Pożegnanie

To zawsze najtrudniejsze – skasowanie w komórce numeru telefonu, który już nie zadzwoni.
Z Marcinem Walczakiem, dyrektorem Biblioteki w Kaletach, łączyła nas pasja – zamiłowanie do takiej samej muzyki. Wielokrotnie spotykaliśmy się na koncertach w różnych częściach Polski. Z tym, że Marcin był nieporównywalnie ze mną większym znawcą i fanem rocka – miał niesamowitą kolekcję płyt, na koncert swoich ulubionych wykonawców potrafił jechać bardzo daleko. Ilekroć zdarzało mi się słyszeć sarkastyczne uwagi ze strony żony, że znów wybieram się na koncert, mówiłem, że ja przecież jeżdżę kilka razy w roku, a Marcin to nieustannie.
Zaglądałem do niego, gdy byłem po sąsiedzku w filii mojego biura poselskiego w Kaletach, pogadać o tym, jakie czekają nas koncerty (wiedział o wszystkich); wiem, że zapraszał też zawsze na kawę moich współpracowników, gdy przeprowadzali tam porady prawne.
W piątek jechał ze swoją pracownicą do Katowic po książki do biblioteki, ich auto staranował inny samochód… Dziś zostanie pożegnany po raz ostatni.
*
Myślę, że już miał okazję spotkać tych swoich muzycznych idoli, których nie mógł zobaczyć na koncercie w ziemskim wymiarze.