O Zakładach Chemicznych po raz kolejny

W polskim parlamencie zmieniają się konstelacje polityczne, powstaje koalicja, a końca rozwiązania najważniejszego dla tarnogórzan problemu - likwidacji wysypisk niebezpiecznych odpadów po Zakładach Chemicznych "Tarnowskie Góry" - wciąż nie widać. Temat ten przewija się przez śląskie media już od kilkunastu lat, niedawno szeroko opisałem na portalu tg.net i można byłoby powiedzieć, że staje się nudny, gdyby nie fakt, że mamy do czynienia z bodaj największym zagrożeniem ekologicznym w Europie. Sam mieszkam w odległości około 2 km od Zakładów Chemicznych i naturalną sprawą jest, że staram się pomoc w rozwiązania tego problemu. Szkoda jednak, że wobec ogromu innych ważnych spraw, tak wiele energii musi być wykorzystywane dla załatwienia sprawy, która dawno powinna być zakończona.

Paradoks całej sytuacji polega na tym, że obecnie, kiedy do zakończenia całej inwestycji brakuje już naprawdę niewiele, jak nigdy dotąd grozi nam zatrucie ujęć wody pitnej dla 600 tysięcy mieszkańców Górnego Śląska.

Po relacjonowanych obszernie przepychankach związanych z uchwalaniem budżetu na rok 2006 dla Zakładów Chemicznych pozostało w nim 1,6 mln w budżecie wojewody śląskiego oraz 4 mln w rezerwach celowych wprowadzonych tam w wyniku moich starań poprawką zgłoszoną przez klub Platformy Obywatelskiej (16 mln, które jeszcze wprowadziliśmy do budżetu w Sejmie, zebrał nam niestety Senat). Ponieważ do zakończenia zadania potrzeba jeszcze około 95 mln, konieczne było podjęcie działań w celu zapewnienia środków na jego kontynuowanie. Najracjonalniejszym wyjściem wydawało się przedłużenie porozumienia, dzięki któremu w latach 2002 - 2005 wykonano większą część zadania, czyli współfinansowanie prac przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Ministerstwo Skarbu Państwa oraz Wojewodę Śląskiego.

Fundusz Wojewódzki dość szybko podjął decyzję o zabezpieczeniu 3,7 mln pod warunkiem udziału pozostałych podmiotów. Pomimo wielkiego zaangażowania wielu osób (likwidatora Zakładów, wojewody śląskiego, parlamentarzystów różnych opcji, w tym piszącego te słowa) mijały tygodnie, a nie było ostatecznego stanowiska NFOŚiGW. Każdy dzień zwłoki w jej podjęciu wzmagał mój niepokój, a wręcz przerażenie wywołała rozmowa z wiceprezesem Funduszu, którzy poinformował mnie, że NFOŚiGW nie będzie już dawał żadnych pieniędzy na Tarnowskie Góry, gdyż byłoby to okradanie polskich gmin!

Niestety 30 maja na spotkaniu w siedzibie Narodowego Funduszu słowa te znalazły potwierdzenie, a przedstawiciele Zakładów Chemicznych, wicewojewoda, parlamentarzyści usłyszeli, że Fundusz nie widzi możliwości przekazania środków na dokończenie likwidacji tarnogórskiego wysypiska. Powodem takiego stanowiska miały być ekspertyzy, które wskazują, że przekazane środki zostałyby zajęte przez komornika.

Nic bardziej nieprawdziwego! Co prawda w roku 2000 ówczesny likwidator Zakładów rozpoczął likwidację wysypisk nie mając zapewnionego finansowania, w wyniku czego do dziś nie zostały uregulowane, zasądzone prawomocnym wyrokiem, należności na kwotę 17 mln złotych. To jednak odrębna sprawa, którą też oczywiście należy w końcu załatwić. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że komornik może zająć jedynie majątek i dochody własne Zakładów Chemicznych (które takowych obecnie w zasadzie nie posiadają). Nie ma natomiast możliwości zajęcia środków przeznaczonych na prace likwidacyjne przez NFOŚ, czy też WFOŚ - czego potwierdzenie mieliśmy przecież w ubiegłych latach, kiedy prace i finansowanie przebiegały sprawnie i nikt nie zajmował środków. Niepojętą dla mnie sytuacją jest pojawienie się teraz takich nieprawdziwych opinii, które mogą całkowicie wstrzymać prace w Tarnowskich Górach, w myśl zasady: nie damy pieniędzy na dokończenie prac, bo zostaną zajęte jako zaległości, a tych również nie mamy zamiaru spłacać. Kłamliwości tezy dotyczącej ryzyka przejęcia środków przez komornika dowodziło wiele osób, m.in. wskazują na to ekspertyzy przygotowane dla senator Jadwigi Rudnickiej. Taką samą wiedzę ma Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska, który nie obawia się przekazać Tarnowskim Górom środków w tym roku.

Niewiadomą jest stanowisko Ministerstwa Skarbu Państwa, gdyż na spotkaniu 30 maja reprezentowała je dwójka młodych ludzi, którzy poinformowali, iż jest to dla nich zupełnie nieznana sprawa i poprosili o jej przedstawienie... To takie momenty, w których trudno znaleźć siły i pomysły, aby przeciwstawić się urzędniczej niewydolności. Ale trzeba działać dalej, bo nikt za nas katastrofie nie zapobiegnie.

Rzekome ekspertyzy, na których swą odmowę opiera NFOŚ zostaną teraz przedstawione wojewodzie, który niewątpliwie będzie wykazywał ich błędność i nalegał na znalezienie środków na dokończenie inwestycji. Ale póki co czas upływa, a jest to bardzo istotny czynnik, bowiem Zakładom Chemicznym kończą się środki na bieżące funkcjonowanie, chociażby na obsługę oczyszczalni ścieków. A przecież nowe składowisko odpadów nie jest jeszcze zabezpieczone od góry i każde opady powodują wypłukiwanie niebezpiecznych związków chemicznych! Do katastrofy może dojść już za kilka tygodni, gdyż do wykorzystania wspomnianych wcześniej środków (1,6 mln w budżecie wojewody i 4 mln z budżetu państwa) potrzebne jest przygotowanie odpowiednich uregulowań prawnych. Prace nad tym prowadzi Urząd Wojewódzki, ja sam jestem w bezpośrednim kontakcie z wojewodą śląskim. Miejmy nadzieję, że uda się uniknąć katastrofy w tym roku (choć takie ryzyko jest ogromne), ale wobec patowej sytuacji do pełnego zakończenia sprawy jest bardzo daleko.

Kto i dlaczego inspiruje nieprawdziwe i szkodzące sprawie opinie? Czy nie mamy tu do czynienia z zakulisową rozgrywką, której stawką jest spory zarobek, możliwy jeszcze do osiągnięcia przy okazji prac likwidacyjnych? Nie będę ukrywał, że mam na ten temat pewne przemyślenia i informacje. Póki co próbuję jeszcze kontynuować wysiłki zmierzające do racjonalnego wytłumaczenia sprawy decyzyjnym czynnikom i zapobieżeniu katastrofie.

Choć zaczynam się obawiać, że państwo polskie - jak by nie było właściciel Zakładów Chemicznych "Tarnowskie Góry" - już tą sprawą przestało się przejmować i nawet wspólny nacisk wszystkich śląskich środowisk politycznych nie robi na nim żadnego wrażenia...