Iluminacja zimowa.

Ktoś zastukał ciemnym świtem do moich drzwi, zapukał albo zaskrobał. Nie była to Katarzyna, Basia ani Marcin ale MMMMmmmmmiiiiikooołaaaaaaaajjjjjj. A właściwie Mikołajek, zawstydzony, zakłopotany, zagubiony w grudniowej roli. Jego zdjęcie zamieszczam na końcu dzisiejszego wpisu.
.........................................................
  Coś "zabodźcowało" tych członków lokalnej społeczności, którzy pieszczą nieruchomości swoje. Remontują kamienice, budynki, domy przywracając im dawny wygląd tak, jakby zaklinali na następne sto lat trwającą juz wiek magiczną tarnogórską chwilę.

Błądzić, spacerować, maszerować, wałęsać sie, przemieszczać. Wieczorem widok iluminowanego ratusza łagodzi smutki dnia a kościół ewangelicki przyciąga wzrok słupami świateł i cieni. Kształt, gabaryty, pionizację tegorocznego świątecznego drzewka można ocenić pozytywnie. Jednak ta "nasztramowana" choinka przyzywa mroczne myśli smucąc ciemną czerwienią światełek. Jakieś białe, pomarańczowe i  żółte piegi na jej srebrno-zielonej szacie rozjaśniłyby środek rynku. 

Kilka uliczek dalej na placu targowym przy ulicy Szymały widoczny jest świetlny kontur tarnogórskiej synagogi "przyklejany" wieczorami do ściany budynku. Plac oznaczono obeliskiem upamiętniającym bóżnicę, która stała tu zanim spalono ją po wejściu do miasta wojsk hitlerowskich. Taaaak, łatwiej postawić pomnik niż zachować, to co istnieje. No cóż, i ten kawałek kamiennej kolumny wart jest pochwały, warci jej są i ci, którzy go tam postawili i jeszcze ci, wśród których ciagle stoi nietknięta.

I znowu jakieś dwieście metrów dalej na skrzyżowaniu ulic Opolskiej i Wyspiańskiego "lukrowane ciasteczko" na deserowym talerzyku placu budowy - odremontowany budynek dawnego sanepidu ogarnięty słodkimi żółtymi i szarymi światłocieniami wyłania się z tej samej stuletniej bajki.

Gdy spadnie śnieg i cienką choćby kołderką otuli dachy i ziemię, a zimowy księżyc wystawi srebrny nos zza obłoków, wyjdę ja, wyjdziesz ty, wyjdzie pies w tężejące, mroźne powietrze i spróbujemy łapać spadające płatki śniegu z naszego dzieciństwa... A nasze źrenice otworzą się szeroko w ciemności przenikanej iskrami połyskujących kryształków... I tego wieczora rozpocznie się coroczna zimowa, zaczarowana bajka opowiadana przez bajarza o imieniu Czas i bajarkę zwaną Pamięcią.    
.................................................................................................
Świąteczna iluminacja, wieczorne oświetlenie w TG; podoba mi się, odbieram dość pozytywnie, ładne, ładne... OK... Ale dziura ozonowa i globalne ocieplenie klimatu psują mi nastrój. Nadprodukcja produkcji czegokolwiek i wszystkiego puszczanego z dymem (mniej lub bardziej widocznym) i przez przewody pokarmowe królującego nie ziemsko na Ziemi myślącego rozmyślnie o sobie gatunku Homo sapiens. 

Eeeee tam....
...............................................................................................
       

Witajcie w grudniowej bajce!