„Cidrowska” wizyta u prezydenta Bytomia

Kilka dni temu jechałem z działaczami Ruchu Radzionków do prezydenta Bytomia (skład „delegacji” uzupełniała moja córka, która gdy odbierałem ją z przedszkola zdecydowanie oznajmiła, że jedzie z tatusiem). Na umówione przeze mnie spotkanie jechaliśmy pogadać o sprawach związanych z licencją dla Ruchu Radzionków na grę w I lidze. Jak wiadomo stadion Ruchu leży na terenie Bytomia, więc prezydent tego miasta wyraża zgodę na organizacje imprez masowych (w przypadku I ligi PZPN wymaga zgody na imprezy dla 2 tys. osób).
Rano w tym dniu trochę przypadkowo wyciągnąłem z szafy koszulkę Ruchu Radzionków, więc postanowiłem trochę dla żartu właśnie w niej pojechać do prezydenta Bytomia. Najpierw z córką pojechaliśmy na stadion Ruchu. Koledzy z zarządu klubu popatrzyli na mnie trochę dziwnie i spytali: „W takiej koszulce do Bytomia jedziesz? No dobra, zaparkujemy pod samym urzędem…”
Incydentów żadnych nie było, prezydent Piotr Koj podzielił nasze zdanie, że mecze powinny być organizowane dla kibiców i zapewnił, że ostatnią rzeczą, której był chciał to przyczynić się do kłopotów Ruchu; choć sam chodzi na Polonię:). Jak będzie z licencją, okaże się w najbliższym czasie.