Duch Marysieńki, Jachniczka i ... movens

Radzionków miastem braterskim Tarnowskich Gór! A to poprzez wiążące je postaci historyczne Jana III Sobieskiego, małżonki jego, Marysieńki i innych. Oj, kotłowali się wielcy i pomniejsi tłumnie w niegdysiejszym tyglu historii a dzisiaj wieczorem na scenicznej patelni Domu Kultury "Karolinka" w Radzionkowie.

     

Zdjęcie przedstawia zacne damy przed spektaklem wchłaniające ducha sceny. Która z nich to Marysieńka? A może któraś na wydaniu, z posagiem w skrzyni okutej? A inna może znajdzie się zamożna wdowa ze spadkiem po świętej pamięci wielmożu wołyńskim czy kupcu flamandzkim?  

Ponad postacie VIP-owskie i inne jak: Starosty Tarnogórskiego , Burmistrza Radzionkowskiego, Senatora Senackiego, Radnych miast sąsiadujących, rzemieślników konkurujących i współpracujących, artystów profesjonalnych i amatorskich, lekarzy chirurgicznych i kluczborskich, nauczycieli śpiewających i reżyserujących, urzędników prywatnie nie zrzędzących, emerytów społecznie działających, dziewczątek o oczętach niewinnych, chłopiąt jeszcze niedorosłych, świeciła blaskiem skromnym lecz czcigodnym jako spirutus movens - Pani Gabriela Horzela-Szubińska, moderatorka, organizatorka, patronka dzieła charytatywnego i, badż co bądź, aktorskiego. Dojrzałam ją i jej pracę nad spektaklem na rzecz ośrodka adaptacyjnego w Radzionkowie, mimo iż przysłaniały jej postać błyszczące, bogato zdobione kostiumy z epoki. Chwała Ci, Waćpani, za dzieło umysłu i serca Twego!

  

Zdjęcie przedstawia zgupowanie przybyłych z odległej historii postaci... chyba. Kim są sfotografowani?

"Świński ryj na słodko - cena wywoławcza 100 złotych! Kto da więcej?" Takie hasło rozpoczęło licytację wyrobów cukierniczych. Oj, ciszą posiało po gawiedzi na widowni. Ani mru mru, ani ku ku ryku... Aparaty fotograficzne posłużyły nielicznym do ukrycia się za nimi ale większość... wciśnięta w fotele, na wdechu, z zaciśniętym żołądkiem modliła się w głębi ducha o ochotnika, który podbiłby i zakupił dzieło węglowodanowe. Znalazł się pan godny, Burmistrz Radzionkowa, honor miasta uratował. Dalej aukcja łamane przez licytacja prowadzona była spontanicznie przez aktora duchownego stanu, proboszcza tarnogórskiego, ksiedza Frysza. I poszło już ostro, rozhulało się, potoczyło z górki, przy oklaskach i śmiechu. Korona, łabędzie i serce Marysieńki przeszły na własność licytujących a zawartość portfeli dobrodziejów do kasy ośrodka adaptacyjnego. Oto dzieło Pana rękami jego kapłana wypełnione.

UWAGA! Po kliknięciu lewym przyciskiem myszki komputerowej na miniaturce zdjęcia otworzy się ALBUM ze zdjęciami ze spektaklu! Czy to jest nareszcie jasne? Ile razy bedę jeszcze powtarzać tę instrukcję? Bez pytań, proszę! Żeby mi to było ostatni raz!!!

To ja, Twoja Marysieńka - 19.10.2008