Spotkania tarnogórskie

Długi weekend, więc i przerwa w zajęciach warszawskich (choć do parlamentarnych wakacji jeszcze daleko, zaplanowane są przed nimi jeszcze trzy posiedzenia). Przerwa w obradach parlamentu daje szanse na odrobienie zaległości w spotkaniach w Tarnowskich Górach. Cieszę się, że rozmowy poświęcone jesiennym wyborom samorządowym już mniej dotyczą kwestii personalnych i pomysłów na kampanię, a bardziej programu, który chcielibyśmy realizować.
Poza spotkaniami z kolegami i koleżankami z Platformy Obywatelskiej, a także z naszymi koalicjantami, zdarzały się ostatnio także rozmowy z osobami z Inicjatywy Obywatelskiej - czasem przypadkowe, ale też inspirowane.
Stres i napięcie widać ostatnio głównie u naszego burmistrza (sporo krąży po mieście plotek i domysłów nt. przyczyn takiej kondycji psychicznej), ale moi rozmówcy też bywali nieco poddenerwowani. Szczególnie dotyczyło to samorządowców powiatowych, w większości ich komentarzy do tego, co robią w powiecie pojawiało się stwierdzenie: „Wiesz jaki jest Arek…”, a potem zapewnienia, jak to bardzo nie chcieliby pod dyktando radnego Józefa Korpaka sabotować naprawiania sytuacji w powiecie.
Czasami ciężko było mi ze spokojem wysłuchiwać tych żali („no wiesz, była dyscyplina”) i zapewnień: „Ale wiesz w przyszłej kadencji tak nie będzie, może nie będziemy już musieli go słuchać, może uda nam się współpracować”.
Odpowiadałem im: „Guzik będzie inaczej, sami dobrowolnie przyjęliście taką rolę szkodników i teraz boicie się politycznej odpowiedzialności”. Świadome granie na destrukcję, liczenie, że jeśli upadnie szpital, to uda się przejąć władzę, a potem wpadanie w panikę, kiedy okazuje się, że sytuacja w szpitalu się poprawa, to zwyczajnie podła postawa. Nie da się jej usprawiedliwić.