Emocje minione i przyszłe

Pomyślałam sobie, że przeczekam tydzień, gdy ochłoną z emocji uczestnicy Gwarków - ci ze strony oraganizatorów i ci konsumujący święto. Wówczas sobie poużywam. Może.
..........................................................................................
Dzisiaj dla wprowadzenia w błogi nastrój senny wstawię tylko fotkę i zapowiem, że lekki motylek ze zdjęcia ma mocny związek z pewnym młodym tarnogórzaninem o znanym w świecie, nie tylko bokserskim, nazwisku. Damian Jonak z motylkiem. Młodzieżowy Mistrz Świata WBC, zapowiadający się jako jasna gwiazda na firmamencie przyszłości. O nim właśnie rozmawiałam z Panią Moniką, najbliższą osobą w życiu Pana Damiana - czyli z jego żoną. 

  

godz. 00:25. Ech, niech tam, do rana daleko, Niech się stanie!

WYWIAD Z MONIKĄ JONAK, młodą tarnogórzanką, której mężem jest Damian Jonak, zawodowy bokser, zdobywca tytułu Młodzieżowego Mistrza Świata WBC.  Jest godzina 16-ta, Wiśniowy Sad, 09 września 2008r.

Pani Moniko! Jak często spędzacie czas wspólnie  z rodziną, znajomymi, w kinie, przed telewizorem i w swoich  ramionach? 
-         Mąż  5 dni w tygodniu przebywa w Warszawie, wracając w zasadzie tylko na weekendy. Ja w Tarnowskich Górach pracując. Tak więc  w te trzy NASZE dni  najpierw są oczywiście ramiona. Najpierw ramiona. Później  staramy się odwiedzić rodzinę, bo to też jest ważne. Dalej inne przyjemności – kino, dyskoteka, wyjścia z przyjaciółmi. Czasem jest też taka szansa po walkach, gdy mąż zostanie przez 2 tygodnie w domu albo ma jakieś dłuższe przerwy. Wówczas maksymalnie wykorzystujemy je na spędzenie czasu ze sobą. Jeździmy wtedy na różne spotkania. Bywa i tak, że uda się mi wziąć jakiś urlopik. Wtedy ja jadę do męża do  Warszawy.

Rozumiem, że mąż Pani trenuje w stolicy i  głównie tam odbywa walki.
-         Tak. Bo jest zawodnikiem warszawskiej grupy zawodowej Bullit Knockout Promotions.

Skoro kontakt Pani i męża ze sportem jest jak 5 do 2 na niekorzyść czasu wspólnego, czy jest realna możliwość, że oboje Państwo możecie się odseparować od tego zasadniczego zajęcia Pani małżonka choć od przypadku do przypadku? 
-         Rozumiem. Pyta Pani, czy bywa tak, że o boksie nie rozmawiamy w ogóle?  Właściwie; rozmawiamy o nim tylko wówczas, gdy zbliża się jakaś jego walka, gdy telewizja jakąś inną transmituje, gdy w ringu jest ktoś znajomy.

Czy pyta pani męża tak jak inne żony nad talerzem zupy :”Jak było w pracy”? -         Pod tym względem niczym się od takich nie różnę. Jego pracą jest ustawiczny trening i czasem walki. Opowiada mi więc o jakichś szczegółach. Czasem banalnych, czasem ważnych. 

Czy to znaczy, że wyłącznie boks w wymiarze dotyczącym Pana Damiana Panią interesuje, czy też szerzej jego waga, albo WBC czy też inna federecja bokserska? 
-         Zanim poznałam Damiana, oglądałam chętnie boks, a zwłaszcza takich bokserów jak Michalczewski, Gołota, Włodarczyk. Ich oglądałam najczęściej. Damian był wówczas jeszcze w amatorce, nie walczył zawodowo. I przyznam, ze lubiłam oglądać sporty walki, boks, kick-boxing. Chciałam sama zacząć uprawiać boks, gdy byłam młodsza. Dzięki Bogu, odradzono mi to uświadamiając, jakie są konsekwencje uprawiania boksu dla kobiet. I tak zostałam tylko widzem.

