Obserwacje poczynione na sali sejmowej

Sejmowe głosowania to czas, kiedy posłowie mają najlepszą okazję „złapania” na moment ministra i zamienienia kilku słów (w przypadku ministrów mieszkających w hotelu poselskim można jeszcze próbować właśnie tam bardzo późnym wieczorem).
Najbardziej oblegani są ministrowie podejmujący decyzje, szybko przekładające się na efekty widoczne w regionach (mówiąc wprost dysponującymi dużymi budżetami dzielonymi na różne regionalne inwestycje).
Poszczególni ministrowie stosują różną taktykę wobec „pielgrzymek” posłów – jedni (np. Cezary Grabarczyk) cierpliwie rozmawiają z każdym, wysłuchują, odpowiadają. Są i tacy, którzy po głosowaniu zawsze bardzo spieszą się do ministerstwa… Bywa i tak.
Po obserwacjach z ostatniego posiedzenia tak pośrodku ulokowałem można kolegę Stanisława Gawłowskiego, wiceministra środowiska. Wysłuchiwał z uwagą tłumnie otaczających go kolegów i koleżanek, patrzył na wnioski, ale nie ukrywał irytacji, zwłaszcza na słowa, że jakiś samorząd z czymś nie zdążył.
Kiedy podszedłem do niego zmierzył mnie groźnym wzrokiem (a kawał chłopa z kolegi ministra) i powiedział: „A ty chyba /.... tu znalazły się słowa niekoniecznie parlamentarne.../ chyba zadowolony jesteś? Już tyle dla Tarnowskich Gór zrobiłem, że więcej się chyba nie da?”.
Poprawił mu się humor, kiedy powiedziałem, że przychodzę właśnie podziękować i zapytać, czy w czasie Świąt Wielkanocnych będzie w domu, bo będę w jego stronach rodzinnych i chętnie bym go odwiedził.