córeczkami-żona wyjechała na kilka dni, zostawiając mi je pod opieką. Dzięki pomocy rodziny udało mi się wyskoczyć na chwilkę z domu aby młodzieży ucestniczącej w zajęciach Wszechnicy Samorządowej opowiedzieć o pracy parlamentu.
Ze starszą córką byłem na pikniku rodzinnym w Boruszowicach - ona zajęta była głównie wspinaniem się na olbrzymi dmuchany zamek (dziwiłem się trochę, że mały łobuz się nie boi), ja uczestniczyłem we wmurowaniu kamienia węgielnego pod budowę sali gimastycznej. Zaproszono mnie do tej uroczystości chyba kurtuazyjnie, bo choć zarówno w Katowicach, jak i Warszawie rozmawiałem nt. pozyskania środków na jej budowę (1/3 kwoty pochodzić będzie z będących w dyspozycji Ministerstwa Sportu środków pochodzących z Totalizatora), to fakt rozpoczęcia budowy jest wielkim sukcesem radnych Rady Gminy Tworóg oraz jej wójta, a także namacalnym dowodem, że w gminie dzieje się dobrze.
***
Chciałem jednak napisać parę słów o wczorajszym Dniu Kultury Ulicznej. Z w/w względów rodzinnych uczestniczyłem w nim bardzo fragmentarycznie, ale uważnie zapoznałem się z jego programem.
Jestem pełen podziwu dla młodych ludzi z Tarnogorskiej Fundacji Kultury i Sztuki, którzy wykonali kawał dobrej roboty i dali tarnogórzanom szansę udziału w wielu zdarzeniach plastycznych, muzycznych, teatralnych i innych.
Dość uważnie obserwuję, jak każdego roku w Polsce odbywa się coraz więcej przeróżnych festiwali, które wyrastają szybko do rangi wizytówek miast. Niektóre samorządy rozumieją znaczenie promocyjne kultury i jej wpływ na rozwój gospodarczy (np. Wrocław), inne totalnie ją "olewają" - najlepszym przykładem jest Rada Miejska Mysłowic, która odebrała dotację na organizację OFF Festivalu (w wysokości równoważnej wybodowaniu może 200 metrów drogi), wskutek czego ta znana na całą Polskę impreza została przeniesiona do Katowic.
Organizatorzty Dnia Kultury Ulicznej w tym roku z trudem spięli budżet, dodacja samorządu nie była (delikatnie mówiąc) porywająca. Tymczasem ta impreza (podobnie jak festiwal Tarnowidz, również organizowany siłami "zapaleńców" ) może i powinna stać się znakiem firmowym naszego miasta (formuła "Gwarków" już coraz mnie różni się od innych święt miast).
Wystarczy wyasygnować troszkę środków na jedną, dwie gwiazdy i obie te imprezy staną się wydarzeniami co najmniej na skalę regionu.
To powinno być zadaniem do reazlizacji przez władze miasta kolejnej kadencji.