Upodobała sobie Pani boks, jak widać od dawna, niezależnie od osoby męża. 
-         Tak, tak. A teraz zainteresowanie to wzrosło, bo oglądam wspólnie z mężem walki nieznanych mi osób i to mi się też podoba. 

Czy podczas wspólnego oglądania, ustalacie jakąś strategię, wymyślacie nowe metody treningu?
-         Najczęściej i najbardziej przeżywamy walki naszych znajomych – kolegów klubowych Damiana, Polaków. Martwimy się, trzymamy kciuki, pocimy się razem z nimi. Po prostu kibicujemy. Oprócz tego Damian sam ogląda walki. Ocenia technikę, wyciąga wnioski. Ja też jestem uważnym obserwatorem i czasem podpowiadam mu, to co sama zauważę. A jak już mówiłam oglądam wiele. Ciekawe – choć dla nas na drugim planie – są walki w wagach ciężkich, bardzo widowiskowe. Dla kontrastu także te w niższych gdzie ciosy padają jak grad. 

Zrozumiałam, że w kręgu Państwa zainteresowania są 3 kategorie walk, w Waszej własnej klasyfikacji: pierwsze to walki znajomych, drugie takie jakby instruktażowe i trzecie o charakterze głównie widowiskowym. 
-         Tak jest. Zastrzegam, że nie jest naszym nałogiem przesiadywanie przed telewizorem ze wzrokiem utkwionym godzinami w ekran. 

Z jakimi emocjami, odbiera Pani walki męża uczestnicząc w nich na widowni? 
-         Im dłużej jesteśmy razem, tym mocniej każdą walkę przeżywam wewnętrznie. Powodem jest na pewno coraz wyższa klasa walk Damiana i coraz wyższy poziom reprezentowany przez jego przeciwników. Widzę to, zdaje sobie z tego sprawę, stąd i emocje są większe. Ale wiem, że i umiejętności Damiana są coraz większe, dlatego zwykle bywam w głębi spokojna o niego. Ale jest to mój mąż, najbliższa mi osoba, więc jestem nerwowa, przeżywam to wydarzenie mocno, krzyczę. Nieraz znajomi mówią mi, że mnie słyszą, słyszą mój krzyk będąc gdzieś daleko ode mnie na trybunach.. Czyli reaguję spontanicznie a z drugiej strony nie jestem panikarą i znając Damiana najczęściej w duchu jestem spokojna o rezultat. A on walczy, bo chce. Nie musi, a chce. I w tym też jest jego siła.

Mówi się czasem o bokserze: „ Jaką on ma wspaniałą pracę nóg. Wręcz tańczy na ringu.” Czy woli Pani męża tańczącego na ringu wokół przeciwnika, czy na dyskotece, zabawie tanecznej? Czy w ogóle tańczycie kiedykolwiek? 
-         Tak, chodzimy do dyskoteki. Lubimy jej atmosferę. Ale mąż po  całotygodniowych treningach ma dość wysiłku fizycznego i niezbyt jest chętny do kontynuacji treningu na parkiecie. Woli na siedząco posłuchać muzyki i popatrzeć jaką „pracę nóg.” mają inni. Ja przyłączam się do niego i nie namawiam do tańca, gdyż chyba jednak lepiej wychodzi mu w roli  „Tańczącego na ringu.” W soboty wieczorem bywamy ze znajomymi w różnych miejsca,  także tam gdzie tańczą. Ale to raczej ja wyskakuję na parkiet potańczyć z  koleżankami, by on miał możliwość porozmawiania z kolegami o męskich sprawach. 

