Z ministrem o opłatach za wodę i kanalizację

Głównym punktem niedawnej wizyty w Tarnowskich Górach wiceministra środowiska Stanisława Gawłowskiego było spotkanie dotyczące dokończenia likwidacji wysypisk po Zakładach Chemicznych "Tarnowskie Góry", o czym już szerzej pisałem, ale ten dzień rozpoczęliśmy od spotkania w Centralnej Oczyszczalni Ścieków w Tarnowskich Górach.
Nie był to przypadkowy punkt wizyty - to w końcu minister Gawłowski podpisywał decyzje o wielomilionowych dofinansowaniach tej inwestycji. Miło było słyszeć jak w czasie rozmów z samorządowcami i dziennikarzami, wspominając swoje wątpliwości związane z tym projektem, (wynikające chociażby ze skomplikowanej sytuacji prawnej tarnogórskich wodociągów), przywoływał nasze wielokrotne rozmowy na ten temat, o tym jak bardzo ważna jest to sprawa dla Tarnowskich Gór. Obejrzeliśmy więc w czasie wizyty ministra oczyszczalnię, zapoznaliśmy się z przebiegiem jej budowy, trochę porozmawialiśmy o problemach kanalizacyjnych w całym kraju, które minister zna doskonale. Podczas dyskusji miał miejsce jeden ciekawy moment, w czasie rozmowy na temat taryf za doprowadzanie wody i odprowadzanie ścieków. Minister podkreślał, że wszędzie, w całej Polsce przekonuje samorządowców, żeby pieniądze, które zyskują budżety gmin i miast z tytułu sprzedaży wody i odprowadzania kanalizacji, przeznaczali na dofinansowanie opłat ponoszonych przez mieszkańców. Wskazywał np., że jeśli powstaje w mieście nowy obiekt, od którego wodociągi płacą podatek od nieruchomości, warto kwotę tego podatku przeznaczyć na dofinansowanie cen wody i odprowadzania ścieków.
Minister mówił to siedząc naprzeciwko wiceburmistrza Piotra Skrabaczewskiego, który z każdą minutą tegoż dialogu miał coraz bardziej zasępioną minę... Jak wiadomo Tarnowskie Góry zarabiają i to dużo na wodzie i kanalizacji z tytułu dywidendy w PWiK, jak i podatków i czynszów dzierżawnych - piszę to z głowy, ale raczej nie pomylę kwot - do budżetu miasta wpływa rocznie około 4 mln złotych!
Kilka miesięcy temu radni Platformy Obywatelskiej zaproponowali, aby część z tej kwoty przeznaczyć właśnie na dofinansowanie, dzięki czemu tarnogórzanie płaciliby mniej za wodę i ścieki. Ustawa o samorządzie gminnym wyraźnie mówi, że obowiązkiem gminy jest dostarczania wody i odprowadzanie ścieków. O ile można zrozumieć, że gmina kosztami z tym związanymi obciąża mieszkańców o tyle to, że zarabia tak dużo na mieszkańcach, może już budzić wątpliwości. Oczywiście burmistrz i popierający go radni Inicjatywy Obywatelskiej i PiS zdecydowanie odrzucili ten pomysł określając go populistycznym... Po kilku tygodniach, gdy przemyśleli swoje zachowanie przyjęli jednak inny projekt - możliwości symbolicznych dopłat dla najuboższych rodzin w mieście. Symbolicznych, bo po kilkanaście złotych miesięcznie dla rodziny. Jeżeli wszyscy uprawnieni zdecydowaliby się złożyć odpowiednie wnioski, miasto wydałoby być może 16 tys. zł, przy, powtórzmy, 4 mln zysków!
Trudno dziwić się, że wiceburmistrz Skrabaczewski mocno zasępiony słuchał słów ministra Gawłowskiego. Kiedy wyszliśmy z oczyszczalni i jechaliśmy na dalsze spotkania, przedstawiłem koledze ministrowi sytuację związaną z dyskusjami o dopłatach jaka miała miejsce w Tarnowskich Górach. Roześmiał się i powiedział: „Na pewno twój burmistrz nie uwierzy, że nie umawialiśmy się, żebym poruszył ten temat i postawił go w trudnej sytuacji".