Męska rzecz

Przed kilku dniami napisałam coś "kobiecego". Teraz "męska rzecz.

Jadę sobie przez wsie w spokojnej okolicy pojazdem sprawnym mimo jego azjatyckiego pochodzenia i co widzę przez szybę przednią? Zbliżający się z odległości kilkuset metrów punkt. Przesuwa się od jednej krawędzi jezdni do drugiej. Słabo widoczny bo szarobury i zwięzły czyli krępawy. Im bliżej tym sylwetka obiektu staje się ostrzejsza; i percepcja moja wyostrza się a ja staję sie czujniejsza. Bo... Prawa - lewa. Lewa - środek - lewa. Lewa - prawa. Prawa- środek- może lewa a może prawa??? Taki sobie taniec chybotliwy. Brak zdecydowania kierownikowi pojazdu jednośladowego w życiu nie przeszkadza jak i, pojęłam obserwując, w jego ruchu posuwistym.

Zwykle decyzje podejmowane przez mężczyzn ważą na ich życiu zawodowym, społecznym i seksualnym ale drogowym? Nieeee, chyba nie. Temu panu z pewnością nic nie ciąży, żadne wyrzuty sumienia, przesądy czy przepisy. NAWET - uwaga - dobra czapka ciepła, kurtka tęga na watolinie i gumofilce!!! Aż zdziwiłam się nie zobaczywszy rękawic. Jakże mógł ich nie założyć, co to za nieroztropność! Zima się przecież zbliża, co widać po gromadzących się nad krajem tornadach. We wsi spokój, żadnych pojazdów poza moim autem i jego rowerem nie widać, ma się rozumieć - bezpieczeństwo zapewnione; jest po godz. 16-tej.

Taka sobie nieczęsta scenka obyczajowa a ja bez aparatu fotograficznego! ŻALLLL. I pytanie sama sobie zadałam - czy obywatel krecił pedałami i się po jezdni w drodze na obiad czy już poobiadał?
....................................................
PS. Pani Kamo, na komentarz odpiszę jutro, dobrze? Korzystam z "wykradzionego" przypadkowemu komputerowiczowi/internaucie sprzętu. Dziekuję za fachowe i sugestywne słowa. :-)