Chroń mnie Panie od "przyjaciół"...

W ostatnim "Gwarku" zwróciła uwagę informacja o przegranym (można powiedzieć podwójnie przegranym) sądowym procesie pań, które pracowały jako salowe w szpitalu w „Trójce”. To wyrok sądu pierwszej instancji, ta sprawa będzie więc zapewne jeszcze nie raz podnoszona, ale pozwolę ją sobie jakoś wstępnie skomentować.
Kiedy panie salowe zostały zwolnione przez spółkę, która je zatrudniała i oczekiwały przyjęcia przez szpital, przyszły także do mnie. Powiedziałem im wówczas, że wydaje mi się, że najlepszym dla nich rozwiązaniem jest przyjęcie propozycji, którą przygotował dla nich zarząd powiatu - podjęcie pracy w spółce, która obecnie zajmuje się sprzątaniem szpitala i oczekiwanie na sądowe rozstrzygnięcie żądań wobec szpitala.
Niestety panie nie były otwarte na argumenty i niezmiernie zdeterminowane tylko w kierunku, do którego zostały przekonane wcześniej. Ciągle przewijało się w ich wypowiedziach zdanie „nasz prawnik, nasz prawnik”. „Nasz prawnik powiedział żeby nie przyjmować tej propozycji pracy, że to nam zaszkodzi”. Po wyroku sądu (oczywiście póki co pierwszej instancji) widać, że ten prawnik nie tylko się mylił co do roszczeń wobec szpitala, ale również zarzucił rozszerzenia wobec spółdzielni, która zwolniła salowe, co już trudno zrozumieć. Przez takie porady panie przegrały dwukrotnie, choć powiat tak bardzo starał się pójść im na rękę...
Nie jest tajemnicą, że chodzi o prawnika ratusza, wysłanego paniom na pomoc przez burmistrza (jak pamiętam z relacji prasowych). Nie chcę oczywiście rzucać oskarżeń, może w tej sprawie pan mecenas wykazał się po prostu nieudolnością... Ale od początku bardzo podejrzanie to wyglądało - starostwo idzie salowym bardzo na rękę, stwarza możliwość kontynuowania pracy, a ktoś konsekwentnie (i skutecznie niestety) namawia do odrzucenia pomocy. Mam nadzieję, że nie mieliśmy tu do czynienia z cynicznym wykorzystaniem pań salowych, a motywacją do błędnej porady nie była próba zapobieżenia przyjęcia pomocy ze strony przeciwniczki politycznej i potencjalnej rywalki burmistrza...
A samemu bardzo mi smutno, że jednak nie udało mi się wówczas przekonać pań do przyjęcia propozycji starostwa...