Z Zakładami Chemicznymi pod górkę

Nieczęsto się zdarza, aby w debacie sejmowej poruszane były szczegółowe zagadnienia poświęcone konkretnym miejscowościom. Ponieważ Tarnowskie Góry doświadczyły ostatnio takiego wątpliwego szczęścia, przy okazji dyskusji o zapewnieniu środków na dokończenie likwidacji wysypisk niebezpiecznych odpadów poprodukcyjnych Zakładów Chemicznych "Tarnowskie Góry", pragnę przedstawić czytelnikom tarnogórskiego portalu przebieg zdarzeń, jak i swoje działania w tej sprawie.

Ponieważ sprawa Zakładów Chemicznych jest znana tarnogórzanom dość dobrze, w ramach wstępu przedstawię jedynie krótki "rys historyczny". Po kilkusetletniej (tak!) intensywnej działalności przemysłowej w tym miejscu w roku 1995 przystąpiono do procesu likwidacji przedsiębiorstwa. W roku 1996 rozporządzeniem Ministra Przemysłu i Handlu do tegoż procesu dołączono likwidację 1,5 mln metrów sześciennych bardzo niebezpiecznych, toksycznych odpadów zagrażających ujęciom wody dla 600 tysięcy mieszkańców Górnego Śląska.

W roku 2000 ówczesny likwidator rozpoczął prace nie mając zapewnionego finansowania. Konsorcjum, które wygrało przetarg, przerwało prace po ich wykonaniu na kwotę 17 mln złotych. Należności te zostały zasądzone prawomocnym wyrokiem (wraz z odsetkami wynoszą 25 mln) i do dziś nie zostały uregulowane.

Po późniejszych perypetiach w latach 2002 - 2005 prace przy likwidacji wysypisk przebiegały całkiem nieźle, a finansowane były poprzez montaż z udziałem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Ministra Skarbu Państwa, Wojewody Śląskiego, Ministra Środowiska, Starosty Tarnogórskiego i Burmistrza Miasta Tarnowskie Góry. Wykonano 2/3 prac za kwotę 209 mln złotych.

Do zamknięcia tematu brakowało (brakuje wciąż) ok. 96 mln złotych. Rok 2005 upłynął na poszukiwaniu możliwości pozyskania takiej kwoty z równoczesnym wykonywaniem prac, ale już w ograniczonym zakresie. Duże nadzieje wiązano ze środkami europejskimi, szczególnie z Funduszem Spójności. Wniosek, którego beneficjentem miał być powiat tarnogórski, został oceniony bardzo pozytywnie na wszystkich szczeblach krajowych. Komisja Europejska stwierdziła jednak, że nie może przyznać środków na inwestycję, na której ciążą zobowiązania wobec dotychczasowego Generalnego Wykonawcy. Najlepszym rozwiązaniem wydało się więc szybkie spłacenie zaległości przez państwo polskie, gdyż zaległości te i tak muszą przecież być spłacone. W tej sprawie toczono bogatą korespondencję pomiędzy Zakładami, wojewodą śląskim i przeróżnymi ministerstwami. Po spotkaniu w Kancelarii Premiera zobowiązano wojewodę śląskiego do wystąpienia o zabezpieczenie takiej kwoty w budżecie na rok 2006. Niestety w odpowiedzi z Ministerstwa Skarbu nadeszła informacja, że środki te nie zostaną zapewnione.

Na tym mniej więcej etapie rozpoczęła się obecna kadencja Sejmu. Prace nad budżetem były już bardzo zaawansowane i kiedy upewniłem się, że w jego projekcie nie ma środków na spłatę zaległości Zakładów Chemicznych, rozpocząłem starania o ich wprowadzenie. Po wielokrotnych rozmowach z likwidatorem Zakładów, który dokładnie zaprezentował mi sprawę i dostarczył mnóstwo dokumentów, przedstawiłem problem w gronie Klubu Poselskiego PO. W efekcie tych działań Klub zgłosił do budżetu poprawkę, w której na likwidację tarnogórskich wysypisk przeznaczono 20 mln zł, które zabrano z obsługi zadłużenia zagranicznego (co było możliwe dzięki wysokiemu kursowi złotówki).

