Czy SKOK-i pogrążą PiS?

Od paru dni widać było duży niepokój w szeregach PiS-u, ale wczoraj w oczach Andrzeja Dudy mogliśmy dostrzec po prostu przerażenie. Można się było domyślać, że w sprawie SKOK-ów jest coś więcej, niż to że bardzo wpływowy senator tej partii doprowadził do przelania z fundacji działającej na jej zapleczu kilkudziesięciu milionów do swojej spółki. I pomału zaczyna się odsłaniać, co to jest.
Idiotyczna próba obrzucenia winą za nieprawidłowości w SKOK-ach Prezydenta Bronisława Komorowskiego wskazywała, że PiS-owcy strasznie się czegoś boją, a w kampanii wyborczej jeszcze zintensyfikują „strategię bełkotu” – byleby tylko w przestrzeni publicznej pojawiało się jak najwięcej, nawet najbardziej absurdalnych zarzutów; wtedy jakoś pośród nich znikną te prawdziwe. Zarzut, że Prezydent zna kogoś, gdyż zrobił sobie z nim zdjęcie na premierze filmu, jest tak debilny, że nawet poniżej poziomu panów posłów Błaszczaka i Mastalerka. Zresztą takie numery mogą być skuteczne, gdy są stosowane dwa dni przed wyborami, a na dłuższą metę odstręczają wyborców. Zastanawiałem się więc, po co tak ryzykują?
Teraz, kiedy wychodzi na jaw, jak bardzo Andrzej Duda jako minister w Kancelarii Prezydenta zabiegał, aby SKOK-i były pozbawione kontroli Komisji Nadzoru Finansowego, a składane w nich depozyty nie były zabezpieczone Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, odpowiedź się klaruje. Widzą, że SKOK-i mogą całkowicie ich pogrążyć, więc na pewno zrobią wszystko, aby utopić prawdę w powodzi pomówień, kłamstewek i bredni.