Tydzień przed sesją, tydzień sesyjny

Przekładając kartki w kalendarzu uzupełniałam terminy bieżącego tygodznia ale i cofnęłam się o kilka kartek wstecz. I cóż tam było?
Poniedziałek - zatłoczony pracą, wieczorem przygotowanie do jutrzejszych zajęć, jakaś interpelacja, pisma urzędowe, inne.
Wtorek - drugi dzień wzmożonej pracy, posiedzenie Rady Społecznej Ośrodka TOTU - sprawozdania finansowe i inne, wieczorem spotkanie merytoryczne, w nocy - komputer a z nim pisanie, czytanie itp.
Środa - standard czyli robota i dodatkowo spotkanie twórcze z grupą społecznie aktywną, wieczór administracyjny.
Czwartek - robota czyli standard a wieczorem spotkanie z grupą aktywną ... tak jakoś, noc wcale nie romantyczna ale klawiaturowa.
Piątek - robota pofolgowała - pacjenci przygotowują się do weekendu czyli zdrowieją w cudowny sposób. Po południu spotkania mniej lub bardziej oczekiwane w różnym stopniu pożądane i wieczorem "Spichlerz" przez 2 godziny - konferencja Jonaka i Jacewicza. Ten pierwszy bedzie walczył w obronie swego tytułu 18 października w Spodku. Ten drugi właśnie został Mistrzem Europy. Jedyna noc bez komputera.
Sobota - poddałam się pracy nawet w dniu, gdy kilkoro znajomych brało śluby. Odpuściłam koncert w kościele ewangelickim i imprezę w "Magazynie". Harówka przy pralce, odkurzaczu, garnkach, komputerze.
Niedziela - deszcz, pies, deszcz, basen, deszcz, Koncert pod Renesansowym Stropem, deszcz w różnym nasileniu. Komputer, korespondencja, wnioski do budżetu itd.
Co dalej?