Ponieważ w regionalnej prasie czytałem zapewnienia lidera PiS na Śląsku, że partia ta będzie walczyć o pieniądze na Zakłady Chemiczne liczyłem, że jej wprowadzenie nie będzie wielkim problemem, zwłaszcza, że uzyskała ona pozytywną rekomendację Komisji Finansów. Dopiero na sali obrad, kiedy z wykorzystaniem "środków przymusu bezpośredniego" zabrałem jednemu ze śląskich posłów PiS ściągę do głosowania, którą przygotował jego klub, dowiedziałem się, że będzie inaczej. W tym dniu głosowaliśmy blisko 200 poprawek do budżetu, a ponieważ do każdej posłowie mogli zadać pytanie trwało to od godziny 18 do północy, z jedną 40-minutową przerwą. Poprawka tarnogórska była pod numerem 120, a kilka godzin upłynęło mi na nerwowym oczekiwaniu na przerwę i szukaniu możliwości zdobycia poparcia dla Tarnowskich Gór. Przed głosowaniem mojej poprawki na szczęście była przerwa, podczas której udało mi się uzyskać głosy za nią podczas krótkiej rozmowy ze śląskim posłem Samoobrony Rajmundem Moricem. Moją reakcją na wynik głosowania poprawki (234 głosy za) było zachowanie typowe dla kibica piłkarskiego po bramce strzelonej przez jego drużynę. Koleżanki i koledzy z ław poselskich nieźle się ubawili. Sejm wprowadził 20 mln dla Tarnowskich Gór głosami Platformy Obywatelskiej oraz SLD i Samoobrony. Niestety poza 2 osobami nie poparli jej śląscy posłowie PiS, a muszę dodać, że każdy z nich otrzymał ode mnie szczegółową informację o problemie.

Ponieważ budżet trafiał jeszcze do Senatu, podobny list wystosowałem do wszystkich senatorów, podobnie uczynił na moją prośbę starosta tarnogórski. W Senacie budżet trafił do Komisji Gospodarki. Zupełnym przypadkiem, będąc przejazdem w Warszawie, obserwowałem późną nocą w telewizorze w hotelu poselskim posiedzenie tej Komisji. Przyjęła ona niestety trzy poprawki zabierające Tarnowskim Górom 16 mln z wprowadzonych przeze mnie 20 mln. I tak: 1 mln trafił na budowę Świątyni Opatrzności Bożej, 5 mln na budowę obwodnicy Jarosławia, a 10 mln na modernizację kolei na trasie Rzeszów - Kolbuszowa. Zdumiewająca była wypowiedź wiceminister finansów Elżbiety Suchockiej - Rogulskiej, która przed głosowaniem tych poprawek powiedziała, że w 2005 roku dla Zakładów Chemicznych "Tarnowskie Góry" była przewidziana rezerwa celowa, której Zakłady nie wykorzystały. Muszę powiedzieć, że wprawiło mnie to w osłupienie. Podobnie zareagowała broniąca w Komisji na moją prośbę tarnogórskich interesów senator PO Mirosława Nykiel, która dzwoniła do mnie w tej sprawie zaraz rano na drugi dzień. Aby mieć potwierdzenie tej wypowiedzi zwróciłem się do Marszałka Senatu z prośbą o jej zapis stenograficzny, który dość szybko otrzymałem. Okazało się, że pani minister chodziło o zabezpieczony w rezerwie budżetowej polski wkład na wypadek pozyskania środków z Funduszu Spójności. Środków europejskich nie przyznano, nie przekazano więc Zakładom środków krajowych, choć likwidator sygnalizował możliwość ich efektywnego wykorzystania. Taka wypowiedź niewątpliwie mogła wprowadzić senatorów w błąd.

Senat niestety poprawki Komisji zaakceptował, pomimo wielkiego zaangażowania w sprawę Tarnowskich Gór senator PiS z Gliwic pani Jadwigi Rudnickiej.

