Dzieci, Młodzież, VIP-y.

Młodzież.
W nastroju przed/studniówkowym uczniowie klasy maturalnej Ekonomika przemierzali rynek tarnogórski między gołębiami, przechodniami, w pobliżu fontanny, starych kamieniczek i transparentnego biustonosza (nota bene seksownie dzisiaj ozdobionego płatkami śniegu) oraz jakiegoś dzieła o wykwintnych ponoć walorach architektonicznych. I mam przekonanie, iż niewielu z nich widziało tarnogórskie detale wyżej wymienione, co dziwnym nie może być, wziąwszy pod uwagę kotłujące się płcie obie w wieku jak najbardziej prokreacyjnym osadzone w czasie zabawowo-przed/maturalnym.

     

Zdjęcie żywiołowo pozowane! Miło jest w takim przyjaznym tłumie. Pozdrawiam i zaciskam kciuki! Za studniówkę i może już maturę! Dobrej zabawy i owocnej w sukces harówki życzę! Uwaga! Nie wpadnijcie do studni!

Dzieci.
Jak zwał tak zwał - ot, kolorowanka. Jak do tej pory jedyny produkt namacalny opowiadający dzieciom o naszym mieście i powiecie. Pamięć moja zawodzić mnie może, a brak wiedzy w tej sprawie może usprawiedliwiać; takiego czy podobnego wydawnictwa nie było w naszym mieście do tej pory. Poprawić proszę!  Jest albumowe wydanie w twardych okładkach „Tarnowskie Góry. Architektura”. Jakieś dziecię może nią braciszka albo rodzica puknąć w główkę, bo wierszyków i bajek o Tarnowskich Górach w albumie brak. Obrazki, a jakże – są. „Nie dotykaj, bo pobrudzisz!, Nie kredkuj, bo zniszczysz!. Nie baw się książką, bo podrzesz!”. Tutaj być może maluch opluje kaszką otoczenie, bo szaty graficznej wykreować mu nie pozwalają. A chce tworzyć! I jeszcze chce i powinno namacać rodzinne Tarnowskie Góry.  A jeśli nie potrafi sam czytać, to może usłyszeć o mieście. Niekoniecznie od Brzechwy czy Tuwima. I jeśli nie wierszem, bo się nie rymuje, to od mamy czy dziadka niech usłyszy opowiastkę prozą nawet opowiedzianą. O studni na rynku, roznosie przy sztolni, beszongu między szybami kopalni...  Więc szkoda, że czasem nie może kolorować, słuchać bajek i że... pluje.

    

Luźny tłum gołębi ustawionych szeregiem czy napewno jest tłumem?

Widoczek z Tarnowskich Gór. Murzowi chciało się kiedyś przyczepić do muru jakieś reliefy, ozdobne gzymsy, zworniki w kształcie muszli i lwiego pyska, obramowania, pilastry. O! Główka kobieca na supku okna, pod zwornikiem! O, baranie rogi!

VIP-y.
Wiem, bo sam mi powiedział , że Pan Starosta 2 godziny odsiedział z kredkami przy biurku kolorując widoczki powiatowe. Wiem, bo widziałam, że niejednemu  bohaterowi ważnemu urzędnikowi łapka się zatrzęsła nad obrazkiem. Wiem, jakie niepokoje twórcze przebiegają ciarkami po pleckach w obliczu oceny „malowidła” (sama przeżywam je nadal).  Z bożej i powiatowej łaski autorzy kolorów poddaliśmy się zleconemu zadaniu a może zabawie, my - nadęci, sztywniacy, z nosami w górze, poświęciliśmy czas domowy albo służbowy (zaległości przy garnkach lub papierach są do odrobienia!), aby wymalować, zakwestować, wylicytować sumki małe i duże na rzecz pomocy świetlicom dziecięcym.