Zapraszam na wybory (cz. 2)

Zgodnie z obietnicą parę słów o tym, jak to możliwe, że budżet Unii Europejskiej na lata 2014-2020 jest wyraźnie mniejszy niż w poprzednich siedmiu latach, a Polska otrzymała w jego ramach większe środki niż w latach 2007-2013.
Przede wszystkim to wyraz uznania dla proeuropejskiego nastawienia Polaków i docenienie świetnych efektów wydatkowania środków europejskich - zarówno przez ministerstwa, ale również samorządy i przedsiębiorców. Taki sukces nie byłby jednak możliwy bez silnej pozycji pozycji polskiego rządu na arenie europejskiej i świetnie prowadzonych negocjacji.
Należy zwrócić uwagę także na jeden fakt - projekt budżetu UE na lata 2014-2020 został przedstawiony w drugiej połowie 2011. Przygotował go i przedstawił komisarz UE ds. budżetu Janusz Lewandowski, a negocjacje na jego temat rozpoczął kierujący wówczas pracami Rady UE polski premier Donald Tusk (Polska sprawowała wówczas półroczną Prezydencję w Radzie UE, a więc polski premier był wówczas również swego rodzaju "szefem" UE).
Wiadomo, że panowie Tusk i Lewandowski znają się i przyjaźnią od wielu lat. Nie jest też tajemnicą, że taki manewr (jeden z nich przygotowuje projekt budżetu, drugi kieruje pracami nad nim) obmyślili znacznie wcześniej i dlatego Polska usilnie (i skutecznie) zabiegała o to, by Polak właśnie odpowiadał za europejski budżet. Manewr został przeprowadzony na tyle sprawnie, że wiele krajów, zwłaszcza tzw. "starej Europy", mówiąc kolokwialnie, "skapło się" ze znacznym opóźnieniem.
Taka sprawność w zabieganiu o polskie interesy jest chyba najlepszym argumentem do głosowania w niedzielę na Platformę Obywatelską.

PS.
O tym, o jakiego Komisarza zabiegać będzie Polska, pozwolę sobie napisać jutro.