Czy zdradzi Pani jakim maż jest tancerzem? 
-         Umie tańczyć i lubi. Ale zagorzałym fanem parkietowych szaleństw nie jest. To przecież spokojny mężczyzna. Ale nasz  bardzo udany pierwszy taniec weselny pamiętam. I  wspominam te chwile.

Gdy są jakieś oficjalne okazje, gdy trzeba założyć marynarkę, garnitur, koszulę, i krawat, kto wiąże mężowi właśnie krawat? Pani czy on sam? 

-         On sam! Mówię to z dumą, bo wiem, że wielu mężczyzn tego nie potrafi. Sama też nie jestem w tej konkurencji najlepsza.

Jakie ubrania Pan Damian lubi najbardziej? 
-         Myślę, ze stale używając sportowej, treningowej nawet odzieży, polubił eleganckie stroje, chociaż nie sztywne. Czesto jest to elegancka, w dobrym gatunku „polówka’. Eleganckie w kroju i gatunku spodnie, to zauważyłam, lubi. A na wyjścia formalne, oficjalne czy uroczyste zakłada bez oporu i nawet chętnie marynarkę i koszulę. 

Przy rodzinnych okazjach, wyjścia na urodziny, ślub, kto decyduje o wyborze prezentów, Pani czy małżonek?
-          Jest to zawsze w 100% decyzja wspólna  i wybór wspólny. Zawsze, zawsze wcześniej ustalamy, jaki to ma być prezent, jak cenowo ma wyglądać. Jeśli jedno z nas ma ustalony pomysł to i tak ostatecznie wspólnie podejmujemy decyzję.

W jakiej sukience małżonek Panią lubi? 
-          Z tego co wiem, na co dzień lubi moje krótkie sukienki, mini długości. Pochwala to. Lubi mnie na szpilkach, w eleganckim stroju. Wiem też, że największe wrażenie zrobiła na nim moja ślubna sukienka, która miała bardzo krótki przód i długi tył.

Zrobiłam na nim ogromne wrażenie. Wielokrotnie przyznawał, że mój widok w dniu ślubu był dla niego szokiem. Przyjemnym. Byłam wówczas w jego stylu. 

Niewiele Panią znam. Zaledwie kilka razy rozmawiałyśmy ze sobą ale oceniam Panią jako osobę energiczną, dynamiczną, rzutką, spontaniczną. Pan Damian jest za to w widoczny sposób spokojny. Czy te dwa charaktery się często ścierają?

-          Tak właśnie jest, mąż jest opanowany a zgromadzonych we wnętrzu zasobów energii pozbywa się dwa razy dziennie na treningach. Ja, to widać na co dzień  - to wulkan energii.  Jej  nadmiaru pozbywam się na aerobiku, rowerze, basenie. Mam rodzinnie sportową spuściznę. Czyli energię przekazaną w genach przez wysportowanych rodziców. To właśnie Damian niejednokrotnie mnie hamuje, uspokaja swym opanowanym charakterem, tonuje moją spontaniczność. Uzupełniamy się doskonale, chociaż jesteśmy tacy różni od siebie. A przecież jesteśmy oboje nie tylko spod znaku Byka, ale i urodziliśmy się tego samego dnia miesiąca.

Zafrapowała mnie ta Pani energia i spontaniczność. Czy to znaczy, że mąż nie musi się bać spacerów wieczorem przez Kaczyniec, czy Karola Miarki, które to okolice uważane są w Tarnowskich Górach za niebezpieczne po zmroku? Nic mu nie grozi ze strony niegrzecznych natrętów, gdy jest w Pani towarzystwie? 
 -  
Czy chce mnie Pani znów rozbawić? Zapewniam jednak, że moim towarzystwie mąż nie jest nigdy niczym zagrożony. A ja też się nie boję iść z nim przez życie.

Pani Moniko! Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę prawdziwego powodzenia Wam obojgu.

        Oto Pani Monika Jonak w monumentalnej postawie, do której predystynuje ją jej wewnętrzna energia wsparta męskim opanowaniem małżonka. Pozdrawiam!!!