Budżet po senackich poprawkach wracał do Sejmu i choć nadzieje były niewielkie, zarówno śląska PO, jak i środowiska tarnogórskie prowadziły medialną akcję w obronie pieniędzy na likwidację największego zagrożenia ekologicznego w Europie. Tarnowskie Góry stały się tematem sejmowej debaty. Oprócz mojego wystąpienia (można je odnaleźć pod adresem www.sejm.gov.pl/poslowie/posel5/085.htm) odniósł się do tej sprawy również poseł PiS Jędrzej Jędrych. Sympatycznie, liczę, że nie wynikało to tylko z kurtuazji, brzmiały jego pochwały i wyrazy szacunku dla moich intencji zgłoszenia tarnogórskiej poprawki do budżetu. A wywiązania się z deklaracji dążenia do szybkiego, ostatecznego zlikwidowania miejsc odpadów niebezpiecznych na pewno będę pilnował. Sejm poprawek Senatu nie odrzucił - był to czas próby dla "paktu stabilizacyjnego" i posłowie PiS, Samoobrony i LPR głosowali zgodnie, choć należy zaznaczyć, że większość (choć nie wszyscy) śląskich posłów tych ugrupowań wyłamała się z dyscypliny.

Pora na podsumowanie i określenie nadziei zakończenia tematu. W roku 2006 poza wprowadzonymi przeze mnie do budżetu państwa 4 mln złotych, na proces likwidacji wysypisk przeznaczonych zostanie 1,6 mln z budżetu wojewody śląskiego, 3,7 mln z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, 3,3 mln z budżetu Ministerstwa Skarbu Państwa, 0,1 mln z Powiatowego Funduszu Ochrony Środowiska i jakoś kwota (rzędu 5-6 mln, a może nawet 19 mln zł) z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Cały czas pozostanie brakujące ok. 70 mln oraz spłata wspomnianych wcześniej zaległości. W tym czasie niebezpieczne odpady cały czas przenikające do wód podziemnych zanieczyszczają znaczną część zbiorników triasowych. Nadzieją na zahamowanie tego procesu mogą być deklaracje przedstawicieli ugrupowania rządzącego, szczególnie szczere zaangażowanie w sprawę pani senator Rudnickiej, fakt, że wielu posłów PiS zapewnia mnie, że teraz dobrze znają sprawę i zrobią wszystko aby ją zakończyć.

Pozostaje jednak sporo obaw. Jedną z poważniejszych są plany NFOŚiGW, który zamierza w bieżącym roku przeznaczyć znaczne kwoty na wykup akcji Banku Ochrony Środowiska. Podobne oczekiwania rząd zgłasza wobec funduszy wojewódzkich. Pieniądze te, zamiast pójść na likwidację zagrożeń ekologicznych w całej Polsce, zostaną wykorzystane w celu opanowania kolejnego banku przez PiS...

Niepokoi, że część pieniędzy z Tarnowskich Gór trafiło na zadania podkarpackie. Niestety zaczyna to być regułą - kierowanie środków budżetowych w tamtą stronę i wyraźne dyskryminowanie Górnego Śląska.

Ponadto bardzo niebezpieczny może okazać się swoisty "czarny PR", który ktoś (kto? w jakim celu?) roztacza wokół Zakładów Chemicznych. Przejawia się to m.in. w rozpowszechnianiu informacji, że wszelkie środki przeznaczone na likwidację wysypisk i tak zostaną zabrane przez komornika na poczet dawnych zaległości. Trudno o większą bzdurę!!! Przecież pomimo istnienia zaległości od 2001 r. w minionych latach Zakłady z powodzeniem kontynuowały proces likwidacji wysypisk, a środki budżetowe wykorzystywano na bieżące opłacanie prac. Niestety tego typu informację - o tym, że nie można wykorzystać środków przez spłatą zaległości - znalazłem nawet w odpowiedzi na moje zapytanie skierowane do Minister Finansów, a dotyczące konieczności prawnych uregulowań w celu spożytkowania 4 mln wprowadzonych przeze mnie do budżetu.

W najbliższym czasie będę wyjaśniał dlaczego taki nieprawdziwy zapis znalazł się w piśmie przygotowanym do podpisu przez ministra. Jeszcze sporo pracy będzie trzeba wykonać, aby definitywnie zakończyć likwidację niebezpiecznych odpadów poprodukcyjnych po tarnogórskich Zakładach Chemicznych.