Listy wyborcze

Jakiś czas temu Romek Kosecki zagadnął mnie żartobliwie na sali sejmowej: "Tomek, tu wszyscy teraz o numerka mówią - dwójka, czwórka, siódemka. Co to jest, w totoloka grają?".
Oczywiście układanie list wyborczych budzi emocje. Roman zawsze startuje z miejsca dziesiątego, bo z "10" grał na boisku.
Ja w tym roku, podobnie jak cztery lata temu, zostałem umieszczony na miejscu czwartym.
Wiadomo, że politycznym celem udziału w wyborach będzie utrzymanie władzy dla Platformy Obywatelskiej (lepiej nie myśleć o tym, że do władzy mógłby wrócić patrzący na nas z billboardów "premier Kaczyński", brrr).
Ale każdy ma też cele indywidualne - ja chciałbym osiągnąć minimum trzeci wynik na liście PO. Chociażby dlatego, żeby pokazać, że kandydaci z mniejszych miast są w stanie powalczyć z tymi z dużych ośrodków.