Sobota rano

Kiedy rankiem wpada mi w ucho bez zaproszenia świergot i śpiew ptaków, nawet jeśli słychać też skrzeczenie bażanta, odrzucam do dołka w dolomitach pesymizm i troski. Zanim wygrzebią się z niego po stromych ścianach kamieniołomu unikając rozjechania przez czterokołowce, ja pod ramię ze słońcem zmierzam w kierunku kamienic ze stuletniej cegły. Tak jak zrobiłam to dzisiaj po zjedzeniu co prawda nie królewskiego ale zdrowego śniadania – maślanka z ziarnami i płatkami zbożowymi poprzedzona zaparzoną miętą – i dotarłam na pół godziny do laboratorium a następnie do szkoły. W laborze nie poddałam się badaniom, lecz podtuczyłam to zwierzę okiem kierownika.


Więcej niż 100 lat! Ile dokładnie? To widać!


W szkole nie zdawałam egzaminu lecz rzuciłam pytaniami w słuchaczy, którzy stawieniem się przede mną dali dowód odwagi i zdecydowania – kariera zawodowa przed wami stoi otworem!    


mieszkańcy TG na przykładem kibiców footballowych bardzo mocno, często i gdzie się da prezentują swoja tożsamość.

Po południu w Bobrownikach lecę na festynek, na który zaprosił mnie Pan Marcinek.
Acha... Noc świętojańska tuż tuż, noc tarnogórska za pasem a wówczas - patrz wpis: 'Konkursowo"
http://www.tg.net.pl/blog/kosiba-lesiak.php?id=1064