O polityce krajowej

Dziś pozwolę sobie napisać parę zdań o wydarzeniach politycznych z ub. tygodnia - z opóźnieniem, no ale po drodze był finał Mistrzostw Świata, odwoziłem córkę na obóz harcersko-zuchowy do Borowian itp. itd.

Jak wiadomo profesor Gliński był już "premierem z tabletu", a w ub. tygodniu awansował na "premiera z bocznej sali". Prawo i Sprawiedliwość oburzone tym, że polska Konstytucja (nie od dzisiaj przecież...) umożliwia występowanie na forum Sejmu jedynie posłom i najważniejszym urzędnikom państwowym, poprosiło o przerwę w obradach, żeby prof. Gliński mógł wygłosić swoje "expose" w jednej z mniejszych sal sejmowych. Generalnie takie "odgrzewanie" pomysłu z tą samą osobą jest trochę żenujące wobec samego pana profesora Glińskiego, ale skoro się zgadza na taką rolę... Najśmieszniejsze jest to, że po raz kolejny Jarosław Kaczyński nie wykazał się wyczuciem politycznym i zaufał tym razem Jarosławowi Gowinowi i jego zapewnieniom, że ten będzie w stanie wyciągnąć jakąś grupę posłów z Platformy Obywatelskiej. Wiem, że do niektórych dzwonił, ale zawsze słyszał śmiech w odpowiedzi. I wpakował w kolejną przegraną Jarosława Kaczyńskiego.
Środowa debata była też zabawna. Rzadko się zdarza, żeby nawet posłowie opozycji potwierdzali, że premier w dyskusji zdecydowanie znokautował lidera opozycji. Było to o tyle łatwe, że Jarosław Kaczyński pojawił się chyba z wystąpieniem napisanym pół roku temu - podawał w nim nieaktualne dane, liczby, wydarzenia, które dawno już się zmieniły. A na koniec dnia poskarżył się jak to wykrzywiało mu ze wstrętem twarz, gdy jadł niedobre obiady w stołówce Kancelarii Premiera, gdy był premierem. Nie wiem, czy obiady za czasów jego premierowania były dobre, czy niedobre (nigdy w tej stołówce nie byłem), ale skoro nawet na jakość posiłków w kierowanym przez siebie urzędzie nie był w stanie wpływać, to jak tu się zabierać za kierowanie państwem?
Poza wotami nieufności Sejm oczywiście pracował nad wieloma ważniejszymi sprawami. W Warszawie spędziłem 4 dni, bo już we wtorek miało miejsce posiedzenie komisji ds. Unii Europejskiej, która pracowała nad ustawą "o zasadach realizacji programów w zakresie polityki spójności finansowanych w perspektywie finansowej 2014-2020". To dokument bardzo ważny, w piątek przyjął go Sejm go przyjął, znamy więc szczegółowe zasady wydatkowania środków europejskich w bieżącej perspektywie. I taka ciekawostka – ustawa była przyjęta dość zgodnie, oprócz koalicji także większość partii opozycyjnych odrzucała poprawki komplikujące i nadmiernie przedłużające proces decyzyjny wydatkowania środków europejskich. Posłowie lewicy podkreślali (co należy pochwalić), że nie ma co komplikować systemu, bo już tak dobrze się sprawdził w Polsce, więc dalej środki europejskie należy wydawać sprawnie. Odmiennie zachowywało się Prawo i Sprawiedliwość, które zgłaszało (na szczęście nieskutecznie) wiele poprawek znacznie komplikujących wydatkowanie środków europejskich. Wydaje się, że to jedna z wielu oznak braku wiary w sukces wyborczy – gdyby liczyli na to, że za rok obejmą władzę, nie próbowaliby komplikować jednego z najważniejszych narzędzi rządu.