Ruchy aniołów.

Jak tylko rankiem przejaśniało, uruchomiłam zaspane i nocnie zakichane psie ciałko, aby dokonać wietrzenia jego sztywnych włosów okrywowych i gęstego i really soft podszerstka. Okoliczność była ku tej czynności sprzyjająca - szarość nocy rozsuwał lekkimi muśnięciami wiatr a równie delikatne co jego podmuchy trzepotania skrzydeł anielskich pobudziły do wirowania spadające białe iskry. Może iskry pomyliłam z kruszynkami manny? Albo nie rozpoznałam drobinek anielskiego pierza...? O tej wieczornej porze, gdy piszę te słowa, drążyć swej pamięci nie zamierzam próbując zidentyfikować wydarzenie przyrodnicze tyle naturalne co uroczyste i niezwykłe. Jednym słowem - Boże Narodzenie.  

    
......................................................................
A propos aniołów. Pozbawiona półmetrowej długości anielskich włosów ale nadal niebiańsko uśmiechająca się istota, produkt boskiej kreatywności a może ludzkiej-mojej wyobraźni czyli Małgosia, wraz z braćmi oraz innymi dziećmi wzięła udział w poniedziałkowych jasełkach w Ośrodku TOTU. Serdecznie zaproszona ręcznie wykonanym zaproszeniem przybyłam (prawdę mówiąc - wpadłam zziajana) z godzinnym prawie opóźnieniem, niczym lokomotywka kolejki - wąskotorówki. Serdeczne uściski i jakiś całus przekazałam mojej faworycie i temu, kto się nawinął, nie mogąc wydać głosu przez zaciśnięte pędem lotu gardło.

    
Zdjęcie - sceneria - jak widać OK! Dzieci - jak widać OK! Atmosfera - BOK (bardzo OK)!

Zakupiłam na kiermaszu ozdób świątecznych 2 aniołki złote z makaronu zrobione, jednego kartonowego i jedną kulę śniegową wykonaną ze słoiczka. Po wyciśnięciu sprzęgła i wrzuceniu odpowiedniego biegu w moim wewnętrznym mechanizmie, na wysokich obrotach wystartowałam dooooooo....

    

Jeden Król, drugi Król, trzeci ...???