JOW-y nie takie idealne...

Jednomandatowe okręgi wyborcze przez wielu traktowane są wręcz z religijnym namaszczeniem - jako rozwiązanie mające naprawić politykę i sprawić, że wszystko będzie pięknie i wspaniale.
Z tego powodu ciężko przebić się z prostym komunikatem, że JOW-y w oczywisty sposób prowadzą do dwupartyjności, a w samorządach w ugrupowaniu które ma 35-40% poparcia potrafią dać 100% miejsc w radzie. Takich przykładów można podać dziesiątki, ale niektórzy zwolennicy JOW-ów nie przyjmują ich do wiadomości.
Więc może taki fakt z Wielkiej Brytanii z 2015 r. partia: która w skali całego kraju dostała prawie 4 miliony głosów uzyskała tylko jeden mandat, natomiast ugrupowanie, które uzyskało 1,5 miliona głosów miało 56 mandatów w brytyjskim parlamencie…! Takie rzeczy możliwe tylko przy JOW-ach!
Czy to reprezentatywne? Czy nie wzbudza jeszcze większej niechęci wyborców do polityki? Czy fakt, że olbrzymia część wyborców pozostaje bez swojej reprezentacji w paramencie nie napędza ruchy radykalne?
PS. Oczywiście muszę wspomnieć, że piszę to jako osoba, która głosowała za JOW-ami czy to do Senatu, czy do rad miejskich. Ale nie podchodzę do tego bezrefleksyjnie i dziś mam bardzo duże wątpliwości, czy to takie świetne rozwiązanie..