Jeszcze raz o placach zabaw (cz. 2)

Jakiś czas temu, z lektury „Gwarka” dowiedziałem się, że są również zastrzeżenia do placu zabaw na os. Przyjaźń, zbudowanego tam przez MTBS. Zaniepokoiło mnie trochę wyjaśnienie ich prezesa, iż krytykowane urządzenie, konkretnie chodzi o drabinkę do zjeżdżalni, "zostało wykonane zgodnie z projektem". Brzmi znajomo, prawda? Tylko czy chodzi o zgodność z projektem, czy bezpieczeństwo dzieci?
Pojechałem przetestować ten plac zabaw ze starszą córką. Już na pierwszy rzut oka widać było, że rację maja mieszkańcy, a nie prezes. Drabinka zjeżdżalni wygląda tak jak podnoszono w mediach - pierwszy stopień bardzo wysoki (maluchowi trudno się wdrapać), a między ostatnim a zjeżdżalnią bardzo mało miejsca. Żeby jednak nie oceniać zbyt pochopnie, poprosiłem córkę, aby przetestowała osobiście, jak wykonane jest to urządzenie. Zaczęła więc wchodzić na drabinkę i gdy była na górze ... w ostatniej chwili złapałem ją, kiedy leciała już głową do przodu.
Naprawdę trzeba mieć mocno porąbane we łbie, żeby dopuszczać tak niebezpieczne urządzenia dla dzieci!!! Mała odległości między ostatnim stopniem, a zjeżdżalnią musi spowodować, że jakieś dziecko zahaczy swoim butem i wywróci się lecąc głową do przodu, rozbijając sobie nos i wybijając zęby. Przecież, do cholery nie trzeba być specjalnie bystrą osobą, żeby to dostrzec! Skąd taki problem w naszym mieście z niebezpiecznymi placami zabaw ?!?!?
PS. Aby być obiektywnym chciałem poinformować, że "inspekcja" nowego placu zabaw na Strzybnicy, wykonana przez moje dwie córki, jest jak najbardziej pozytywna i z czystym sumieniem, bez obawy o bezpieczeństwo dzieci, można polecić go każdemu. Oczywiście szkoda, iż jest on taki mały, ale inwestycje w place zabaw w naszym mieście dopiero raczkują, więc nawet z takiego małego trzeba być zadowolonym.