Draństwo polityczne - pięciolatki bez obowiązku przedszkolnego

Obecna większość parlamentarna robi wiele złych rzeczy, ale tylko jako "bandytyzm polityczny" mogę określić zniesienie obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków (zmiana ta została dokonana przy okazji cofnięcia sześciolatków ze szkół do przedszkoli, o czym jeszcze szerzej będę chciał napisać).
Likwidacja obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków to coś, co przekracza moje pojmowanie rzeczywistości... Jak można tak źle życzyć dzieciom?!?
Być może w niektórych środowiskach cały czas funkcjonuje przekonanie, że dzieci lepiej rozwijają się z babcią i dziadkiem w domu, niż w przedszkolu. Być może...
Ale w polityce należy mieć trochę odwagi i przekonywać do dobrych rozwiązań. Wszystkie badania (jak i wszelkie doświadczenia rodziców, którzy mają małe dzieci), mówią o tym, jak bardzo szybko rozwija się dziecko w przedszkolu, jak bardzo lubi przedszkole, jak chłonie to czego uczy go pani w jego grupie. Nie ma szans, żeby rodzic, nawet najlepszy i najbardziej się starający, umiał przekazać dziecku wszystko to, czego uczy się ono w przedszkolu. Znam wiele przypadków dzieci, którymi rodzice bardzo się zajmowali, ale nie wpadli np. na to, że warto aby bawiły się one plasteliną, czy uczyły wycinać, bo to nie tylko rozwija różne cechy umysłu, ale i motorykę dłoni.
Zniesienie obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków jest działaniem zupełnie bez sensu, w żaden sposób nieuzasadnionym, nie jest ono zresztą w ogóle wyjaśnione w uzasadnieniu ustawy. To po prostu działanie na szkodę polskich dzieciaków, zwyczajne draństwo. Powiem więcej - podejmowanie takich decyzji powinno być w jakiś sposób karalne.
Likwidacja obowiązku przedszkolnego dla 5-latków z pewnością uderzy najbardziej w tych, którzy i tak mają najtrudniejszy start - w dzieciaki z małych miejscowości (może się zdarzyć, że niektóre gminy nie będą zapewniały miejsc w przedszkolu dla wszystkich 5-latków, zwłaszcza na wsiach) oraz rodzin z dysfunkcjami społecznymi, w których rodzice nie wpadną na to, że warto zapisać dziecko do przedszkola. A można także wyobrazić sobie taką sytuację, że w przypadku braku wystarczającej liczby miejsc do przedszkola raczej zostaną przyjęte dzieci z tzw. lepszych rodzin, bo przecież na takich po ludzku może zależeć przedszkolom.
Reasumując - rząd Prawa i Sprawiedliwości i jego posłowie wystąpili przeciwko dzieciom i to głównie tym, które i tak mają trudniejszy start w życiu.