Tata w pracy

Ubiegły tydzień był specyficzny – żona wyjechała na kilka dni za granicę, więc ja zostałem sam z córeczkami. Oczywiście babcie i dziadkowie służyli wszechstronną pomocą, ale główny ciężar spoczywał jednak na moich barkach. Choć ciężar to zdecydowanie nienajlepsze słowo – wychowywanie dzieci, obserwacja jak rosną i rozwijają się to najwspanialsza sprawa, jaka może nas spotkać. Starsza córeczka już rozumie, że tata wychodzi do pracy, ale prędzej czy później wraca do domu; młodszej nie da się tego jeszcze wytłumaczyć – dlatego szczególnie ona była szczęśliwa, że w minionych dniach miała tatusia tak dużo dla siebie.
Humorystycznie powiem, że żałuję, że posłów nie obejmuje kodeks pracy, nie możemy więc skorzystać także z tzw. „urlopu ojcowskiego”, który Sejm wprowadził w tej kadencji (przy okazji drobna informacja – niedawno znowelizowaliśmy Kodeks pracy przyznając prawo do urlopu ojcowskiego także ojcom adopcyjnym).
Tak się złożyło, że w ub. tygodniu w podobnej sytuacji „słomianego wdowca” był marszałek województwa Adam Matusiewicz, także ojciec małej córeczki. Mieliśmy do omówienia ważne sprawy, m.in. istotne dla Tarnowskich Gór i wyniknęła zabawna sytuacja, że do ich przedyskutowania potrzebowaliśmy kilku rozmów telefonicznych – przerywanych koniecznością kąpieli, karmienia, usypiania i innych potrzeb zgłaszanych przez nasze pociechy. Ale jakoś się udało.

PS.
Także w tarnogórskiej sprawie zadzwonił do mnie w minionym tygodniu Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, informując o środkach (135 tys.), które przyznał na remont sali widowiskowej w TCK-u.