Odprysk

I co ja widzę:
środa – przyjeżdża chop czyli czowiek, na rowerze. Opiera go o kolumnowy symbol unicestwionej świątyni i ... leje pod pobliskie drzewo złocisty ale nie chmielowy płyn z własnego wewnętrznego zasobnika (ale nie, przebiegle, pod kamienne upamiętnienie historii tarnogórskich izraelitów).
....................................................................
Bliska mi Pani Aniu! Pani komentarz do mego wpisu na temat kamienic tarnogórskich z 14 lipca odszedł w historię bez mojej odpowiedzi; przyznaję - praca zawodowa i zadania poza nią unicestwiły a może tylko uśpiły moją wenę. Zacytuję więc Pani słowa: "Pani Alicjo! Cała ta dyskusja o brukach, ławkach i kawiarenkach nie ma żadnego sensu, bez restauracji kamienic nie tylko na Krakowskiej. Żadnego turysty nie przyciągnie tu możliwość przespacerowania się ulicą. Wypicie kawy. To jest wtórne. On to może zrobić w swoim mieście albo w domu. Jego tu może ściągnąć stara zabudowa Podcienia, Ratusz, kościoły, kamienice. Ale nie z gołymi ścianami, albo napisem - Ksero."
Pani Aniu, oczekiwany tłum na rewitalizowanej Krakowskiej zagęści się ale nie za sprawą działalności kulturalnej czy restauratorskiej a po ustawieniu "bibelotów" zmniejszających powierzchnię dla pieszych – pomysł, że ho ho! Mniej metrów kwadratowych dla przechodniów to równa się większemu zagęszczeniu populacji deptakowej. No i urzędnicy, planiści, specjaliści nie muszą głowić się nad sposobami uaktywnienia kulturalno-turystycznego właścicieli i mieszkańców Krakowskiej, nad pobudzeniem poczucia tożsamości z ich miastem, nad przyciągnięciem tu tłumów imprezami, kulturą a nie biletami bankowymi. To dla obu stron spory wysiłek intelektualny, biznesowy i długoterminowy. Szast-prast i za podobne pieniądze zastosuje się kostkę betonową (inne kości, też te polityków, zostały już onegdaj rzucone i Hannibal ante portas a klamka w czyimś gabinecie zapadła), ustawi się gadżety proporcjonalnie tak cenne jak 3 blaszane kwietniki na rynku każdy po prawie 5 tys. złotych.
Pani Aniu, ja nie będę relaksować się godzinami patrząc na barwne bankomaty, spoczywając na dwustronnej, stylizowanej, wyginanej ławeczce, bo nie lubię być zmuszana do widoków tyle nieinteresujących co niemiłych. Przyznaję równocześnie, że wzrok niektórych piechurów "krakowskich" częściej przyciąga kolorystyka bankowa niż barwy zaprzyjaźnione z secesją. Wrzeszczące plastiki koszo-pojemników na śmieci są może atrakcyjniejsze dla niektórych niż mało decybelowe świergoty piórkowców (gniazdo jednego z nich znalazłam za literką "S" księgarni Zdebika). I oni to akceptują. Tak jest i tyle. Pani Aniu, napiszę jeszcze do Pani o kamienicach przy ulicy Powstańców, Karola Miarki, tej Pod Słonecznikami i tej Z Bliźniętami, Pod Sową i innych. Pani je zna i znam ja, a inni... Teraz - czeka mnie robota. Pozdrawiam!
.....................................................................
Alka! Zapytanie na stronach tg.net.pl i tarnowskiegory.pl mieszkańców o wizerunek Krakowskiej miało udowodnić, że tarnogórzanie mogą mieć wpływ na wygląd miasta czy ulicy Krakowskiej: 94% kliknięć na gadżety – lampka, doniczka, popielniczka. Ty pacnij się w czółko, Alko! To błachostki, d----elki, dyrdymały. Mówi się, że o poważniejszych sprawach juz zdecydowano, zezwolenia budowlane przygotowane, umowy wykonawcze negocjowane, materiały do deptania i pionizowania zmagazynowane. Od teraz temat hitowy: kasa na remont ! A ona tak podnieca jak seks.

Zakończę znanymi słowami: "Delenda est Carthago". I dodam: "Zburzyć mit, któremu na imię Rewitalizacja Krakowskiej - rewitalizować należy i można starówkę TG."

Coś pozytywnego na podsumowaniu - Osada Jana w naturalnym otoczeniu pól, nieba, tęczy. To dobrze utrzymane osiedle - wszystkie ulice wyasfaltowane, chodniki naprawione, parkingi zorganizowane, place do zabaw i gier przeznaczone. Oby tak przez pola jakieś fluidy poniosły fortunę dalej, do dzielnicy centrum.