Po "Gwarkach"

W poprzednich latach zdarzało mi się mieć uwagi krytyczne do niektórych elementów "Gwarków", ale w tym z prawdziwą satysfakcją mogę powiedzieć, że święto naszego miasta było bardzo udane, niewykluczone że najlepsze od wielu lat.
*
Bardzo ładny był pochód - gratulacje dla tych, którzy go przygotowywali! Dobrze, że skończyły się dyskusje o tym, czy nie warto byłoby czegoś w nim zmieniać (po co zmieniać coś, co jest dobrą marką? ) i skupiono się w ostatnich latach na podniesieniu jego poziomu, przede wszyskim pod względem jakości strojów. Z nowości w tegorocznym pochodzie chciałbym zwrócić uwagę na żonę burmistrza Jakuba Gruzełki (do tej pory wcielający się w tę postać od lat Marek Połulich szedł samotnie) i szczególnie pochwalić jej strój - doskonale odtworzony z płyty nagrobnej znajdującej się w kościele św. Piotra i Pawła.
*
Na Rynku inaczej niż w poprzednich latach były ustawione barierki odgradzające teren imprezy masowej. Chyba był to lepszy układ, bo łatwiej, w mniejszym tłoku można było oglądać koncerty na środku Rynku, ale paradoksalnie ciasno było po bokach. Warto pomyśleć, jak za rok zachęcić ludzi do wejścia do środka, żeby jakoś zagęszczenie rozłożyć równomiernie.
Nie wiem, czy taki był zamysł, ale fakt że tegorocznymi gwiazdami były zespoły popularne, ale w różnych grupach (wiekowych itp.), sprawił, że każdy znajdował coś dla siebie, a nie było takiego momentu, w którym na Rynek przyszliby wszyscy (jak byłoby w przypadku koncertu megagwiazdy).
*
To, co bardzo wyróżniało tegoroczną imprezę od poprzednich to wysoki poziom oferty kramów zlokalizowanych wokół Rynku, na ul. Krakowskiej, czy placu Wolności. Prawie nie było chińskich świecidełek, dominowały za to różne bardzo pomysłowe i estetyczne produkty. Nie wiem, czy ktoś się postarał, by tak to było (jeśli tak to gratuluję), czy wyniknęło to ze zmieniających się oczekiwań klientów, którzy nie szukają już tandety, ale różnica była kolosalna.
*
Oczywiście wspaniała sprawą jest to, że miasto w czasie "Gwarków" pulsuje życiem nie tylko na Rynku, że jest scena pod TCK, i na placu Wolności, a swoje propozycje przedstawiają kluby i restauracje. Jak zawsze najtłoczniej (mnóstwo znajomych), najbardziej biesiadnie i rock'n'rollowo było w "Starej Stajni". I też najbardziej bezpretensjonalnie.