Modus vivendi

Ja: Z dokumentacji fotograficznej i pocztówkowej wynika, że na ulicy Krakowskiej nie było przed wojnami tzw. zieleni miejskiej. Zamierza się ją w przyszłości wprowadzić. Można oczywiście; jednak nie wywołując uczucia ciasnoty i wrażenia „zagracenia”. Instalowano natomiast markizy rozwijane na ciepłą porę roku nad witrynami sklepów; widać to choćby na starych pocztówkach.
Modusik: Słusznie. Chcą ludziska mieć starą Krakowską a fotek nie oglądają. No i chcą sadzić zieleń. Najlepiej dęby. Markizy montuje i obsługuje właściciel lokalu i chyba nic nam do tego.
      
Ja: Jest życzenie populi: ”żadnych krawężników – taka wyprasowana chodniko-jezdnia deptakowa". A teraz moje pytanie: czy pomyślano, że trzeba odprowadzić wodę deszczową? Jak to zrobić nie układając krawężników, nie budując rynsztoków czy nie kształtując nawierzchni w stosowne „rynny” i spadki? To ważne zadanie dla projektanta wodnej strategii. 
Modusik: Uwaga słuszna; to jest temat dla fachmanów.

Ja: Obcasy! Wot sobaka! Ile procent kobiet w wieku od 1 do 100 lat i jak często przemieszcza się godzinami na Krakowskiej w szpilkach? To sztucznie wykreowany problem, ludzie święci! Starówka bez starej nawierzchni? Choćby w niewielkim formacie poglądowym? Owszem, niech będzie nawierzchnia bez kocich łbów czy kostki bazaltowej czy granitowej (a może symboliczny, pamiątkowy fragment np. w Bramie Krakowskiej). Ale na Boga! Kto dopilnuje, aby nie ułożono tzw. eurobetonu o kształcie kości z giczy cielęcej w kolorach aktualnie modnych?
Modusik: Jak to kto dopilnuje? Pani Radna. I jeszcze everybody!

Ja: ULICA KRAKOWSKA JEST WĄSKA! I cokolwiek tu zostanie ustawione zawęzi ją jeszcze bardziej. Nie zastawiać drobiazgami, strumykami, d...relkami.
Modusik: Świento prowda! Dobrze godocie, paniusiu.

Ja: Poddaję nadal pod rozwagę oszczędność w ławeczkach, doniczkach, wazonikach, gazonach i... stojących gęsto latarniach, choć chętnie bym je tam zobaczyła. Ławki z pewnością pochwalą osoby słabsze biegowo, starsze, zakochani i mamusie z dziećmi. Pominę problemy ratunkowe dla umęczonych rzesz turystów in spe.
Modusik: Ja jestem romantyczny ale nie tak dalece, żeby zakochany obściskiwać się na Krakowskiej. Ławka, mamuśka plus wózek z dzieckiem to prawie pół ulicy, jeśli na dodatek mama szczupła. Kto nie potrafi bez spoczynku na tyłku przejść 300 metrów, niech na Krakowską nie chodzi wcale. Rynek oraz pl. Wolności, to odpowiednie miejsca by turystom wystawić nawet łóżka.

Ja: Jeśli nie pojmujesz problemów z pokonaniem nawet tylko 100 metrowego dystansu przez osoby młode inaczej i sprawne inaczej, to należy Ci się próba sprawnościowa o kulach lub ze stentami w naczyniach wieńcowych albo chociaż z obciążeniem stawów dną moczanową. A propos, znowu odwołuję się do foto-rysunkowej dokumentacji oraz pozostałości widocznych dzisiaj na ścianach kamienic. Na Krakowskiej istniały latarnie boczne oraz przewieszone między przeciwległymi kamienicami. Odnalazłam kilka starych haków, zaczepów. Ozdobnych nawet! Zdjęcie - Dlaczego trzeba tu lokować rząd lub 2 stojących latarni? http://www.tg.net.pl/indianer/index.htm
Modusik: Pani Alicjo! Linka jest tania. Latarnie drogie, więc ... Pani rozumie, przy lince się nie zarobi tyle, ile można przy słupkach.

cdn
......................................................................
Lokalny Program Rewitalizacji nie dotyczy jedynie ulicy Krakowskiej. Powstał w 2005 roku a obejmuje lata 2006-2013. Czego dokonano w ciągu 2 lat?
Zakończę znanymi słowami: "Delenda est Carthago". I dodam: "Zburzyć mit, któremu na imię Rewitalizacja Krakowskiej - rewitalizować należy i można starówkę TG."
.................................................................
No a teraz pieczątka, która jest odpowiedzią na pytanie: ile lat?


............................................
 Jutro, czwartek, godz. 16-ta - Spotkam Małgosię, najszczuplejsza Calineczkę o przeźroczystej cerze. Utalentowana plastycznie, wokalnie, recytatorsko, aktorsko. Tak jak i jej rodzeństwo. Wyściskałam ją spotkawszy idącą na ulicy z siostrzyczką. Kochane i kochające się siostrzyczki.