Szpitale w kampanii

Wczoraj w kampanii prezydenckiej dominowała kwestia szpitali. Prezes Kaczyński powrócił m.in. do dawnego PiS-owskiego pomysłu utworzenia tzw. "sieci szpitali". Błyskawicznie odpowiedziała minister zdrowia Ewa Kopacz, domagając się, aby w takim razie Kaczyński i PiS podali listę szpitali, które w tej sieci się nie znajdą i zostaną zamknięte.
Pamiętam wybory samorządowe w 2002 roku, kiedy zostałem radnym Rady Miejskiej w Tarnowskich Górach. W kampanii do Rady Powiatu prawie wszyscy podkreślali, że priorytetem musi być zapewnienie, aby nasz tarnogórski szpital znalazł się właśnie w planowanej sieci szpitali.
Bo wcale tak nie musiałoby się stać. Tworzenie sieci oznacza, że niektóre szpitale okażą się zbędne (a z Tarnowskich Gór do innych miast, w których szpitali nie brakuje, nie jest przecież daleko...)
Szczęśliwie pomysł decydowania odgórnie (przez światłą władzę centralną, w Ministerstwie), które szpitale mają pracować nadal, a które należy likwidować, został odrzucony.
Wszystkie placówki medyczne (publiczne, skomercjalizowane, prywatne) mogą podpisywać umowy z NFZ-etem i świadczyć za darmo usługi dla pacjentów.
Tylko jeden kandydat na prezydenta kraju wraca do tego groźnego pomysłu...
Może uważa, że to Prezydent RP powinien decydować o losach szpitala w Tarnowskich Górach, czy Pyskowicach, a nie pacjenci?