Przyspieszone wybory - temat uniwersalny

6 kwietnia posłowie nie podjęli decyzji o rozwiązaniu Sejmu i przeprowadzeniu przyspieszonych wyborów. Nie było to niespodzianką, stanowiska klubów poselskich znane były od dawna.
Choć jednak do samorozwiązania parlamentu nie doszło, wniosek w tej sprawie zapowiedziany przez Jarosława Kaczyńskiego kilka tygodni temu i złożony w terminie późniejszym odegrał swoją główną rolę. Mianowicie znowu przez kilkadziesiąt dni nie mówiono o niczym innym, jak tylko o tym, czy będą przyspieszone wybory.
Tak zresztą dzieje się właściwie od początku obecnej kadencji.

Zmiany w podatkach? Bezrobocie wcale nie malejące pomimo liczonych w tysiące tygodniowo Polaków wyjeżdżających za granicę? Zapowiadane hucznie podczas kampanii wyborczej zmiany w wielu dziedzinach życia, by już litościwie przemilczeć 3 miliony nowych mieszkań? Te tematy nie znajdują się w obrębie większego zainteresowania mediów. Dziennikarze pytają nieustannie o jedną rzecz - czy będą wcześniejsze wybory? O tym traktują artykuły na pierwszych stronach gazet, politycy we wszystkich rozgłośniach i stacjach telewizyjnych tylko o tym rozmawiają.

Niepostrzeżenie na roztrząsaniu tej kwestii mija pół roku, a więc jedna ósma pełnej kadencji Sejmu.
Jakie mogą być dalsze scenariusze? Czy będziemy mieli wreszcie do czynienia z normalną pracą polityków, realizacją programu rządu? I nawet drugorzędną kwestią jest pytanie w jakiej konstelacji koalicyjnej, czy stabilizacyjnej. Sądzę z pełnym przekonaniem, że poważnie można traktować deklaracje Platformy Obywatelskiej poparcia dla rządowych projektów dążących do reformowania najważniejszych dziedzin w Polsce. Zresztą taki scenariusz nieraz już w Sejmie był realizowany, zwłaszcza w obszarze służby zdrowia, kiedy projekty ministerialne zdecydowanie większe poparcie uzyskiwały ze strony posłów Platformy, niż PiS-u.

Innym pomysłem może być dalsze "granie na aferę" - rozważanie tygodniami poddania pod głosowanie wotum zaufania dla rządu, przedstawianie każdej nawet minimalnie krytycznej wobec PiS-u wypowiedzi jako konieczności nowych wyborów. Do dymisji rządu pewnie nie dojdzie, choćby z obawy przed powstaniem w Sejmie innej koalicji - np. z udziałem PO i części posłów PiS niezadowolonych z poczynań kierownictwa. Już nawet znacznie słabsze niż kiedyś oklaski z poselskich ław PiS-u podczas wystąpień liderów tej partii mogą być sygnałem narastającego niezadowolenia z kierunku, w jakim zmierza polityka tego ugrupowania.

Nie można również wykluczyć determinacji Jarosława Kaczyńskiego do rozwiązania Sejmu i oddania władzy, przy pozostawaniu w pozycji silnej opozycji parlamentarnej. Z punktu widzenia celu nadrzędnego - prezydenckiej reelekcji brata - byłoby to zachowanie racjonalne.
Sejmowa debata nad wnioskiem o rozwiązanie Sejmu, szczególnie w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego i

Donalda Tuska, po raz pierwszy od wielu tygodni była pozbawiona wzajemnych ataków i złośliwości. Chciałoby się wierzyć (mimo, iż zjadliwa wypowiedź przewodniczącego klubu PiS Jerzego Gosiewskiego nie wpisała się w ten pojednawczy nurt), że to zapowiedź nowego stylu politycznej debaty.